Czy cel uświęca środki?




Pobierz 65.28 Kb.
NazwaCzy cel uświęca środki?
Data konwersji18.09.2012
Rozmiar65.28 Kb.
TypDokumentacja

Czy cel uświęca środki?

53


5

Przekonania i odpowiedzialność

albo:

Czy cel uświęca środki?

Co to znaczy: uczynić zadość człowiekowi? Pytanie to postawiliśmy sobie na początku i jak dotąd nie udzieliliśmy na nie odpowiedzi. Podaliśmy tylko pierwszy warunek, któ­ry określamy słowem „sprawiedliwość". Rozumieliśmy przez to postawę kogoś, kto dzieląc dobra, których nie zby­wa, lub domagając się ich dla siebie, jest gotów i potrafi po­minąć siebie samego oraz swe osobiste upodobania i sym­patie, kogoś, kto jest gotów zastosować wówczas taką mia­rę, którą można usprawiedliwić w stosunku do każdego za­interesowanego. W takim wypadku - twierdzimy - nierów­ności w podziale muszą zostać usprawiedliwione. Muszą być one proporcjonalne do istotnych w danej sytuacji cech, a nie oparte na dyskryminacji osób lub grup, na którą one same nigdy by się nie zgodziły. Sprawiedliwość oznacza uznanie, że każdy człowiek zasługuje na szacunek ze względu na siebie samego.

Sprawiedliwość jednak nie wystarczy, aby uczynić za­dość człowiekowi. Rząd, który wydałby powszechny - obej­mujący również swoich członków - zakaz wąchania róż, nie działałby niesprawiedliwie, ponieważ nikogo by bezpod­stawnie nie dyskryminował. Pomimo to zakaz taki byłby głupi. Znamiennym przykładem wskazującym, że istnieje coś większego niż sprawiedliwość, jest opowieść o Salomo­nowym wyroku. Dwie kobiety kłócą się przed królem Salo­monem o to, do której należy dziecko. Salomon, nie mogąc

stwierdzić, jak jest faktycznie, rozkazuje przeciąć niemowlę mieczem na dwie części i dać po jednej każdej z kobiet. Kobieta, która protestuje i gotowa jest raczej zostawić dziec­ko drugiej, właśnie z tego powodu zostaje uznana przez króla za prawdziwą matkę. Rezygnuje ona ze sprawiedliwo­ści, bo kocha dziecko. Ta stara historia pomija fakt, że samo dziecko jest już podmiotem, który domaga się sprawiedli­wości. Opowiada jedynie o sprawiedliwości między dwie­ma kobietami. Pomimo to pozostaje uniwersalnie ważna: niemoralne jest niszczenie dóbr, których nie można spra­wiedliwie podzielić, byle tylko nie pozwolić, aby komukol­wiek z jakiegokolwiek powodu przypadły w udziale. I gdy nie znajdzie się żaden znaczący powód, pozostaje jeszcze wygrana albo prawo tego, kto daną rzecz akurat przypad­kiem posiada.

Czynić zadość człowiekowi, czynić zadość rzeczywisto­ści - przekracza samą sprawiedliwość. Wymaga to dwóch rzeczy: wiedzy i miłości. Bez wiedzy o tym, kim jest czło­wiek i co jest dla niego dobre, popełniamy błędy. Kto karmi swoje dziecko cukierkami i pozwala mu często oglądać tele­wizję, może przecież dziecko kochać; postępuje jednak tak samo jak ten, kto chce dziecku zaszkodzić. Najlepsza jest wiedza połączona z miłością. Gdy jednak ktoś chce szko­dzić, wówczas wiedza jest zła, bo im więcej ten ktoś wie, tym bardziej może zaszkodzić. Przez miłość nie rozumiemy tutaj sympatii. Nie od nas zależy, czy ją odczuwamy, czy nie. Miłość znaczy tutaj tyle, co życzliwość, co wola, aby drugi otrzymał to, co dla niego dobre. I ta życzliwość kieru­je się nie tylko ku człowiekowi, ale ku wszystkiemu, co żyje. Nie czynimy zadość zwierzęciu, zadając mu ból, gdy nie jest to konieczne. Ból przecież ma to do siebie, że nie wolno go chcieć, ponieważ nie można go chcieć dla siebie.

Pojawia się zatem następujące pytanie: co jest warun­kiem takiej ogólnej gotowości czynienia zadość rzeczywisto­ści, a zwłaszcza rzeczywistości drugiego człowieka? Co jest warunkiem życzliwości, bez której nie ma dobrego życia?

54

Przekonania i odpowiedzialność

Czy cel uświęca środki?

55


Co jest miarą - oprócz miary sprawiedliwości - z którą mu­szą zgadzać się nasze czyny, aby były dobre? Na ten temat od dawna toczy się filozoficzny spór, którym teraz musimy się zająć. Wielki socjolog, Max Weber, scharakteryzował dwa stanowiska w tym sporze - jego zdaniem nie do pogo­dzenia - za pomocą pojęć „etyka przekonań" i „etyka odpo­wiedzialności".

Przez etykę odpowiedzialności rozumiał on postawę człowieka, który w działaniu bierze pod uwagę ogół jego domniemanych skutków, a zatem kogoś, kto pyta, jakie skutki razem wzięte są najlepsze z punktu widzenia istnie­jących wartości, i zgodnie z tym postępuje również wtedy, gdy musi zrobić coś, co rozpatrywane osobno, należałoby nazwać złem. Zdaniem Webera, zgodnie z etyką odpowie­dzialności postępuje na przykład lekarz, który mówi pacjen­towi nieprawdę o jego stanie zdrowia, ponieważ się obawia, że pacjent nie zniesie prawdy. Według etyki odpowiedzial­ności działa również polityk, który wzmacnia potencjał mili­tarny czy nawet gotowość do prowadzenia wojny, aby w ten sposób odstraszyć przeciwnika i zmniejszyć prawdopo­dobieństwo wybuchu wojny.

Zgodnie z etyką przekonań działa natomiast pacyfista, który bez względu na okoliczności nie zgodzi się zabijać, nawet wtedy, gdy szerzenie pacyfizmu po jednej stronie zwiększa groźbę wojny. Dowodzi on, że gdyby wszyscy byli pacyfistami, w ogóle nie byłoby wojen i że ktoś w koń­cu musi zrobić pierwszy krok. Na argument, że pacyfizm bynajmniej nie stanie się powszechny, a wszystko, co moż­na w ten sposób osiągnąć, to osłabienie własnej pozycji, które sprowokuje potencjalnego wroga, odpowiada on, że to nie jego wina i że jeśli już dojdzie do zabijania, chciałby przynajmniej nie przykładać do tego ręki.

Max Weber sądził, że występuje tutaj absolutna sprzecz­ność, sprzeczność, której nie można już przezwyciężyć ar­gumentacją. Skłaniał się do określania etyki odpowiedzial­ności jako etyki polityków, etykę przekonań zaś przypisy-

wał świętym, nie doceniając jednak faktu, że zdarzali się święci, a jednocześnie skuteczni politycy, chociaż - trzeba przyznać - rzadko.

W dzisiejszej etyce problem ten bywa często dyskutowa­ny pod hasłem sporu etyki deontologicznej i teleollogicznej. „Deontologicznymi" nazywa się etyki, w których pewne czyny są złe lub dobre w ogólności i bez względu na na­stępstwa; „teleologicznymi" zaś takie, które wyprowadzają moralną wartość czynów z ogółu ich domniemanych skut­ków. Etyka teleologiczna - albo etyka odpowiedzialności -nosi również miano „utylitaryzmu".

Alternatywa: etyka przekonań albo etyka odpowiedzial­ności, podobnie jak alternatywa: deontologizm albo utylita-ryzm, faktycznie jednak może tylko zaciemnić sprawę, o którą chodzi. W związku z tym przypomina się zdanie He-gla: „Zasada, według której nie należy zwracać uwagi na skutki czynów, a takża zasada, zgodnie z którą czyny nale­ży oceniać według ich skutków, czyniąc z nich miarę tego, co sprawiedliwe i dobre, są w równym stopniu abstrak­cyjne".

W rzeczywistości nie ma etyki, która całkowicie pomija­łaby następstwa działania, ponieważ sama definicja działa­nia jest w ogóle niemożliwa bez uwzględnienia określonych skutków. Działać znaczy wywoływać skutki. Kto na przy­kład utrzymuje, że każde kłamstwo jest niegodziwe, ten przecież wcale nie pomija wszystkich następstw, lecz bierze pod uwagę tylko jedno następstwo, a mianowicie to, które czyni kłamstwo kłamstwem, czyli oszukanie drugiego czło­wieka, wprowadzenie go w błąd. Bez tego następstwa nie ma kłamstwa, bo w przeciwnym razie opowiadanie bajek także równałoby się kłamstwu. Nie chodzi tutaj o przekona­nia lub odpowiedzialność ani o branie pod uwagę lub lekce­ważenie następstw, lecz o pytanie: za jakie i jak daleko się­gające następstwa czynu ponosi odpowiedzialność jego sprawca? Chodzi o to, czy określonych następstw nigdy nie wolno wywoływać, czy też przeciwnie, w pewnych warun-

56

Przekonaniu i odpowiedzialność

Czy cel uświęca środki?

57


kach dozwolone jest każde działanie, jeśli w dalszej per­spektywie usprawiedliwia je ogól pozytywnych następstw. Chodzi więc koniec końców o stary problem: czy cel uświę­ca środki? - jeśli mamy właśnie do czynienia z dobrym ce­lem, który równoważy szkody wywołane przez środki.

Nie ulega wątpliwości, że większość naszych czynów opiera się na kalkulacji następstw albo też na rachunku dóbr, do których czyny te pozytywnie lub negatywnie się odnoszą. Porównujemy zyski i straty. Lekarz może amputo­wać nogę lub usunąć nerkę, aby ratować całego człowieka, lub też zabronić pacjentowi picia wina, żeby uchronić go od większych przykrości niż rezygnacja z tej przyjemności. Tu­taj bezsprzecznie cel usprawiedliwia środki: etyka odpowie­dzialności.

Co się jednak stanie, jeśli będziemy iść dalej w tym kie­runku? Załóżmy, że lekarz musi czuwać nad zdrowiem ja­kiegoś złośliwego człowieka, który gra bliźnim na nerwach, czy nawet nad zdrowiem przestępcy. Czy ze względu na odpowiedzialność za ogól następstw swego działania, le­karz nie powinien zalecić pacjentowi takiej terapii, która czym prędzej zaprowadzi go do grobu? W tym znaczeniu sowieccy psychiatrzy, zamykając w klinikach dysydentów, których uważali za ludzi szkodliwych, i podając im narko­tyki mające złamać ich wolę, działali zgodnie z etyką odpo­wiedzialności. Nasze pojmowanie odpowiedzialności leka­rza radykalnie odrzuca taką interpretację. W naszym rozu­mieniu bowiem odpowiedzialność lekarza kończy się na tym, żeby uczynić wszystko, co w jego mocy, dla zdrowia pacjenta. Podporządkowanie tej troski szerszej odpowie­dzialności za jakiekolwiek następstwa byłoby nie do pogo­dzenia z etosem lekarza.

Nie do pogodzenia z etosem lekarza jest również nie-podanie testowanego leku kontrolnej grupie pacjentów, je­śli lekarz jeszcze przed zakończeniem eksperymentu wie, że lek ten uratowałby życie niektórym z nich. Relacja lekarz-pacjent opiera się bowiem na milczącym porozumieniu, że

podczas leczenia nie są istotne żadne nadrzędne cele i dale­kosiężne następstwa, poza przywróceniem pacjenta do zdrowia. Co innego, gdy w grę wchodzi niedobór środków. Jeśli na przykład płucoserce lub sztuczna nerka nie wystar­czą dla wszystkich oczekujących, to trzeba podjąć decyzję, kierując się sprawiedliwością rozdzielczą. Znaczy to, że w ostateczności rzeczywiście trzeba wybrać między życiem jednego człowieka a życiem drugiego, porównując je z obiektywnego, bezstronnego punktu widzenia.

Przykłady takie bywają często przywoływane po to, aby dowieść, że rachunek dóbr lub wartości jest ogólną formą naszego działania moralnego. Wniosek ten jest jednak fał­szywy. Głoszący go utylitaryzm jest z różnych powodów nie do utrzymania. Powinny to pokrótce pokazać następu­jące rozważania.

Utylitaryzm rozbija się przede wszystkim o złożoność i niepoznawalność odległych następstw naszych czynów. Gdybyśmy musieli brać pod uwagę wszystlde skutki nasze­go działania, nigdy nie przeszlibyśmy od rachunku skut­ków do czynu. Spadek śmiertelności dzieci w krajach ubo­gich ma często w dalszej perspektywie katastrofalne skutki. Skutki te jednak wytwarzają presję, aby poprawić warunki życia w ogóle. Pytanie, czy to się udaje, pozostaje otwarte. Któż miałby rozsądzić, co ostatecznie przeważy? Gdyby trzeba było najpierw wydać taki sąd, w ogóle nie można by działać.

Często ze zła wynika w dalszej perspektywie jego od­wrotność - dobro. Jezus powiedział wyraźnie, że zdrada Ju­dasza nie jest usprawiedliwiona przez to, iż była faktycznie środkiem do zbawienia ludzkości. Każda zbrodnia byłaby usprawiedliwiona, gdyby ten, kto ją popełnia, zdążał do celu, który „uświęca" takie środki. Mamy tu zresztą do czy­nienia z bardzo szczególną dialektyką. Mianowicie radykal­na etyka odpowiedzialności w znaczeniu Maxa Webera jest w rzeczywistości niczym innym, jak radykalną etyką prze­konań. Według niej nie trzeba osądzać czynu jako takiego,

58

Przekonania i odpowiedzialność

Czy cel uświęca środki]

59


lecz należy rozpatrzyć przekonania, zamiary sprawcy, jego sposób rozumienia celu dziejów, a następnie - zgodnie z tymi przekonaniami - rozgrzeszyć go z czynów, które nor­malnie uchodzą za zbrodnie. Wyznawca etyki przekonań sam siebie rozumie jako radykalnego zwolennika etyki od­powiedzialności. Prawda jest taka: co do ogółu następstw, zawsze błądzimy po omacku. I gdyby moralność naszych czynów zależała od takiego sądu, musielibyśmy zawołać wraz z Hamletem: „Przeklęty mój los: Ten czas jest kością, wyłamaną w stawie - jak można liczyć, że ja ją nastawię?" (tłum. Stanisław Barańczak).

Drugi argument jest następujący: utylitaryzm sprawia, że zwykli ludzie w swym osądzie moralnym byliby całkowi­cie zdani na techniczną inteligencję ekspertów; zamienia normy moralne na techniczne. W utylitaryzmie bowiem nie można odczytać moralnej wartości czynów z nich samych, lecz trzeba ją obliczyć według uniwersalnego wzoru na po­większanie korzyści. Jego stworzenie jest rzeczą ekspertów, choćby samozwańczych. Gdy za czasów nazizmu młodzi esesmani dostawali rozkaz zabijania dzieci żydowskich, w niektórych mogło się budzić sumienie. Uciszano je teoriami, takimi choćby jak ta, że istnienie Żydów szkodzi całej ludz­kości. Przyjmijmy, że byli oni zbyt głupi lub zbyt zaślepieni, by dostrzec niedorzeczność tej teorii. Tym jednak, co w każ­dym wypadku powinno było im pozostać, była prosta intu­icja, że nie wolno zabijać niewinnych dzieci.

W utylitaryzmie jednak takie proste intuicje tracą waż­ność. Sumienie zostaje oddane pod kuratelę ideologów i technokratów. Aby nikt nie sądził, że przykład ten jest zbyt skrajny, by mógł mieć dla nas znaczenie, przypomnę pe­wien eksperyment, który kilka lat temu przeprowadziło ba­warskie radio: zebrano z ulicy pewną liczbę przypadko­wych ludzi, starych i młodych, mężczyzn i kobiety, i zapro­szono ich do udziału w eksperymencie, który miał być rze­komo bardzo ważny dla rozwoju metod nauczania. Podczas eksperymentu taki przypadkowy uczestnik miał, naciskając

guziki, aplikować znajdującej się w zamkniętej przestrzeni osobie, która grała rolę królika doświadczalnego, wstrząsy elektryczne o wzrastającej sile. Dodam, że cała rzecz była oczywiście symulowana. Nikt naprawdę nie doznawał wstrząsów elektrycznych. Jednakże uczestniczący w ekspe­rymencie przechodnie w to wierzyli. W rzeczywistości to oni byli królikami doświadczalnymi. Chciano się przekonać, jak daleko sięga gotowość do współuczestnictwa w czymś takim. Wynik był przerażający: ich gotowość sięgała bardzo daleko. Gdy osoba, której podawano wstrząsy, zaczynała krzyczeć lub gdy siła wstrząsów zbliżała się do progu śmiertelności, niektórzy chcieli zrezygnować. Tłumaczono im wówczas, że w takim wypadku cały kosztowny projekt upadnie i że jeśli eksperyment się powiedzie, można ocze­kiwać znacznego polepszenia metod nauczania dla ludzi na całym świecie. Większość pozwalała obezwładnić sobie su­mienie tym utylitarystycznym argumentem i zachowywała się jak oprawcy.

Co z tego wynika? To mianowicie, że ukierunkowanie naszego działania na ogół jego następstw dezorientuje czło­wieka i czyni go uległym wobec wszelkich pokus i manipu­lacji. Ponieważ z pewnością nie prowadzi to do ulepszenia świata, utylitarysta popada w sprzeczność z samym sobą: przecież chce on świata najlepszego z możliwych. Jednakże najlepszy możliwy świat nie mógłby zostać urzeczywistnio­ny właśnie wtedy, gdyby każdy obrał sobie ów najlepszy możliwy świat za cel. Nawet z utylitarystyczmego punktu widzenia utylitarystyczne zasady działania są szkodliwe.

Trzeci argument powinien wyjaśnić to jeszcze lepiej. Utylitarysta nie tylko łatwo daje się zwieść tak zwanym eks­pertom, lecz także łatwiej ulega naciskom przestępców i w ten sposób zwiększa zagrożenie takimi naciskami. Oczywi­ście w wielu wypadkach również z utylitarystycznych zało­żeń wynika, że należy się opierać presji, w tym celu miano­wicie, aby położyć kres takim praktykom. To jednak, czy powinno się ulec, jest za każdym razem sprawą oceny wagi

60

Przekonania i odpowiedzialność

Czy cel uświęca środki?

61


zła, które wchodzi w grę. Człowiek prywatny będzie bar­dziej skłonny poddać się im - i słusznie - niż polityk, który jest zobowiązany do bardziej dalekosiężnych kalkulacji. Po­lityk, bardziej niż ktokolwiek inny, musi postępować zgod­nie z punktem widzenia „etyki odpowiedzialności". Pro­blem moralny ukazuje się w całej swej ostrości dopiero wte­dy, gdy nacisk zmierza do wymuszenia czynów zbrodni­czych, na przykład zabójstwa niewinnego lub wydania kogoś, kogo przyjmujemy pod swoim dachem. W takiej sy­tuacji utylitarysta musiałby niekiedy się poddać, tłumacząc, że śmierć jednego człowieka jest lepsza niż śmierć stu ludzi. Kto jednak jest przekonany, że zabójstwo niewinnego jest w każdym wypadku zbrodnią, ten nie podda się takiej logi­ce. Jeśli będzie wiadomo, że takie jest jego stanowisko, nikt nawet nie będzie próbował wywierać nań presji, a zatem tak­że tutaj utylitaryzm może działać kontraproduktywnie, to znaczy wywoływać właśnie te skutki, których chce uniknąć.

Rezultat naszych dotychczasowych rozważań wydaje się następujący: nasza odpowiedzialność moralna jest tylko wtedy konkretna, określona i nie można nią dowolnie ma­nipulować, gdy jest jednocześnie ograniczona, to znaczy je­śli nie zakładamy, że musimy w danym wypadku odpowia­dać za wszystkie następstwa każdego działania i każdego zaniechania. Tylko przy takim założeniu da się w ogóle zdefiniować pojęcie „zaniechania". Zawinione zaniechanie jest świadomym zaniedbaniem czegoś, co powinienem był zrobić. Gdybyśmy w każdej chwili mieli odpowiadać za wszystko, czego w owej chwili nie robimy, i gdybyśmy przy każdym działaniu musieli sprawdzać wszystkie możliwości oraz wybierać najlepszą, wówczas ciężar odpowiedzialności stałby się nie do zniesienia.

Określenie, jak daleko faktycznie sięga w konkretnym wypadku odpowiedzialność działającego, zajęłoby nam bar­dzo dużo miejsca. Na przykład odpowiedzialność lekarza jest dużo bardziej ograniczona niż odpowiedzialność polity­ka, od którego należy oczekiwać rozważania bardzo rozle-

głych i złożonych układów następstw i który rmusi być do tego upoważniony. Również jednak w życiu polityka obo­wiązek optymalizacji dotyczy przede wszystkim terytorium, za które ponosi on rzeczywistą odpowiedzialność. Co do in­nych krajów i narodów nie musi się troszczyć o to, co dla nich najlepsze. Wobec nich jest on zobowiązany do spra­wiedliwości.

Pozostaje pytanie: czy istnieje odpowiedzialność czło­wieka jako człowieka, odpowiedzialność, która dotyczy każ­dego? I czy są działania, przez które się ją narusza? Kant sformułował wymaganie, które odnosi się do każdego czło­wieka i które głosi, że w żadnym działaniu nie wolno nam siebie ani drugiego używać wyłącznie jako środka. Zarzuca­no mu, że przecież wciąż potrzebujemy siebie nawzajem jako środków do różnych celów; na tym ostatecznie opiera się życie każdej ludzkiej społeczności. Oczywiście Kant również o tym wiedział. Chciał jedynie powiedzieć, że wol­no nam posługiwać się sobą nawzajem jako środkami za­wsze tylko częściowo. Korzystamy z umiejętności i usług innych. Nie zapominamy jednak przy tym, że drugi jest ze swej strony celem samym w sobie, że również ma prawo korzystać z usług swoich bliźnich, a zatem nie zostaje zane­gowany jako osoba. Istnieją wszakże czyny, które negują człowieka jako osobę. Na przykład zostaje on zakwestiono­wany jako cel sam w sobie, jeśli zostaje niewolnikiem, jeśli jest torturowany, niewinnie zabity, jeśli padnie ofiarą nad­użyć seksualnych. Kant sądził, że dzieje się tak również wtedy, gdy człowiek zostaje okłamany, o czym jednak w tym miejscu nie chciałbym dyskutować.

Ważne jest, że między czynami dobrymi a złymi zacho­dzi asymetria. Nie ma mianowicie czynów, które byłyby „dobre" zawsze i wszędzie. To, czy czyn jest dobry, zależy zawsze od ogółu okoliczności, chyba że za „dobre" uważa­my również po prostu zaniechanie złego czynu. Istnieją jed­nak określone działania, które bez względu na okoliczności są złe zawsze i wszędzie, ponieważ negują bezpośrednio

62

Przekonania i odpowiedzialność


osobę jako cel sam w sobie, czyli jej godność. Przy takich czynach kończy się wszelki rachunek następstw. To zaś oznacza, że nie ponosimy odpowiedzialności za zaniechanie złego czynu. Człowiek, który odmówił zastrzelenia żydow­skiej dziewczyny, ponieważ błagała go o życie, nie ponosi odpowiedzialności za to, że jego przełożony zabija potem dziesięciu innych ludzi, których zastrzeleniem wcześniej groził. W końcu wszyscy kiedyś musimy umrzeć, mordo­wać jednak nie musimy.

Odpowiedzialność za nie zrobienie czegoś, czego nam nie wolno, nie dotyczy nas tak samo jak odpowiedzialność za coś, czego fizycznie nie możemy zrobić. Dobrym czło­wiekiem byłby ten, czyje sumienie zmieniałoby „nie wolno mi" w „nie mogę". Zrozumieli to prawnicy starożytnego Rzymu i wyrazili z właściwą sobie jasnością: „Co jest prze­ciwne pobożności, przeciwne poważaniu dla drugiego czło­wieka, jednym słowem - dobrym obyczajom, należy trakto­wać tak, jakby było niemożliwe".

6 Jednostka

albo:

Czy zawsze należy być posłusznym swemu sumieniu?

Do tej pory mówiliśmy o różnych czynnikach, które wchodzą w grę, gdy nazywamy jakieś działanie dobrym lub złym, słusznym lub niesłusznym, trafnym lub chybionym. Pytaliśmy: czego tak naprawdę chcemy? I próbowaliśmy zrozumieć dobro jako spełnienie tego prawdziwego chce­nia. Mówiliśmy o wartościach, o skutkach działania i o spra­wiedliwości. Wydaje się jednak, że istnieje pewna prosta i jasna odpowiedź, która sprawia, iż wszystkie te rozważania stają się zbędne, a mianowicie: o tym, co powinniśmy czy­nić, mówi nam nasze sumienie.

Odpowiedź ta jest poprawna, a jednocześnie myląca w swej prostocie. Chcemy się nią teraz zająć i poszukać odpo­wiedzi na pytania: Co właściwie nazywamy sumieniem? Do czego sumienie służy? Czy zawsze ma rację? Czy zawsze należy postępować zgodnie z nakazami sumienia i zawsze szanować nakazy sumienia drugiego człowieka?

Słowo „sumienie" nie jest jednoznaczne. Używa się go w różnego rodzaju kontekstach. Mówimy o sumiennym człowieku, który dokładnie wypełnia swe codzienne obo­wiązki; o sumieniu mówimy jednak również wtedy, gdy ktoś wyłamuje się z wypełniania tych obowiązków i im się przeciwstawia. Nazywamy sumienie świętością, którą wszy­scy powinni bezwarunkowo szanować i którą chroni rów­nież konstytucja, a jednak tym, którzy powodowani naka­zem sumienia łamią prawo, wymierzamy wysokie kary. Jed-

Dodaj dokument na swoim blogu lub stronie

Powiązany:

Czy cel uświęca środki? icon1. Absicht ist die Seele der Tat Cel uświęca środki. Alle guten Dinge sind drei. Do trzech razy sztuka

Czy cel uświęca środki? iconCel Opus Dei jest nadprzyrodzony, I dlatego właściwe środki, aby go realizować, są wyłącznie nadprzyrodzone: modlitwa, wyrzeczenie, praca uświęcana I ofiarowana

Czy cel uświęca środki? iconSpotkanie 1 czy naprawdę się znamy? Cel

Czy cel uświęca środki? iconPokemony zagrożenie czy tylko bajka? Cel ogólny

Czy cel uświęca środki? iconProdukty rozkładu żywności środki farmaceutyczne, środki piorące (Gosp. Domowe, szpitale, transport samochodowy, śmietniska)

Czy cel uświęca środki? iconTemat: Środki techniczne środki do liczenia I ewidencyjne

Czy cel uświęca środki? iconŚrodki artystycznej organizacji tekstu środki fonetyczne

Czy cel uświęca środki? iconUczelnia rokrocznie otrzymuje środki finansowe na działalność statutową oraz badania własne. Środki te nie są jednak wystarczające na finansowanie badań

Czy cel uświęca środki? iconTemat: Czy Pinokio I pan Kleks to niezwykli bohaterowie? /Propozycja metodyczna dla klasy iv/ Cel ogólny

Czy cel uświęca środki? iconObok kar prawo karne posługuje się środkami zabezpieczającymi są to w szczególności środki lecznicze stosowane wobec sprawców niepoczytalnych, alkoholików czy narkomanów. ● cecha ta łączy się z ujmowaniem czynu stanowiącego bezprawie karne

Umieść przycisk na swojej stronie:
Rozprawki


Baza danych jest chroniona prawami autorskimi ©pldocs.org 2014
stosuje się do zarządzania
Rozprawki
Dom