Na biograficzno-geograficznym szlaku Józefa Mackiewicza




Pobierz 1.42 Mb.
NazwaNa biograficzno-geograficznym szlaku Józefa Mackiewicza
strona2/22
Data konwersji08.09.2012
Rozmiar1.42 Mb.
TypDokumentacja
1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   22
Ratował ochrzczonych i nieochrzczonych

Kiedy Niemcy rozpoczęli eksterminację narodu żydowskiego, ksiądz Sopoćko włączył się w akcję ratowania Żydów. Zaangażowanie to miało też jednocześnie wydźwięk ewangelizacyjny. Ludność żydowska, zamykana w gettach i docelowo skazana na masową zagładę, mogła liczyć jedynie na pomoc w zewnątrz. Ksiądz Sopoćko już wcześniej, bo i w czasie swego pobytu w Warszawie w początkach lat 20., i w Wilnie uczestniczył w praktyce katechizowania proszących o chrzest Żydów. Tuż przed wojną i na jej początku zgłosiło się do niego z taką prośbą sporo osób wywodzących się z kręgu inteligencji żydowskiej. Proszono o to także innych księży. Powstały więc grupy katechumenów, które przygotowywane były do chrztu, najczęściej w domach prywatnych. Ksiądz Sopoćko zaangażował się w katechizację. Gdy chętnych było więcej, w posługę włączył zamieszkującego u niego Bolesława Szostałę [byłego kleryka, słabego zdrowia, którego w ciężkich czasach okupacji sowieckiej ks. Sopoćko przyjął na współlokatora do swego w Wilnie mieszkania – uw. A. A. B.]. A także przyjął inne osoby z grona uczęszczających do niego [ks. Sopoćki] na spotkania religijne. Po przygotowaniu egzaminował kandydatów do chrztu i upewniwszy się o szczerości ich intencji, zazwyczaj kierował ich do księży proboszczów kościołów św. Jana i św. Franciszka, którzy udzielali im chrztu. Sam też chrzcił, ale zawsze z uszanowaniem wolności wyboru katechumena i wielką troską o autentyzm przyjmowania wiary chrześcijańskiej. Liczba uczestników katechez zorganizowanych przez ks. Sopoćkę sięgała kilkudziesięciu. Wielu z nich przyjęło chrzest. (Ks. dr Henryk Ciereszko)

Poza prowadzeniem katechumenatu ks. Sopoćko włączył się czynnie w organizowanie pomocy materialnej, a zwłaszcza w akcję ratowania i ukrywania Żydów. Wykrycie tej działalności groziło utratą życia. Mimo to ks. Sopoćko pośredniczył w wyprowadzaniu rodzin żydowskich z getta, wynajdując miejsca schronienia u znajomych pod Wilnem. Aktywnie współpracowały z nim w „tej sferze” siostry urszulanki. Uciekinierzy z getta skierowywani byli często do Czarnego Boru, skąd siostry urszulanki wyprawiały ich na Białoruś, gdzie początkowo było mniejsze przez Niemców prześladowanie. W takich krytycznych sytuacjach ks. Sopoćko ochrzczonym i nieochrzczonym dostarczał metryki chrztu, pomagał w uzyskaniu dowodów tożsamości.

Niejednokrotnie wpadał w sytuacje, które mogły zakończyć się ciężkimi dla niego konsekwencjami. Pewnego razu, gdy w jego mieszkaniu w Wilnie znajdowała się grupka Żydów, nagle do drzwi zastukali gestapowcy poszukujący księdza. Uwierzyli gospodyni, że nie ma go w domu i zostawili tylko nakaz zgłoszenia się w ich komendzie. Okazało się, że był donos na ks. Sopoćkę o przechowywanie żydowskiego dziecka. Ostatecznie nie aresztowano go, bo denuncjator swój donos wycofał, niemniej na księdzu Sopoćce stale spoczywało oko gestapowców. W każdej chwili mogli go ująć. Ale na to było jeszcze za wcześnie.

Watykan między rozgrywkami na niemieckim szczycie

To „za wcześnie” autor książki biograficznej o ks. Michale Sopoćce, cytowany wyżej ks. dr Henryk Ciereszko komentuje następująco:

„Duszpasterstwo pod okupacją niemiecką początkowo nie napotykało specjalnych przeszkód. Objęcie okupacją niemiecką terenów Białorusi stworzyło nawet możliwość wznowienia kapłańskiej posługi wobec zamieszkujących tam katolików, co pod rządami władzy radzieckiej było zabronione. Arcybiskup Jałbrzykowski zezwolił kilkunastu księżom wyjechać w tym celu na Białoruś. Ksiądz Sopoćko nosił się również z takim zamiarem. Tymczasem przyszły tragiczne wieści o aresztowaniach i egzekucjach księży tam misjonujących, wskutek czego arcybiskup cofnął zezwolenia na wyjazd”.

Ks. dr Henryk Ciereszko pisze to w oparciu o „Wspomnienia” ks. Michała Sopoćki. Tak tę dramatyczną sytuację ks. Sopoćko naonczas „od zewnątrz” postrzegał. Z przywołanej wyżej cytaty odnosi się wrażenie, że arcybiskup Romuald Jałbrzykowski postąpił nader nierozważnie wysyłając kilkunastu księży na Białoruś, że lekkomyślnie zaufał Niemcom, którzy rozmyślnie (tak by się mogło wydawać) na tych duszpasterzy zastawili pułapkę. Tymczasem rzecz cała miała się inaczej. Będzie już później, już na obczyźnie, badał z wrodzoną mu dociekliwością, czujny wobec hasła „Wilno” Józef Mackiewicz. Opisze ją w swej książce „Nie trzeba głośno mówić”.

Inicjatywa z wysłaniem duszpasterzy katolickich na zajętą przez Niemców Białoruś wyszła z Watykanu. Oczywiście, należało w tej sprawie porozumieć się z Niemcami.. I… już-już się wydawało, że ziarno trafiło na podatny grunt.

Pisze Józef Mackiewicz:

Pierwszym, który poparł akcję Watykanu, był ambasador niemiecki w Ankarze, były wicekanclerz Franz von Papen. Przesłał on na ręce von Ribbentropa memoriał, uzasadniający konieczność oficjalnego zezwolenia Kościołowi katolickiemu na prowadzenie akcji misyjnej w Rosji, na terenach okupowanych przez wojska niemieckie, jak tego chciał Watykan. Ribbentrop, który nie znosił von Papena, pośpieszył z przesłaniem tego memoriału Hitlerowi, spodziewając się, że usposobi go jak najgorzej. Po kilku dniach zgłosił się po odpowiedź.

- Führer – oświadczył Bormann – odrzuca z pogardą projekt Papena. Nie może być żadnej, tak powiedział, obcej, ponadlokalnej organizacji na ziemiach okupowanych! W naszym interesie leży raczej dopuścić tyle zlokalizowanych i różnorodnych chrześcijańskich wyznań ile wlezie Aby klechy swoimi krucyfiksami porozłupywały sobie wzajemnie czaszki! W przeciwnym wypadku stworzymy nową wylęgarnię oporu…

Tymczasem Watykan polecił wszystkim biskupom, których diecezje graniczyły z państwem bezbożnego bolszewizmu, aby zgodnie z posłannictwem Chrystusowym podjęli misję głoszenia Słowa Bożego na ziemiach, gdzie było ono przez 24 lata prześladowane; odbudowywali i przywracali zniszczone kościoły, i obejmowali w posiadanie dawne parafie, gdziekolwiek dotarły wojska niemieckie. Zalecało się jednak podjąć akcję bez rozgłosu, nie tylko ze względu na brak zezwolenia ze strony rządu niemieckiego, ale też dla uniknięcia wrażenia i zarzutów ze strony mocarstw zachodnich, że Watykan włączył się w „krucjatę antybolszewicką” pod przewodnictwem Hitlera… W każdym razie rzecz delikatna, i głośno o niej mówić nie należy.

Arcybiskup Jałbrzykowski, metropolita wileński, wysłał zaraz grupę księży katolickich na wschód. W praktyce, podążali oni za wojskami niemieckimi na ziemie wschodniej Białorusi. Rzecz przeniknęła do wiadomości władz niemieckich. Rosenberg, szczególny wróg katolicyzmu, domagał się, aby Ribbentrop złożył formalny protest w Watykanie. Ribbentrop, który nie znosił Rosenberga, nie kwapił się z tym. Generałowie, nawet Goebbels, nawet poszczególni dygnitarze partyjni, wzruszali ramionami: „Co to, w gruncie, komu może szkodzić?! Przeciwnie, to wspiera naszą propagandę na wschodzie”. Inaczej Rosenberg. Poza osobistą, głęboką niechęcią do katolicyzmu, miał na względzie jeszcze co innego. Oto znając antyklerykalne, a w gruncie antyreligijne nastawienie Hitlera, obawiał się, że ten w jakimś wybuchu gwałtownej reakcji, jak zawsze u niego nieobliczalnej, może zakazać wszelkiej działalności religijnej, a w tej liczbie i autokefalnych Cerkwi antyrosyjskich, z takim trudem montowanych przez Rosenberga. W końcu sierpnia prosił więc o audiencję u Hitlera.

Audiencja przebiegła po myśli Rosenberga. Hitler pochwalił go, co się ostatnio rzadko zdarzało, za jego czujność wobec zakusów katolickich […]

Rosenberg zaraz po tej audiencji porozumiał się z Heydrichem, szefem państwowego urzędu bezpieczeństwa SS, prosząc go o natychmiastowe przecięcie misyjnej akcji katolickiej na terenie Ostlandu, zwłaszcza na Białorusi. Wszystkim księżom, którzy już wyjechali w teren, kazano przerwać działalność, i natychmiast wrócić

Ale nie wszyscy wrócili. Wielu prowadziło swą pracę duszpasterską tajnie. Pięknie odbudowany został kościół w Kojdanowie… Proboszcz z Iwieńca rozwinął szczególnie energiczną akcję poza starą granicą Traktatu Ryskiego… Ten i ów potajemnie, lub za cichą aprobatą miejscowych władz wojskowych… Część tych księży z nakazu niemieckich władz bezpieczeństwa została aresztowana, wywieziona do kacetów.

Arcybiskup Jałbrzykowski wypełniał dalej zlecenia kurii rzymskiej. Na miejsce aresztowanych wysłana została tajnie nowa grupa księży misjonarzy. Niektórzy z nich, mówiono, zostali rozstrzelani pod różnymi pretekstami. Oskarżano ich o tajne chrzczenie Żydów, kontakty z tajną organizacją, lub poprostu o pobyt niedozwolony.

W taki to sposób zginął jeden z najodważniejszych księży, nieustraszony też za czasów bolszewickich, o którym ludzie opowiadali w tamtą okupację legendy [ks. Henryk Hlebowicz – uw. A. A. B.]. Delegowany teraz na wschód do pracy misyjnej, już nie powrócił

Tyle Józef Mackiewicz o tragicznych losach księży wysłanych z Wilna na Białoruś.

Natomiast w samym Wilnie…

Polowanie na ks. Sopoćkę

Według wspomnień księdza Michała Sopoćki, w początkach stycznia 1942 aresztowany został ksiądz Świrkowski, proboszcz parafii Ducha Świętego, takoż zaangażowany w pomoc Żydom. Udało mu się przekazać z więzienia gryps, że podejrzanym u Niemców jest także ksiądz Sopoćko. Sopoćko wyjechał na paręnaście dni do Czarnego Boru, do sióstr urszulanek, u których był spowiednikiem. O kolejnych aresztowaniach księży jakoś na razie nie było słychać. Sopoćko wrócił do Wilna.

W pierwszych dniach marca Niemcy podjęli ostrą akcję wymierzoną przeciwko katolickiemu duchowieństwu. 3 marca, przed południem, policja niemiecka wtargnęła do gmachu Seminarium Duchownego, aresztując znajdujących się na wykładach księży profesorów i alumnów. Księdza Sopoćki jeszcze w budynku nie było, tego dnia miał wykłady w godzinach późniejszych. Niemcy wysłali patrol do jego mieszkania przy ul. św. Anny, ale tam go nie zastali. Sopoćko w tym czasie znajdował się w kościele św. Franciszka. Po odprawieniu Mszy świętej pomagał jeszcze księżom z parafii w spowiedzi (kościół w przededniu uroczystości św. Kazimierza był wypełniony po brzegi). Około godziny dziesiątej ks. Sopoćko ruszył ku wyjściu. Zamierzał jeszcze na krótko wpaść do mieszkania, poczem udać się na wykłady do Seminarium. W drzwiach kościoła zatrzymała go znajoma kobieta, z prośbą, by pomodlił się przed obrazem św. Antoniego w intencji jej chorego męża. Zawrócił więc. Po kilku minutach, gdy modlił się przed obrazem, usłyszał szept pochylającej się nad nim gospodyni. Ostrzegła go, że w mieszkaniu czekają na niego Niemcy, a dwaj z nich są już w kościele i usiłują go wytropić.

Niezauważony przez Niemców, Sopoćko przez zakrystię wymknął się z kościoła. Kluczył znajomymi ulicami w ten sposób, by nie natknąć się na poszukujących go Niemców. Dotarł do Kurii przy ul. Zamkowej, by powiadomić abpa Jałbrzykowskiego o grożącym mu aresztowaniu i że zamierza uciec z Wilna, ukryć się.

Dalej akcja toczyła się „jak w filmie”.

Na schodach Sopoćko natknął się na inny patrol, akurat w tym czasie wyprowadzający notariusza Kurii. Ale akurat w tym samym momencie do budynku Kurii wchodził inny ksiądz i Niemcy zatrzymali się, aby go wylegitymować. Ks. Sopoćko zachował zimną krew. Nie cofnął się, niczym cień przemknął obok nich, niezauważony i wszedł do pomieszczeń Kurii. Arcybiskup z początku nie popierał jego decyzji ukrywania się, jednak ostatecznie wyraził zgodę i pobłogosławił na rozstanie.

Sopoćko postanowił jeszcze poinformować o swej sytuacji i decyzji rektora Seminarium Duchownego (nie wiedząc o tym, że i tam już urządzono obławę). Zmierzał więc w kierunku Seminarium. Przechodząc przez Plac Katedralny, znowu o mały włos nie natknął się na Niemców – na tych samych żołnierzy, którzy polowali na niego w kościele św. Franciszka. Teraz szli razem z gospodynią ks. Sopoćki, której kazali, by zaprowadziła ich do Seminarium, gdzie spodziewali się zastać księdza. I tu znowu ksiądz Sopoćko przeszedł obok nich niezauważony. Gdy wszedł na ulicę Mostową i był już blisko gmachu Seminarium, spotkał dozorcę jednego z sąsiednich domów, który go przestrzegł o obławie w Seminarium. Sopoćko zawrócił więc pośpiesznie i udał się na zaułek Skopówka do gmachu, w którym mieścił się zakon Urszuli Ledóchowskiej. Tutaj spotkał znajomą oraz znajomą sióstr urszulanek – Wąsowską z Czarnego Boru. Akurat tego dnia przyjechała do Wilna. Przed paroma godzinami była w mieszkaniu ks. Sopoćki przy św. Anny, chciała u niego zamówić Mszę świętą. Zastała tam Niemców, którzy ją zatrzymali i przetrzymywali długo, czekając wciąż na księdza. W końcu ją wypuścili. Udała się na Skopówkę, do sióstr urszulanek, by się czegoś o księdzu dowiedzieć. I tu nagle – takie nadspodziewane spotkanie!

Wąsowska, kobieta o nieprzeciętnej inteligencji, przedsiębiorcza, odważna, z mety podjęła twardą decyzję: ksiądz Sopoćko przebrany w strój kobiecy pojedzie z nią furmanką do Czarnego Boru. Spodziewała się, że Niemcy mogą ją śledzić, więc ułożyła następujący plan. Ksiądz pojedzie przez miasto z woźnicą, zaś ona przejdzie pieszo i później do nich dołączy. I rzeczywiście – stało się tak, jak to przewidywała. W pewnej odległości za toczącą się po bruku furmanką zauważyła, że idzie za nią Niemiec – ten sam, który był wcześniej w mieszkaniu ks. Sopoćki. Miała szczęście, bo akurat w tym czasie powstało zamieszanie z powodu gęsto przejeżdżających tą drogą pojazdów. Szybko więc skręciła w boczną uliczkę; zdezorientowany Niemiec zgubił jej ślad. Całą tę scenę obserwował z furmanki ks. Sopoćko. Kazał woźnicy przyśpieszyć, a potem zaczekać o parę ulic dalej. Czekali dość długo, ale Wąsowska nie pojawiła się. A więc jednak wpadła? Ks. Sopoćko po dłuższych wahaniach postanowił jechać z woźnicą do odległego o 12 km od Wilna Czarnego Boru, pod znajome ochronne skrzydła sióstr urszulanek. Ku swojemu zdumieniu zastał tam Wąsowską. Dotarła tu wcześniej – pieszo. Była przekonana, że ks. Sopoćkę aresztowali Niemcy. Tą wiadomością zdążyła już się podzielić w Czarnym Borze z siostrami urszulankami. W chwili, gdy pojawił się ks. Sopoćko, siostry akurat modliły się odmawiając Koronkę do Miłosierdzia Bożego. W odczuciu ks. Sopoćki ocaliło go Boże Miłosierdzie…

Siostra przełożona ukryła ks. Sopoćkę w spiżarni. Po zapadnięciu zmroku przeprowadziła go, przebranego za zakonnicę do odległego o ponad kilometr domu.

Tym razem w Czarnym Borze pozostał na długo – jako Wacław Rodziewicz…

1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   22

Powiązany:

Na biograficzno-geograficznym szlaku Józefa Mackiewicza iconBiograficzno – psychologiczny portret mith (podejście trzecie I pół)

Na biograficzno-geograficznym szlaku Józefa Mackiewicza iconZapraszamy klasy I i II do udziału w konkursie geograficznym „od bieguna do bieguna”

Na biograficzno-geograficznym szlaku Józefa Mackiewicza iconInformacja przestrzenna to dowolna informacja o środowisku geograficznym, o obiektach I zjawiskach w przestrzeni otaczającej człowieka. Geoinformacja jest to

Na biograficzno-geograficznym szlaku Józefa Mackiewicza iconNa mapce konturowej Polski wpisz w odpowiednich miejscach numery odpowiadające 10 krainom geograficznym wg mapki w podręczniku Podział Polski na makroregiony

Na biograficzno-geograficznym szlaku Józefa Mackiewicza iconNa pątniczym szlaku

Na biograficzno-geograficznym szlaku Józefa Mackiewicza iconPrzebieg szlaku

Na biograficzno-geograficznym szlaku Józefa Mackiewicza iconMała konstytucja „Czarnego Szlaku”

Na biograficzno-geograficznym szlaku Józefa Mackiewicza iconNa pielgrzymkowym szlaku Stary Sącz I Lewocza

Na biograficzno-geograficznym szlaku Józefa Mackiewicza iconNa Zimowym Olimpijskim Szlaku " Od Chamonix do Turynu"

Na biograficzno-geograficznym szlaku Józefa Mackiewicza iconStatut “Wągrowieckiego Stowarzyszenia Szlaku Cysterskiego”

Umieść przycisk na swojej stronie:
Rozprawki


Baza danych jest chroniona prawami autorskimi ©pldocs.org 2014
stosuje się do zarządzania
Rozprawki
Dom