Magiczne Przygody Kubusia Puchatka




Pobierz 87.11 Kb.
NazwaMagiczne Przygody Kubusia Puchatka
strona2/4
Data konwersji11.09.2012
Rozmiar87.11 Kb.
TypDokumentacja
1   2   3   4
Część III : The Silents of The Lambs
(C) Copyright R.Grabiński At Zakład Ubezpieczeń Społecznych' 1.VI.98 Email: Larry1@kki.net.pl All Rights Reserved. Winnie The Pooh is a trademark of Walt Dysney ENT. Star Wars is a trademark of Lucas Arts Ent. Silents of the Lambs is a trademark of Panavision


Była piękna majowa noc. Bezchmurne niebo wspaniale ukazywało miliony gwiazd i niesamowitą tarczę pełnego księżyca.
- Ciągle leje... Czy ten jebany deszcz nigdy nie przestanie padać? Jeszcze trochę a wyrosną mi płetwy! - Tygrysek nie krył poirytowania.
- Ma to swoje plusy... Na przykład Gofer, jeśli jeszcze żyje, popierdala teraz z wiadrami i wylewa wodę ze swoich tuneli.- stwierdził z uśmiechem na ustach Puchatek. Wtem cała czwórka wpadła do wielkiej rwącej rzeki...
- P.p.p.panowie, tu tego nie było... - stwierdził nie pewnie prosiaczek.
- Rollyn.., rollyn..., rollyn on the river.... - podśpiewywał głucho Kłapołuchy.
- Sprawa jest poważna... Myślę że dość już tej kąpieli. Wychodzimy. -stwierdził Tygrysek, po czym nasi bohaterowie wstali i wyszli z wody.
- To był chyba najbardziej psychodeliczny kwas dzisiejszej nocy... powiedział Puchatek.
- A tak fajnie mi się śpiewało.... - wystękał Kłapołuchy.
- Myślę że dobrym pomysłem było by rozpalenie ogniska i osuszenie się. - Stwierdził prosiaczek.
- No a nie łatwiej było by iść do domu i tam się wysuszyć? Zapytał lekko zdziwiony Tygrysek.
- No było by, ale tak jest bardziej romantycznie. Niech Kłapouch i Tygrysek skoczą po jakieś drewno a ja z Prosiaczkiem rozpalimy ognisko. - Rzekł Puchatek. Już po chwili Puchatek, Prosiaczek i tygrysek grzali się przy ognisku. Po pewnym czasie dołąc zył do nich Kłapołuchy.
- Panowie znalazłem wino i trochę mięsa. Upieczemy? Zapytał Kłapołuchy.
- No co ty głupi? Wino chcesz piec? - Puchatek nie krył zdziwienia.
- Nie wino tylko mięsko. Będą dobre szaszłyki. - odparł Kłapołuchy. Po czym cała czwórka obaliła wino i zabrała się do jedzenia szaszłyków.
- A ciekawe co się dzieje z Góferem. Czy nadal wylewa wodę ze swoich kanałów? Jak myślicie? - zapytał Puchatek.
- Ja tak właściwie to go nigdy nie lubiłem... Stwierdził Tygrysek.
- To nie jedz. Odparł leniwie Kłapołuchy.
- Oooo kkkkurwwwa! Wystękał przerażony Prosiaczek.
- Coś czułem że to mięso jest jakieś lewe. Strasznie śmierdziało stęchlizną... - Stwierdził obgryzając kość przedramienia Puchatek.
- Mam nadzieję że chociaż ketchup był prawdziwy... Jęknął polewając udko czerwonym płynem Tygrysek.
- A z skąd niby o tej porze w lesie wziął bym pomidory, konserwanty, barwnik naturalny E-20, kwasek cytrynowy, i wreszcie butelkę? Zapytał Kłapołuchy.
- Uff. Ale dobrze że dodałeś cebulki bo był by nie do zjedzenia... Wycedził przez zęby Puchatek.
- A tak w ogóle to z skąd ty się Kłapołuchy tu wziąłeś? Przecież nie mieszkasz z nami w lesie od początku? - zapytał Tygrysek.
- Dobrze że o to pytasz. No więc przyjechałem do was ze Stanów Zjednoczonych. Uciekłem tam z zamkniętego zakładu dla morderców-psychopatów. Tak naprawdę nazywam się Hannibal Lektor. Na mnie był właśnie wzorowany bohater "Milczenia Owiec".
- To świetnie. Wiedziałem że tylko pozornie jesteś taki spokojny. Wiedziałem że twoja dusza jest rozrywana setką krzyczących jaźni... Rzekł z dumą w głosie Puchatek.
- Ale z skąd oni wzięli ten tytuł ? Zapytał Tygrysek.
- Bo "Star Wars" był już zajęty. Odparł smutnie Kłapouch.
- Dobra. Nażarci, napojeni, wyschnięci. A teraz do domów spać! Wrzasnął Tygrysek. Po chwili wszyscy rozeszli się do domów. Ranek okazał być się jak zwykle piękny i słoneczny.
- Jak zwykle kurwa pada. Ja to pierdolę, dziś nigdzie nie wychodzę!...no może oprócz stawienia się na komisję wojskową !?... Zdziwił się tygrysek otwierając poranną pocztę. Wśród sterty dwóch listów znajdowało się wezwanie na komisję wojskową.
- To jakiś przekrent ... W tej bajce nie ma wojska!. Był Wojski ale to nie to... a z resztą cholera ich tam wie... dziś za godzinę.... dobra coś się wymyśli.... - Rzekł smętnie Tygrysek włączając telewizor. Właśnie "leciał" serial Wujek dobra rada" z e S. Mikulskim w roli głównej.
-... "Wujek dobra rada" ...co...? znajdź jakąś radę dla mnie wuju....- wycedził przez zęby Tygrysek.
- To proste. Zrób sobie krzywdę, złam nogę lub coś innego. Nie będziesz mógł brykać przez pewien czas ale armia uzna cię za nie przydatnego do służby. - odezwał się z ekranu wujek dobra rada. Jasne!! Połamię sobie ręce i nogi.... Nie będę mógł co prawda brykać przez pewien czas ale.. co tam... ważne że mnie armia nie wcieli...- To mówiąc Tygrysek rozpędził się i przypierdolił w pobliskie drzewo. Pogotowie stwierdziło liczne złamania oraz potł uczenia, wstrząs mózgu, ginekomastię, chorobę wrzodową odbytnicy, stulejkę, raka macicy, wrzody żołądka, arytmie serca, chorobę wieńcową, kiłę, rzeżączkę, syfa i wilka. Pacjent został zapakowany na wózek i odwieziony na komisję wojskową. Tam czekali już Puchatek, Prosiaczek, Kłapouchy, Krzyś i zapakowany w kaftan bezpieczeństwa, przeżywający jeszcze resztki złego trip'a Królik. Pierwszy wezwany został Krzyś. Po chwili jednak wyszedł z hukiem zamykając za sobą drzwi.
- Motyla noga! A tak chciałem być żołnierzem! - rzekł zawiedziony Krzyś.
- ooo kurwa, jakie on ma fajne przekleństwa.... - jęknął głucho Kłapołuchy.
- Co, nie wzięli? - zapytał z niedowierzaniem Prosiaczek.
- Niee tam... Najpierw zaglądali mi do pupy, potem coś mówili o jakiś częściach rowerowych...
- O pedałach? - zapytał Puchatek
- Tak, tak! i za raz mnie wykopali bo podobno takich jak ja to nie biorą! Niech to kurzy dziób! Dodał zawiedziony Krzyś.
- Powiedz tak jeszcze raz a jak ci przypierdolę...- wycedził przez zęby prosiaczek.
- Och... jak ty mówisz.... Nie wolno tka brzydko mówić... powiem maaamieee...łeeeeee! - i Krzyś z płaczem pobiegł do domu.
- Taaa. przyprowadź ją tutaj. Nakręcimy pornola ze świniami i twoją starą! - krzyknął Tygrysek.
- Smarkam na ciebie synu szklarza! Twoja matka była chomikiem a ojciec śmierdział skisłymi jagodami! - dodał Prosiaczek.
- Jak coś takiego jeszcze chodzi po ziemi... ciekawe dlaczego te łowiące pipy go jeszcze nie dopadły... jak bym był nie co młodszy to dopiero bym mu dał motylą nogę....Stękną głucho Kłapołuchy. W tym właśnie momencie wkroczyli do sali Łowcy Pip.
- Oddział stać! - wrzasnął piąty z nich.
- A wam co? Macie mózgi w kolorze kamuflażu? - Tygrysek patrzył na łowców jak na bandę idiotów.
- Rekrutancie Tygrysku ! Służba ojczyźnie to nasz wspólny zbiorowy, obowiązek! - rzekł trzeci z nich.
- Frajerscy Łowcy! Służba ojczyźnie w czerwonych beretach jest niczym innym jak całowanie lwa w dupę. Przyjemność żadna a niebezpieczeństwo utraty życia - ogromne! - dodał Kłapołuchy.
- Mylicie się rekrutancie Kłapołuchy! Jesteśmy dumni że możemy bronić ojczyzny od wszelkich wrogów i pip. Przerwał mu ósmy z nich.
- Zetną wam włosy....hehe! Uśmiechną się Puchatek.
- Łowcy! Spierdalamy! Wrzasnął trzeci z nich po czym obydwaj w pośpiechu wybiegli z sali.
- Do dupy z nimi robota. - stwierdził Prosiaczek. Po paru godzinach nasi bohaterowie byli w domach i żaden z nich nie został zaakceptowany przez komisję wojskową. Najbardziej zły z nich był Tygrysek który musiał spędzić na wózku następne 2 miesiące a do wojska go nie wzięli ze względu na płaskostopie.

Część IV : Misteries of rain

(C) Copyright R.Grabiński At Zakład Ubezpieczeń Społecznych' 9.VI.98 – 30.VI.98
Email: Larry1@kki.net.pl
All Rights Reserved.
Winnie The Pooh is a trademark of Walt Dysney ENT.



Wstawał kolejny wspaniały czerwcowy dzień... Radio Maryja zapowiadało tydzień upalnej, słonecznej pogody...
- W takim razie dlaczego kurwa twoja mać nad moim domem ciągle wisi jakaś jebana chmura i pada jebany deszcz.. –darł się Tygrysek do słuchawki.
- Mój synu... my jesteśmy radiem katolickim, przenoszącym dobrą nowinę a nie stacją meteorologiczną. A tak w ogóle to nie klnij mój synu bo jesteś na wizji, tzn. na fonii i wszyscy cię słyszą...- Odezwał się ksiądz prowadzący audycję w radiu Maryja.
- W takim razie.... trzy słowa dla ojca prowadzącego.... “chuj ci w dupę!” !! – wrzasną Tygrysek i rzucił słuchawkę.
- Kiedyś rozwalę im tą chrześcijańska budę... Jebany kler... Krzyku trzeba mi... kiedy szept... bojaźliwie łka... – Tygrysek podśpiewując wyszedł przed domek.
- Pierdolę taką robotę... ten jebany deszcz sprał mi prawie całe prążki... idę na piwo... – już po chwili Tygrysek był pod budką z piwem gdzie leniwie sączyli złoty trunek Puchatek, Kłapouchy i Królik.
- Mam w dupie taką robotę. – rzekł Królik.
- Cały czas pada... I nie zanosi się na rozpogodzenie.... A do tego jeszcze jebane radio Maryja ciągle ogłasza jaka my tu mamy słoneczną pogodę... Nienawidzę tych skurwieli...- wycedził przez zęby.
- Fakt. Są upierdliwie wkurwiający... – dodał Puchatek.
- A może by tak ich rozjebać... –jękną głucho Kłapouch.
- To nie jest taki głupi pomysł ale na razie poza deszczem i ich głupimi komentarzami nie mam motywacji.... Może kiedy indziej... – rzekł Tygrysek i już miał odchodzić gdy nagle rozległ się krzyk Prosiaczka...
- Mam! Mam! Eureka! Mam ! Veni widi wicjusz! Odkryłem, znalazłem... Przewidziałem! – darł się Prosiaczek.
- I czegi się dzesz! – zapytał z wieśniackim akcentem Tygrysek.
- Bo znam wreszcie deszczową tajemnicę !! –krzyczał podniecony Prosiaczek.
- Jaką tajemnicę ? Zapytał Kłapouchy.
- No, wiem dlaczego pada deszcz !
- To chyba każde dziecko wie! Zauważył Puchatek.
- No kurwa, nie o to mnie chodzi! Wim czymu deszcz pada akurat u nas! To przez jebane radio Maryja. A raczej przez ich stację nadawczo – odbiorczą w naszym lesie. Ona ma tam mały generator deszczu. Klechy wymyśliły że można spuścić deszcz właśnie u nas i powiedzieć że to kara boska!. Trzeba rozjebać stację i w tedy deszcz przestanie padać! – podniecenie Prosiaczka sięgnęło zenitu.
- No to teraz mam motywację! Panowie ! Zaczynamy akcję dywersyjną pod nazwą “Klecha”. Krzykną rozentuzjazmowany Tygrysek. Ja i Puchatek tworzymy grupę dywersyjno – sabotażową a Królik, Prosiaczek i Kłapouchy będą odwracać uwagę nieprzyjaciela.
- A co z Krzysiem? – zapytał nieśmiało Prosiaczek.
- A co ma być ? Kula w łeb i do ziemi! Stwierdził Kłapouchy.
- Dość! Prosiaczek niech idzie na zwiady a my tymczasem układamy plan. – rzekł stanowczo Tygrysek. Po chwili Prosiaczek był już na zwiadach a reszta brygady zaczęła układać plan.
- Ja proponuję rozciąć ogrodzenie i w ten sposób dostać się do środka. Zaczął powoli Królik.
- Każdego napotkanego strażnika należy bestialsko mordować – dodał Kłapouchy.
- No to strażnikami zajmie się Kłapouchy. A jak rozwalimy urządzenia elektryczne? Zapytał Tygrysek.
- Gófer miał w swoich podziemiach kupę dynamitu! Z nim trzeba pogadać. Zauważył Królik.
- Zapomniałem ci powiedzieć ale kiedy ty byłeś naćpany to my zjedliśmy Gófera... Tak wyszło... Stwierdził z żalem Kłapouchy.
- Nawet nie chce mi się z wami dyskutować.... Dobra. Niech Puchatek skoczy do domku Gófera po parę lasek dynamitu a później skoczymy do pana sowy.. on na pewno umi zrobić bombę! Stwierdził Królik.
- Ok.! To na zrazie.! I cała brygada rozeszła się w tylko sobie znanych kierunkach. Po paru godzinach wszyscy byli z powrotem.
- Macie dynamit? Zapytał Tygrysek.
- Momy!
- Co tam na zwiadach? Zapytał Tygrysek Prosiaczka.
- No więc. Mamy problem bo nie ma ogrodzenia tylko jebany stalowy murek. Nie do przebicia nawet dynamajtem. Ale możemy wjechać do środka samochodem stojącym przed wejściem. A urządzenia elektryczne są standardowe tak więc nie będzie problemu z rozwałką. Zakończył swą opowieść Prosiaczek.
- Dobra. Tera idziemy do pana Sowy. On nam zrobi dajnamajt. Zarządził Tygrysek po chwili cała piątka był już u pana Sowy.
- Te, Sowa. Zrób nam dajnamajt bomb. Bo gofera ni ma w pobliżu. Zagadną z wieśniackim akcentem Puchatek.
- Nie umiecie zrobić DaBomb? Wy debile....hehe. Pan Sowa po raz kolejny udowodnił swą wyższość umysłową.
- Siarap Sowa bo zaraz rozwalimy ci tą budę i będziesz def! Zagroził Puchatek.
- Dobra już dobrze.... macie.... Pan Sowa szybkimi ruchami sklecił dabomb i dał ją naszej dzielnej brygadzie.. A co z nią chcecie zrobić , jeśli można zapytać?
- Nie można. A donieś coś policji to my już powiemy komu trzeba dlaczego zgłosiłeś się na ochotnika jako opiekun pierwszoklasistów z pobliskiej podstawówki. I jak im pokazałeś kamerę i jak oni w zamian pokazywali ci swoje ptaszki ty stary zboczeńcu.
- Dobra...dobra... macie i spierdalajcie!. I cała nasza dzielna brygada wyruszyła w stronę siedziby radia Maryja. Kłapouch jak to zwykle w takich sytuacjach bywa zaczął śpiewać: “.. if you christian and you know it cross your self! If you christian an you know it blow your self. If you christian and you know it and you really wants to show it, if you christian and you know it kill your self!...
- “...harvesting helpless christian spiryts....” zamruczał głucho Puchatek.
- “hewelni fater is streczing his hand a beging prajing for mersy. Wi split off, piss of his hołly flesz ływ łejting for anholly” Zamruczeli z wieśniackim akcentem wszyscy.
- Dobra! Zamknąć dzioby. Jesteśmy niedaleko bramy. A tak bajdełej to w jaki sposób chcesz wjechać tym samochodem??? Zapytał Puchatek.
- To proste. Odparł Prosiaczek. Kłapouchy zagada strażników a my porwiemy samochód...Kłapouchy co robisz ???
- Piłuję.. Rzekł spokojnie Kłapouchy.
- To widzę ale co piłujesz??? Zapytał ponownie Prosiaczek.
- Robię sobie obrzyna. Piłuję lufę od mojej dwururki. Odparł spokojnie Kłapouchy.
- Dobra... Okej.. Ruszaj zagadać tamtych pacanów na stróżówce. Rozkazał Tygrysek. My ruszamy zaraz za tobą. Kłapouchy schował strzelbę w rękawie swojego prochowca i udał się w kierunku stróżówki. Po chwili był już obok samochodu... Była to wspaniała opancerzona limuzyna z przyciemnianymi szybami. Kłapouchy dyskretnie przemkną bokiem i powoli zbliżył się do wartownika...
- Hej madafaka! Krzykną. Strażnik odwrócił się napięcie i w tym samym momencie wielka eksplozja przeniosła jego plecy parę metrów dalej od reszty ciała.. ...Nigdy nie byłem dobry w rozmowach z nieznajomymi... Chopaki! Idziemy... Wrzasną Kłapouchy w kierunku Tygryska i innych. W tym momencie poczuł gaz rurkę na swojej głowie. Uderzenie było tak silne że Kłapouchy przeleciał parę metrów i uderzył w ogrodzenie. Gdy się odwrócił jego oczom ukazała się dziwna, mroczna postać.. Było to skrzyżowanie Arnolda Szwarcenegera i matki Teresy z Kalkuty.
- Ty mały skurwielu..... Rzekła postać. Teraz przeprowadzę ci trepanacje czaszki.... tym... Nie dokończyła jednak gdyż przewróciła się i z hukiem uderzyła o ziemię... Zza samochodu wyłonił się Prosiaczek z kijem bejzbolowym.
- Zapomniałem ci powiedzieć że w samochodzie siedzi jakiś dryblas... rzekł spokojnie Prosiaczek.
- Dzięki. Odparł spokojnie Kłapouchy. Pakujemy go do bagażnika... Pojeździ z nami na Popieuszkę. Rzucił Kłapouchy.
- Ładujemy się do bryki! krzykną Tygrysek. Puchatek z karabinem maszynowym na dach. Kłapouchy prowadzi.. Ja... siedzę z tyłu. No ruszać się do kurwy nędzy! Tygrysek skakał jak poparzony. Ruszyli.. Tymczasem w domu na środku dziedzińca....
- ...Bardzo dziękujemy że zechciał ojciec nas zaprosić na tę skromną kolację z 30 dań... Rzekła z uśmiechem mama Krzysia.
- Ależ to żaden problem... Pieniądze z tacy nie mogą się przecież zmarnować... Odparł z jeszcze większym uśmiechem ksiądz proboszcz.
- Ale przecież te pieniądze miały iść na biedne dzieci... rzekł Krzyś.
- Nie gadaj... jedz. Powiedziała mama wpychając mu do ust chochlę z kawiorem. Wtem wielki huk przerwał ciszę i do jadalni przez ścianę wtoczył się samochód z naszą dzielną brygadą.
- Daj ju fakin christians! Zawył tygrysek i wywalił serię prosto w mamę Krzysia. 32 pociski dorobiły drugi uśmiech jej obliczu.
- DOOM! Wrzasną Kłapouchy i rzucił się na księdza. Dzie jest radiostacja jebany klecho???
- Tttam zzza ro ro giem – odpowiedział ksiądz.
- Dzięki. Odparł Kłapouchy i pociągną za spust. Po chwili mózg księdza zdobił pobliską ścianę.
- Mam cię ty mały geju.... Prosiaczek wsadził lufę swojego uzi Krzysiowi prawie do gardła.
- Profe... ne fabijaj mnieł. Jęczał przerażony chłopak. Wtem otworzyły się drzwi.
- On jest nasz!
- ŁOWCY PIP???? Krzykną zdziwiony Tygrysek.
- Właśnie dowiedzieliśmy się że aby nasz przywódca DonVasyl™ mógł przeżyć musi zjeść serce geja... Krzyś jest nam potrzebny.... Musimy go mieć... Rzekł ósmy z nich.
- Okej, okej... jest wasz.... Prosiaczek zawiedziony powoli wyciągną lufę z jamy ustnej Krzysia... Ale jeśli oni cię nie dopadną, ja cię znajdę... nawet u diabła w dupie... Prosiaczkowi oczy zaszły krwią...
- Co tu tak śmierdzi...? Zapytał Kłapouchy...
- To tylko Krzyś się zesrał... Puchatek był kurewsko bezpośredni.
- Dobra my go zabieramy a wy róbcie co chcecie.. Powiedział trzeci łowca pip.
- Noo. Spadamy na całego. Rzekł piąty łowca pip, po czym obydwaj wzieli Krzysia i wybiegli z pokoju.
- Dobra. Kłapouchy. Bierz da bomb i instaluj przy radiostacji... my tymczasem wywleczemy brykę z budynku i szykujemy się do odwrotu. Tygrysek doskonale czuł się w roli dowódcy.
- Ok. Już po chwili cały budynek był zaminowany, a nasza brygada ruszała z piskiem opon z dziedzińca. Po chwili potężna eksplozja rozdarła ciszę....
- No to mamy ich z głowy... zaraz przestanie padać... Rzekł z uśmiechem Puchatek.
- Pppppannowie... mam pytanie... dlaczego zamiast ognia na horyzoncie widzę atomowy grzybek i goniącą nas falę uderzeń.... nie dokończył jednak Prosiaczek gdyż podmuch wyrzucił samochód 30 metrów w górę....Po paru minutach lotu samochód z impetem uderzył w domek Królika.
- Jak zwykle w mój domek... jak zwykle Jęknoł głucho Królik
- Zamknij ten swój ryj i módl się aby ta bryka był zabezpieczona ołowiem bo inaczej będziemy świecić w nocy.
- Wtem klapa bagażnika się otworzyła i wyskoczył z niej poznany wcześniej dryblas...
- Ja pierdolę... Aleście kurwa nawywijali... no to oznacza wojnę.... Ja was... Nie dokończył jednak gdyż salwa z Kłapouchego obrzyna oberwała mu pół głowy...
- To za tamtą gaz rurkę... Spluną Kłapouchy na ciepłe jeszcze zwłoki.
- Czy wy kurwa wiecie kto to był...?? zapytał przerażony Puchatek.
- Jakiś mocarny klecha.... Odparł spokojnie Prosiaczek.
- To był Ojciec Tadeusz Rydzyk. Założyciel radia maryja...
- Cóż.... umarł król, niech żyje król... Zakopcie go w ogródku Królika i zapomnijmy o całej sprawie... chyba zaczyna się przejaśniać.... Stwierdził z uśmiechem Tygrysek. Po czym cała piątka zabrała się do kopania grobu....
- Mam pytanie... Dlaczego miałem wrażenie że to był wybuch jądrowy...? zapytał nie pewnie Królik.
- Pewnie ten jebany sowa pomylił dynamit ze wzbogaconym uranem ze swojej małej elektrowni... Dać debilowi marchewkę to się pokaleczy.... rzekł Tygrysek...

KONIEC CZĘŚCI CZWARTEJ


1   2   3   4

Powiązany:

Magiczne Przygody Kubusia Puchatka iconMagiczne przygody kubusia puchatka

Magiczne Przygody Kubusia Puchatka icon14 październik urodziny Kubusia Puchatka

Magiczne Przygody Kubusia Puchatka iconBenjamin Hoff tao kubusia Puchatka

Magiczne Przygody Kubusia Puchatka iconKoncepcja pracy Przedszkola nr 33 im. Kubusia Puchatka

Magiczne Przygody Kubusia Puchatka iconZ okazji urodzin Kubusia Puchatka serdecznie zapraszamy do wspólnego świętowania

Magiczne Przygody Kubusia Puchatka iconOpracowanie: Iwona Cieślińska temat: Urodziny Kubusia Puchatka. Cel ogólny

Magiczne Przygody Kubusia Puchatka icon05. 11 – 11 tydzień kubusia puchatka 12. 11 – 16. 11 tydzień misia paddingtona

Magiczne Przygody Kubusia Puchatka iconŻyciorys Kubusia K

Magiczne Przygody Kubusia Puchatka iconPrzedszkole nr 22 im. „Chatka Puchatka” w Poznaniu plan pracy

Magiczne Przygody Kubusia Puchatka iconWielkanoc…magiczne śWIĘTO…

Umieść przycisk na swojej stronie:
Rozprawki


Baza danych jest chroniona prawami autorskimi ©pldocs.org 2014
stosuje się do zarządzania
Rozprawki
Dom