Uczyć czy oduczać czym powinna być edukacja seksualna osób upośledzonych umysłowo?




Pobierz 183.55 Kb.
NazwaUczyć czy oduczać czym powinna być edukacja seksualna osób upośledzonych umysłowo?
Data konwersji18.09.2012
Rozmiar183.55 Kb.
TypDokumentacja
Krzysztof Lausch

Poznań

Uczyć czy oduczać – czym powinna być edukacja seksualna osób upośledzonych umysłowo?

Już na zawsze jesteś odpowiedzialny za to, co oswoiłeś…”

  1. de Saint Exupery



Tytuł tego wystąpienia „Uczyć czy oduczać – czym powinna być…?” w dużej mierze spłyca zagadnienie.

No bo czego uczyć? I co powinno być oduczane?

Oduczać można tylko tego, czego się nauczyło lub czego się uczony przez nas człowiek sam nauczył…

Na to, czego się sam nauczył wpływu jakby mamy niewiele. Lecz możemy tego oduczać... We współczesnym świecie istnieje coraz liczniejsza grupa wpływów zewnętrznych, których ani ograniczyć, ani wyselekcjonować, ani choćby tylko osłabić nie jesteśmy w stanie. Stoimy w obliczu masywnych, głębokich zmian w świadomości. Wszyscy (także osoby z niepełnosprawnością intelektualną) stoimy wobec natłoku informacji i w obliczu całkiem nowych dla nas kulturowo i obyczajowo form i stylów życia.

Natomiast sformułowanie „Czym powinna być edukacja seksualna” oznacza zakładanie istnienia jednej, jedynej słusznej opcji myślenia, życia czy edukacji wreszcie. Ale o tym za chwilę…

Niejako na porządku dziennym jest dzisiaj jawne mówienie o seksie, pokazywanie go w prasie, kinie, telewizji, nieledwie „obnoszenie się” z nim na ulicy... Formy te agresywnie napierają swoją szczególną atrakcyjnością na naszą rodzimą obyczajowość. Nam samym, ludziom pełnosprawnym, jest z tym ciężko, a co dopiero mówić mają o tym osoby z głębszą niepełnosprawnością intelektualną? Trzeba im w każdy dostępny nam sposób pomóc, „tłumaczyć im”, o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi – i to w sytuacji, gdy bywa, że sami niewiele rozumiemy i umiemy…

Codzienne życie staje się też coraz bardziej brutalne. Gorzką prawdą jest rosnąca skala nadużyć seksualnych wobec interesującej nas grupy osób. O tym trzeba mówić i trzeba – na tyle, na ile się da – uczyć obrony przed brutalnością.

Na to, czego uczymy wpływ zasadniczy mamy… No i nie powinniśmy uczyć tego, co będzie musiało być oduczane…

Na samym początku chcę bardzo precyzyjnie i jasno określić o kim będę mówił, jakiej grupy osób niepełnosprawnych intelektualnie moja wypowiedź dotyczy.

W Polsce ciągle jeszcze praktycznie funkcjonuje pojęcie lekkiej niepełnosprawności intelektualnej. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że w tzw. cywilizowanym świecie takie pojęcie jak lekkie upośledzenie umysłowe raczej już nie występuje.

W tej wypowiedzi, gdy mówię o osobach niepełnosprawnych intelektualnie mam na myśli osoby z głębszym (umiarkowanym i znacznym) oraz głębokim upośledzeniem umysłowym. Zdaję sobie sprawę z tego, że to o czym będę mówił dotyczyć będzie tylko części spośród Państwa. Wśród osób z zespołem Downa znajdują się bowiem zarówno takie, które mieszczą się w tzw. obszarze normy intelektualnej jak i takie, które funkcjonują na poziomach głębszej niepełnosprawności intelektualnej.


Szanowni Państwo!

Kieruję potężnym zespołem szkół dla osób z głębszym upośledzeniem umysłowym… Mam już za sobą bardzo wiele lat pracy i wiele przegadanych – także z rodzicami i także na te tematy – godzin…

Macie Państwo u mnie jedno „jak w banku”, że moimi słowami nie oszukam Was. Problemów o których mówimy sam także doświadczam we własnym domu i muszę się z nimi ustawicznie mierzyć.

Szanowni Państwo!

Celem każdej naszej pracy z osobami głębiej niepełnosprawnymi intelektualnie jest rozwijanie ich wszystkich sfer osobowości, zapewnienie im realizacji potrzeb… Ich optymalny, wszechstronny rozwój psychofizyczny i maksymalne przystosowanie do warunków życia społecznego – przy zachowaniu ich prawa do inności…


Na terenie szkoły, by zrealizować założony cel każdy uczeń pracuje wg specjalnie przygotowanego dla siebie indywidualnego programu oddziaływań. Powinien być on konstruowany na bazie wielospecjalistycznej diagnozy funkcjonalnej opracowanej przez zespół nauczycieli pracujących z uczniami pod kierunkiem psychologa szkolnego i we współpracy z rodzicami, opiekunami, gdyż istotną rolę w pracy z osobami z głęboką niepełnosprawnością odgrywa spójne i konsekwentne ich prowadzenie. Dlatego dużą wagę należy przywiązywać do współpracy wszystkich środowisk.

Dlatego też jestem dzisiaj tutaj…

Szanowni Państwo!

Zanim przejdę do pewnych konkretów, muszę dodać jedno – kluczowe dla mojej wypowiedzi – wyjaśnienie.

Każdy człowiek wyznaje określone wartości i ustawia je w pewnej hierarchii. To, co dla jednego jest najważniejsze, dla innego może być zupełnie bez znaczenia. Hierarchia wartości wyznacza sposób życia jednostki, wyznacza sposób życia rodziny. Wyznacza też cele podejmowanych działań edukacyjnych i w ogóle wszelkich działań...

Jedną z najważniejszych wartości jest określony światopogląd. Podejście do problemu wychowania seksualnego czy edukacji seksualnej zmienia się w zależności od tego właśnie poglądu na świat…

Moje osobiste – i głośno wyrażane, także tutaj – poglądy są zgodne z etyką chrześcijańską. Nie jestem odosobniony, bo do wyznawania religii katolickiej przyznaje się zdecydowana większość społeczeństwa polskiego.

Ta deklaracja nie oznacza jednak dla wszystkich tego samego. Katolicy dzielą się bowiem na – nazwijmy to – czynnych, a więc praktykujących, na co dzień kierującymi się drogowskazem wiary, oraz na biernych, którzy co prawda nie mówią Panu Bogu otwarcie „nie”, ale nie chcą, by zbyt mieszał się do ich problemów. No i to właśnie rodzi te problemy…

Bowiem bardzo wiele owych dyskusji i problemów wynika z faktu nieuporządkowania własnego życia, własnego „podwórka”. Wynika z braku spójności wyznawanych głośno zasad i prowadzonej praktyki życia. Uwaga ta dotyczy także spraw, którymi się dzisiaj zajmujemy.

Bywa i tak, że my sami dajemy sobie po cichu przyzwolenie na różne (mniejsze i większe) świństwa, nieuczciwości – mimo deklarowanej przecież wiary i tłumów przy konfesjonałach… To nasze ciche przyzwolenie jakie dajemy sami sobie, przenosimy przecież także na nasze dzieciaki. Powiedzmy to sobie uczciwie: skoro my sobie pozwalamy, to niechaj i im będzie wolno…

Zgodnie z zasadami większości religii czystość jest wartością samą w sobie i należy jej chronić. Pochylmy się więc dzisiaj także nad tym zagadnieniem…

Nie zamierzam w żaden sposób prowadzić tutaj jakiejkolwiek agitacji za czymkolwiek. Uważam jednak, że dokonując jakichkolwiek wyborów (jak choćby tego: „uczyć czy oduczać”) trzeba sobie te sprawy jasno i jednoznacznie uświadomić.

Chcę, by mój głos tutaj takim właśnie był – jasno uświadamiającym...

Szanowni Państwo!

Przed każdym z nas stoi w życiu zadań wiele. Mamy swój rejestr potrzeb. Swoją hierarchię.

Nasze dzieci też zmagają się z wieloma zadaniami tego świata. Mają też swój rejestr potrzeb.

Wszyscy przygotowujemy się – lub nie – do podjęcia tych zadań, które przed nami stoją.

Wszyscy mamy potrzeby np. potrzebę ruchu, aktywności. A jednak tylko niektórzy z nas „uczą się na sportowca”, podejmują wysiłek forsownych ćwiczeń.

Nie podejmujemy wszystkich zadań – my je sobie wybieramy.

W literaturze znajdziemy wiele rejestrów czy „spisów” potrzeb. Wszystkie one wskazują na istnienie także potrzeb zwanych popędowymi.

I tutaj prośba. Nie przenośmy, nie róbmy projekcji siły ciężkości naszych problemów na nasze dzieci. Nie przesadzajmy z tą „wagą problemu”. Potrzeby popędowe znajdują swoje miejsce w hierarchii potrzeb, są silne to fakt, ale nie są ani jedyne, ani nie decydują.

Często w rozmowach z rodzicami odnoszę wrażenie, że narzucają oni niejako swój problem, punkt widzenia i swoje zagubienie dzieciom. Podpierając to słowami: „wiem, czego mu potrzeba”…

Jednak, jak to stwierdza K. Popielski, potrzeby w wymiarze fizycznym, psychicznym i noetycznym (z gr. noetikos – zdolny do myślenia w ramach teorii poznania. W filozofii to, co dotyczy tego, co "powinno być") występują razem i stanowią jedność, jako bio-psycho-noetyczna całość podmiotu osobowego.

Nie wolno nam więc sprowadzać ani siebie samych, ani nikogo innego do poziomu, w którym jakaś jedna potrzeba, choćby najsilniejsza popędowa sterowała wszystkimi innymi…

Wśród ludów cywilizowanych realizację potrzeb jednostki obudowuje się swoistym kodeksem przyzwolenia społecznego – coś jest akceptowane społecznie a coś nie.

I tu zaczyna się tak naprawdę nasz problem.

My chcemy dla naszych dzieci jak najlepiej. Czy ma to jednak oznaczać rezygnację z wszelkich norm, hamulców, reguł życia?

Czy naprawdę mamy stwierdzić, że skoro nasze dzieci są tak bardzo „skrzywdzone przez los”, są takie „biedne”, to już im wszystko wolno? Wolno robić to, czego nam (podobno normalnym) robić nie wypada, nie przystoi?

Jasne, że im „wyżej” intelektualnie jednostka ludzka funkcjonuje tym tych „regulatorów” co wolno i co przystoi jest więcej.

Czy chcemy więc sprowadzić nasze głębiej niepełnosprawne intelektualnie dzieci do poziomu organizmów żyjących popędowo?

Z jednej strony walczymy o godność, a drugiej strony sami jakby ją odbieramy… Niech ma trochę radości, niech sobie ulży, niech sobie chociaż pop……

Walczymy o godność jednocześnie tej godności pozbawiając… Jako człowiek wierzący mówię też o godności dziecka bożego.

Wartości świata są wartościami niezależnie od tego, czy ktoś je dostrzega i rozumie, czy nie.

Od człowieka wymaga się odpowiedzialności za czyny, słowa… Tego się też wszyscy uczymy.

Czy od „naszych” nie wymagamy, nie mamy już wymagać tej odpowiedzialności – na dostępnym im poziomie? Nie mamy wymagać? Z jakiego powodu nie? Bo są biedni, skrzywdzeni przez los?

Że czasami popęd silny? Może u mnie też jest silny i mam ochotę na… panią X? Ale mi nie wolno, a jemu wolno? W imię czego? Jestem głodny, nie mam pieniędzy – mam prawo do kradzieży?

Każdy z nas będzie musiał kiedyś w przyszłości – mocno w to wierzę – zdać sprawozdanie (choćby przed sobą i światem) z tego, co w życiu robił i zrobił.

Nasze dzieci żyjąc tak, jak my im pozwalamy, z części owej odpowiedzialności są zwolnione. Tym większa odpowiedzialność spoczywa na nas.

Osoby głębiej upośledzone umysłowo żyją przecież (jedzą, ubierają się, zachowują się…) zgodnie z życiem, wyborem i wolą swoich opiekunów.

To my podajemy takie a nie inne jedzenie. To my wyciągamy z szafy taką a nie inną odzież. No i to właśnie my chcemy decydować (i tak naprawdę decydujemy) we wszystkich innych sprawach. I zawsze znajdziemy logiczne, rozsądne uzasadnienie swojej decyzji, woli… Oni sami na nasz wybór niewiele mają do powiedzenia czy decydowania. Problemem jest tutaj zawsze (w dużej mierze płynący z poziomu komunikacji) problem wyboru, możliwości wybierania.

Nasze dzieci funkcjonują w woli rodziców, tak samo, jak w wierze rodziców przyjmują np. sakramenty.

Odwołuję się do tego porównania które jest mi o tyle bliskie, że od wielu lat przygotowuję nasze dzieciaki do sakramentów.

Rodzice chcą, by ich dziecko przystąpiło np. do I Komunii świętej. Dziecko (zwłaszcza to głębiej i głęboko niepełnosprawne intelektualnie) przystępuje do sakramentu (co potwierdził w swojej ostatniej adhortacji apostolskiej także Benedykt XVI) w tzw. „wierze rodziców” – podobnie jak dziecko przyniesione do chrztu.

Rodzice mają taki a nie inny światopogląd i w ich wierze dziecko idzie do komunii.

Czyli ich (rodziców) widzenie świata przekłada się na praktykę religijną dziecka.

Czy jednak wolno tak zawsze robić? Czy też jest to zawsze konieczne?

Niedawno, na pięknym międzynarodowym sympozjum w Toruniu, poświęconym sytuacji człowieka słabego we współczesnej cywilizacji padło takie zdanie, że za daną osobę niepełnosprawną (i w jej sprawach) powinna się wypowiadać ona sama.

Gdy może.

A gdy nie może?

Zastanówmy się więc my, tak na bardzo poważnie – jak poważny jest ten problem. Jakiego chcemy życia dla naszych dzieci?

Tylko hedonizmu? Czystego „wyżycia” się?

No bo są takie „biedne”…?

Uważam, że tam gdzie to tylko jest możliwe, gdzie jest zrozumienie przez naszego podopiecznego norm, zasad czy reguł postępowania, powinno się je wprowadzać i egzekwować.

Tak jak ze wszystkim innym np. kradzieżą. Dziecko zabiera, bo mu się coś podoba… Czy jest na takie działanie nasza zgoda, nasze przyzwolenie? Przecież nie…

Jeżeli niemożliwe jest zrozumienie zasad czy reguł, to nie uszczęśliwiajmy na siłę dając (prowokując, wywołując) możliwość upustu popędom. Nie sprowadzajmy sami tych naszych dzieciaków do roli zwierząt, które „muszą”…

Pamiętajmy, jaki jest ogólny cel wszystkich naszych działań zarówno rodzicielskich, jak i tych profesjonalnych w tym obszarze, w jakim się poruszamy.

Zapewnienie godnego, jakościowo dobrego życia w dostępnym komforcie i zrozumieniu dla jego inności przy czym takiego, które nie będzie przeszkadzało innym, którzy też mają przecież swoje prawa…

W zależności od aktualnej kondycji psychofizycznej może osoba głębiej niepełnosprawna intelektualnie zgłaszać tylko te najprostsze swoje potrzeby. Im wyższy – obiektywnie rzecz ujmując – poziom funkcjonowania tym nasz problem staje się trudniejszy.

Tak jak wszelkie programy, podejścia, metody itd. wypełniają założenia paradygmatu daleko posuniętej indywidualizacji tak i problem wychowania seksualnego (w tym treści tego wychowania) także musi być bardzo indywidualnie rozpatrywany. Można przecież – zastanawiając się nad tym czy czegoś uczyć, czy czegoś oduczać – przyjąć kryterium poziomu odpowiedzialności za to, co się robi. Te osoby, które to kryterium spełniają mogą być czegoś uczone, inne niestety nie…

Osoba z na przykład umiarkowaną niepełnosprawnością intelektualną wiele wie, wiele umie, wiele potrafi się nauczyć. Wiele – dążymy przecież do w miarę możliwości samodzielnego funkcjonowania. Czy jednak umie i potrafi wszystko? Czy wszystko może robić, wykonywać? Czy oddalibyśmy się w ręce upośledzonego umysłowo chirurga? Powierzylibyśmy mu obróbkę cennego diamentu?

Z pewnością nie.

Ale tzw. cywilizowany świat coraz częściej głosi dla nich, dla naszych – jak to sami stwierdzamy – „bardziej kochanych” dzieci wolność seksualną. A ponieważ nikt nie chce kłopotów, to widzi się często tylko jedno rozwiązanie – wysterylizować, pozwolić na wszystko i… problem z głowy.

Jestem zdania, że nie można problemów seksualności „wyciągać” spod całościowego myślenia o osobie ludzkiej. To nie jest przecież jakaś „wyłączona” sfera życia, istnienia.

Jest to coś, co mnie zdumiewa już od dawna.

Przecież wychowanie seksualne oznacza bardzo wiele – tylko jednym z elementów tego wychowania jest seks, współżycie. Edukacja seksualna to nie jest przecież tylko edukacja „jak uprawiać seks”…

Bardziej mnie interesuje w odniesieniu do naszych dzieci realizacja innych „elementów” tego wychowania, edukacji… Przecież edukacja to oddziaływanie na szereg dyspozycji psychicznych. Oddziaływanie na dyspozycje kierunkowe czyli wychowanie i na dyspozycje instrumentalne czyli kształcenie.

Czym więc powinno być wychowanie seksualne w odniesieniu do osób z głębszą niepełnosprawnością intelektualną? To pytanie też mam w tytule mojego wystąpienia.

Po pierwsze – co to jest i czy powinno być prowadzone?

Wychowanie, (potocznie zwane wychowaniem seksualnym) tak naprawdę powinno być nazwane wychowaniem do miłości (bardzo szeroko pojętej, w tym również do miłości erotycznej). Jakkolwiek bowiem człowiek jest istotą płciową (gdyż jest zawsze albo mężczyzną, albo kobietą), to jednak posiada w sobie pierwiastek duchowy, którym różni się od innych istot żywych i realizowanie siebie w szeroko pojętej miłości jest motorem jego działania. Tej uniwersalnej prawdy nikt nie podważa.

Najprościej rzecz ujmując „seksualne” jest to wszystko, co związane jest z funkcjonowaniem człowieka jako kobiety i mężczyzny. To świadomość swojej płci (i jej odrębności od płci przeciwnej), to jej akceptacja, to zachowania zdeterminowane czynnikami biologicznymi i psychologicznymi charakterystycznymi dla niej, a związane zarówno z zaspokajaniem potrzeb płciowych, jak i pełnieniem ról z tej płci wynikających. To w końcu odpowiedzialność za siebie jako za kobietę lub mężczyznę oraz za tę drugą osobę, do której kieruje się swoje uczucia.

Wszyscy mamy obowiązek rozwijania autonomii naszych dzieci, a w szczególności m.in. obowiązek wyposażania ich w takie umiejętności i wiadomości, by zdobyli maksymalną niezależność życiową w zakresie zaspokajania podstawowych potrzeb oraz mogli uczestniczyć w różnych formach życia społecznego na równi z innymi.

W ramach tego obowiązku nie można pominąć spraw związanych z zagadnieniem seksualności. Nie można pominąć, chociaż jest wiele wątpliwości, np.:

- na ile (i czy w ogóle) osoby z głębszą niepełnosprawnością intelektualną są w stanie samostanowić o swojej seksualności, a na ile musi czy powinno to za nich robić otoczenie?

- czy osoby te są zdolne do szeroko rozumianej miłości ze wszystkimi konsekwencjami z niej płynącymi?

- czy zatem dotyczą ich wszystkie aspekty tzw. wychowania seksualnego?

- jakie treści przekazywać?

- czy w ogóle można, a jeśli tak, to kto ma decydować o zakresie tych treści; na ile ktokolwiek z nas jest upoważniony, by wchodzić w tak intymną sferę życia drugiego człowieka?

- kto, kiedy i w jaki sposób ma realizować treści z tego zakresu? itp.

Obok tych bardzo ogólnie formułowanych pytań pojawiają się i pytania szczegółowe, dotyczące choćby powszechnie sygnalizowanego problemu masturbacji osób z niepełnosprawnością intelektualną, problemu dopuszczalności (lub nie) współżycia seksualnego, problemu antykoncepcji, czy wreszcie możliwości zawierania małżeństw w tej grupie osób.


By móc odpowiedzieć na postawione wyżej pytania, należy uściślić pewne pojęcia. Proponuję przyjąć (za K. Imielińskim), że:

- przez seksualizm (seksualność) rozumiemy to, co odróżnia kobietę od mężczyzny od strony biologicznej, co popycha człowieka do określonych działań związanych z zaspokojeniem potrzeb wynikających z popędu płciowego;

- erotyzm jest pojęciem szerszym, bo wykracza poza czystą biologię i dotyka również sfery uczuć, intelektu i innych sfer psychiki człowieka;

- miłość (w szczególności miłość erotyczna) zajmuje najwyższe miejsce w tej hierarchii, zdecydowanie przeważa w niej element uczuciowy.

Trzeba pamiętać, że z miłością związana jest nieodłącznie odpowiedzialność za drugiego człowieka, będącego obiektem tej miłości.

Dla wszystkich jest jasne, że osoby z głębszą niepełnosprawnością intelektualną potrzebują naszej pomocy w uczeniu się różnych rzeczy, bo same nie są w stanie tego zrobić.

Niejako automatycznie – jak to ujął J. Vanier - w dziedzinie wychowania seksualnego też tej pomocy potrzebują, wszak nie są osobami całkowicie niezależnymi.


Nikomu z nas nie wolno pozostawić ich bez pomocy, czy wręcz stosować programu restrykcji. Zawsze jednak musimy pamiętać o granicach naszych interwencji pedagogicznych. W naszych działaniach nie może być mowy o rutynie, schematyzmie...

Zawsze musimy pamiętać, by osoby te traktować indywidualnie, brać pod uwagę ich potrzeby, życzenia i tęsknoty.

Nie możemy zapominać, że w każdej sytuacji musimy szanować ich godność jako ludzi.


Podkreślam to tak wyraźnie, bo wiem z doświadczenia, jak bardzo łatwo wpaść w manierę kierowania procesami wychowawczymi na bazie własnych oczekiwań i życzeń, z pominięciem realnych potrzeb tych, z którymi się pracuje. A pamiętać trzeba też o tym, że w odniesieniu do osób z głębszą niepełnosprawnością intelektualną bardzo często bywa tak, że realne potrzeby niewiele lub wcale nie pokrywają się z tymi, które są przez nich manifestowane.


Jest również sprawą oczywistą, że do tego, by móc komuś coś radzić, sami musimy mieć jasno sprecyzowane i ustabilizowane poglądy, ale o tym już wcześniej mówiłem…

Wychowanie seksualne w rozumieniu przyjętym przeze mnie dla potrzeb tej wypowiedzi, jest przygotowywaniem dziecka do życia jako kobiety lub mężczyzny ze wszystkimi płynącymi z tego faktu dla samego dziecka i jego otoczenia konsekwencjami.

W tym miejscu nasuwa się kolejne pytanie: na ile sfera seksualno–erotyczna osób z głębszą niepełnosprawnością intelektualną rozwija się według ogólnie przyjętych norm, a na ile rozwój ten jest specyficzny. Jeżeli przyjmiemy – a na gruncie aktualnej wiedzy nie możemy tego nie przyjąć – że osoby z głębszą niepełnosprawnością intelektualną mają bardziej lub mniej, ale istotne ograniczenia aktywności, sprawności, czy możliwości w każdym zakresie funkcjonowania, musimy automatycznie przyjąć, że te ograniczenia dotyczą również rozwoju seksualno–erotycznego.

Już sama niemożność przyswojenia sobie bardzo szerokiego rejestru zachowań społecznie pożądanych, różnicowanie ich od zachowań niepożądanych (od dostrzegania ich, przez zrozumienie, do wyboru określonych zachowań adekwatnie do sytuacji), stawia osoby z głębszą niepełnosprawnością intelektualną na pozycji zaburzonej wobec przyjętej przez daną społeczność normy.

Rozwój psychoseksualny osób z głębszą niepełnosprawnością intelektualną jest moim zdaniem (co potwierdza praktyka) zahamowany. W zależności od stopnia zaburzenia rozwoju ogólnego, rozwój seksualno–erotyczny także zaburza się, zatrzymuje czy fiksuje na określonej fazie. Im głębsze upośledzenie umysłowe (tzn. im bardziej mechanizmy podkorowe regulujące funkcjonowanie przeważają nad korowymi), tym bardziej zachowania o charakterze popędowym dominują nad świadomymi zachowaniami celowymi. Nieraz też – o czym kilka słów później – są efektem np. epilepsji, różnych stanów chorobowych…

Po drugie – to czego powinniśmy uczyć, to…

W zależności od prezentowanych postaw (po raz kolejny to zaznaczam) różne cele szczegółowe stawiać się będzie wychowaniu seksualnemu.


Część z nich będzie jednak miała charakter bardziej uniwersalny, będzie wspólna dla wszystkich. Będą to między innymi:

- kształtowanie świadomości własnej tożsamości;

- rozbudzanie akceptacji dla własnej płci;

- kształtowanie elementarnych nawyków związanych z koniecznością ochrony poszczególnych części ciała i kształtowanie poczucia naturalnego wstydu (rozumianego nie jako ukrywanie pewnych części ciała, bo są gorsze, ale jako ukrywanie, by je chronić);

- kształtowanie zachowań powszechnie przyjętych za właściwe dla danej płci;

- kształtowanie elementarnego poczucia odpowiedzialności za siebie i za drugiego człowieka;

- uczenie społecznie akceptowanych form rozładowywania napięcia seksualnego; Oczywiste jest, że w zależności od np. światopoglądu znajdzie się tu albo uczenie zachowań sublimacyjnych, ale może również znaleźć się – jak jest to w programie brytyjskim – uczenie technik masturbacji, jako że w tej kulturze jest to akceptowane społecznie.

- uczenie społecznie akceptowanych form nawiązywania kontaktu z innymi i wyrażania uczuć;

- uczenie zachowań prospołecznych, użytecznych w kontaktach interpersonalnych miedzy osobami różnej płci;

- kształtowanie nawyków higienicznych;

- dostarczanie elementarnych informacji dotyczących budowy i funkcjonowania człowieka, rozwoju od poczęcia do śmierci, istoty małżeństwa i rodziny, funkcji jaką pełnią poszczególni członkowie w rodzinie...;

- rozwijanie świadomości istnienia zagrożeń (związanych z możliwością wykorzystania seksualnego) ze strony innych ludzi;

- czy ćwiczenie nawyku zwracania się do osób znaczących z prośbą o pomoc w sytuacjach tego wymagających.


W szkołach ogólnodostępnych treści dotyczące wiedzy o życiu seksualnym człowieka, o zasadach świadomego i odpowiedzialnego rodzicielstwa, o wartości rodziny, dotyczące życia w fazie prenatalnej oraz o metodach i środkach świadomej prokreacji wprowadzane są od V klasy szkoły podstawowej.


My u naszych dzieci musimy wprowadzać je wcześniej – od samego początku, bo w ich zakresie znaleźć musi się również to, na co szkoła ogólnodostępna w ogóle zwracać uwagi nie musi (bo nie potrzebuje), np. kształtowanie tożsamości płciowej uczniów, czy uczenie elementarnych zachowań związanych z higieną.


Podobnie jak wychowanie religijne, tak i wychowanie seksualne (a już na pewno treści związane z kształtowaniem określonych zachowań) nie powinno odbywać się tylko na wydzielonych zajęciach i być prowadzone tylko przez wybrane osoby. Uczeń nie przestaje być chłopakiem, czy dziewczyną po wyjściu z sali, w której odbywają się zajęcia z zakresu wychowania seksualnego. Z tego samego powodu dom powinien kontynuować pracę szkoły i odwrotnie.


Po trzecie – to, czego nie powinno być, to…

Uczenie rozładowywania popędu seksualnego poprzez masturbację (traktowanie jej wręcz jako środka terapeutycznego), czy przygotowanie do współżycia seksualnego, wdrażanie do stosowania antykoncepcji, czy przygotowywanie do zawarcia małżeństwa to cele, które na gruncie polskim są najbardziej kontrowersyjne.


Kłócą się bowiem ze światopoglądem (przynajmniej deklarowanym) większości Polaków, światopoglądem opartym na Dekalogu. Są także sprzeczne z panującym w naszym Kraju prawem. Osoby z głębszą niepełnosprawnością intelektualną nie mogą w Polsce zawrzeć ważnego ślubu tak kościelnego jak cywilnego. To, że słyszymy o przypadkach, gdy kapłan błogosławi taki związek, nie oznacza, że jest to związek ważnie zawarty…


Wystarczy, że prześledzimy protokół badania kanonicznego narzeczonych (oparty na prawie kanonicznym) i zastanowimy się nad wagą pytań tam zawartych…


Jeszcze raz przypominam, że moja wypowiedź dotyczy osób z głębszą i głęboką niepełnosprawnością intelektualną!


Szanowni Państwo!

Jedna z tzw. zasad dynamiki potrzeb stanowi, że siła potrzeby rośnie w miarę jej zaspokajania. Pomyślmy… Rozbudzimy w naszych dzieciach potrzebę, rozbuchamy ją…

A co będzie, gdy dojdzie do etapu realizacji potrzeby rodzicielstwa, posiadania potomstwa (czyli spełniania potrzeby opiekowania się)? Co wtedy? Będziemy w stanie także i te potrzeby zaspokoić? Jak? Kupimy dziecku pieska czy rybki? Czy lalkę? No bo przecież – przepraszam z góry za pewien sarkazm – nie adoptujemy dziecka z Czadu?

Czasami słyszę taki tekst, że „On/ona i tak to robi, więc chcę mu/jej tylko pomóc”…

Zastanówmy się może najpierw dlaczego to robi? I czy naprawdę prawdziwą pomocą jest przyzwolenie, ułatwianie czy uczenie technik „lepszej” i „bezpieczniejszej” masturbacji?

Tak dla przykładu, bo może nie wszyscy się nad tym zastanawiali, wśród przyczyn masturbacji dziecka znajdujemy i takie (od razu krótko, jak eliminować…):

- forma napadu padaczkowego obejmującego podwzgórze i szlak seksualny – leki

- forma poznawania swego ciała – zaproponować inne formy

- sposób na nudę – uatrakcyjnienie zajęć

- sposób zredukowania lęku – likwidacja przyczyn lęku

- ucieczka we własny świat – psychoterapia, terapia ?

- sposób radzenia sobie z zaniedbaniami higienicznymi – troska o higienę

- sposób odreagowania napięcia mięśniowego – ćwiczenia rozluźniające, relaksacja

- realizacja naturalnych potrzeb seksualnych – prowadzenie pedagogiczno-psychologiczne

- sposób rozładowania napięcia sprowokowanego warunkami zewnętrznymi – likwidacja przyczyn, poprawa warunków

- wyniki nadmiernego popędu seksualnego – leki

- zachowanie naśladowcze – odizolowanie od naśladowanych wzorów


W tytule mojej wypowiedzi znajduje się słowo „uczyć”. Czego uczyć?

Jakie treści z zakresu wychowania-edukacji seksualnej „powinny” być uczone?


Przypisanie określonych treści odpowiedniemu etapowi edukacji (czy też określonemu wiekowi życia) nie jest możliwe. Z praktyki wiadomo przecież, że nawet na III etapie edukacji mogą znaleźć się uczniowie, którzy nie wykroczą poza etap funkcjonowania w oparciu o wyćwiczone nawyki.


Zakres treściowy

Hasła

Treści szczegółowe dotyczące wychowania seksualnego

„JA Z SAMYM SOBĄ”, czyli samoobsługa


Ubieranie się

- dobór odzieży adekwatnie do sytuacji, wieku, płci...;

- troska o wygląd zewnętrzny

- zakładanie bielizny




Higiena osobista

- nawyki higieniczne;

- higiena intymna (w tym – używanie podpaski w czasie miesiączki);

- zachowanie naturalnego wstydu (kiedy trzeba się wstydzić, a kiedy nie);

- zabiegi pielęgnacyjne (w tym np. golenie się);

- używanie przyborów toaletowych i kosmetyków;




Potrzeby fizjologiczne

- zgłaszanie konieczności zmiany podpaski;

- załatwianie potrzeb fizjologicznych;

- zaspokajanie potrzeb seksualnych w społecznie akceptowany sposób;




Sygnalizowanie odczuć płynących z ciała

- sygnalizowane ewentualnego bólu brzucha związanego z miesiączką;




Autoorientacja

- świadomość płci;

- akceptacja płci;




Zachowanie w sytuacjach niebezpiecznych

- możliwość wykorzystania seksualnego (kiedy, kto i co może zrobić?);

- obrona przed molestowaniem;

JA I OTOCZENIE”, czyli funkcjonowanie w środowisku społ.- przyrodniczym

Ja jako członek rodziny

- skład rodziny;

- rola rodziny;

- funkcje osobowe w rodzinie;

- relacje mężczyzny i kobiety w rodzinie;

- formy okazywania uczuć;

- kulturalne zachowanie się wobec członków rodziny;






Ja jako uczeń



- relacje między kolegami oraz między uczniami i pracownikami szkoły;

- formy nawiązywania kontaktu z innymi;

- poprawne zachowanie chłopców w stosunku do dziewcząt (i odwrotnie);

- zachowania „dozwolone” w szkole;




Ja w społeczności lokalnej

- sąsiedzi i znajomi oraz ich role społeczne;

- zachowanie dystansu wobec nieznanych osób;

- właściwe zach. się w stosunku do innych osób;




Moje zdrowie

- budowa i funkcjonowanie ciała człowieka ze szczeg. uwzględnieniem narządów płciowych;

- zmiany w organizmie związane z dojrzewaniem;

- ochrona i poszanowanie ciała człowieka;

- etapy rozwoju człowieka od poczęcia do śmierci;

- szkodliwość niektórych zachowań kojarzących się z dorosłością (picie i palenie, narkotyki);

- zachowania prozdrowotne (w tym opanowywanie się przed dokonaniem „złego” wyboru);




Ja w świecie kultury

- szkodliwość niektórych audycji, filmów, publikacji... (problem pornografii);

- dokonywanie wyborów (wartościowych filmów, gazet, kolorowych pism...);

- możliwość odreagowania nadmiernego napięcia przez taniec, ruch...;




Ja jako dorosły

- psychiczne i fizyczne atrybuty dorosłości;

- prawa i obowiązki osoby dorosłej;

- role kobiety i mężczyzny;

- przyjaźń, miłość i ich przejawy;




Ja jako człowiek wierzący

- zachowania „dobre” i „złe” (oceniane przez pryzmat odniesienia ich do Boga i Jego praw);

- małżeństwo jako sakrament;

- formy służby Bogu (np. bezżeństwo);




Mój czas wolny

- dokonywanie wyboru form spędzenia wolnego czasu (samotnie lub w towarzystwie);

- kulturalne spędzanie wolnego czasu;


Sprawności i umiejętności oraz cała tzw. terapia wspierająca to już „inna bajka”…

Mam do Państwa prośbę…

Działając zgodnie z mottem:Już na zawsze jesteś odpowiedzialny za to, co oswoiłeś…”, nie unieszczęśliwiajmy tych, którym podobno dobrze życzymy…


W tekście wykorzystałem fragmenty opracowania napisanego przeze mnie wspólnie z Katarzyną Lausch i opublikowanego w „Przewodniku dla nauczycieli uczniów upośledzonych umysłowo w stopniu umiarkowanym i znacznym” cz. II, CMPP-P, Warszawa 2002




Krzysztof Lausch

Warszawa 25.11.2007

Dodaj dokument na swoim blogu lub stronie

Powiązany:

Uczyć czy oduczać czym powinna być edukacja seksualna osób upośledzonych umysłowo? iconCharakterystyka osób upośledzonych umysłowo

Uczyć czy oduczać czym powinna być edukacja seksualna osób upośledzonych umysłowo? iconSpołeczne funkcjonowanie osób upośledzonych umysłowo w stopniu lekkim

Uczyć czy oduczać czym powinna być edukacja seksualna osób upośledzonych umysłowo? iconDojrzewanie jako okres szczególnej wrażliwości na odrzucenie w odniesieniu do osób upośledzonych umysłowo

Uczyć czy oduczać czym powinna być edukacja seksualna osób upośledzonych umysłowo? iconMgr inż. Jerzy Iwanicki Czym jest I czym powinna być gospodarka wodna

Uczyć czy oduczać czym powinna być edukacja seksualna osób upośledzonych umysłowo? iconPrzysposobienie do pracy osób głębiej upośledzonych umysłowo w aspekcie ich możliwości psychofizycznych w świetle lektury pod red. Marii Piszczek „ Aktywizacja zawodowa uczniów z upośledzeniem umysłowym w stopniu umiarkowanym I znacznym ”

Uczyć czy oduczać czym powinna być edukacja seksualna osób upośledzonych umysłowo? iconDojrzewanie dzieci głębiej upośledzonych umysłowo

Uczyć czy oduczać czym powinna być edukacja seksualna osób upośledzonych umysłowo? iconZdolności u dzieci I młodzieży upośledzonych umysłowo

Uczyć czy oduczać czym powinna być edukacja seksualna osób upośledzonych umysłowo? iconMetodyka nauczania I wychowania głębiej upośledzonych umysłowo

Uczyć czy oduczać czym powinna być edukacja seksualna osób upośledzonych umysłowo? iconKomputer w nauczaniu dzieci lekko upośledzonych umysłowo

Uczyć czy oduczać czym powinna być edukacja seksualna osób upośledzonych umysłowo? iconKomputer w nauczaniu dzieci lekko upośledzonych umysłowo

Umieść przycisk na swojej stronie:
Rozprawki


Baza danych jest chroniona prawami autorskimi ©pldocs.org 2014
stosuje się do zarządzania
Rozprawki
Dom