Krzysztof Varga Chłopaki nie płaczą




Pobierz 0.6 Mb.
NazwaKrzysztof Varga Chłopaki nie płaczą
strona1/14
Data konwersji21.09.2012
Rozmiar0.6 Mb.
TypDokumentacja
  1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   14
Krzysztof Varga


Chłopaki


nie płaczą


Lampa i Iskra Boża


Warszawa 1996


Copyright by Krzysztof Varga


Rysunek na okładce: Piotr Komorowski


Korekta: Zubrovka Jabković


ISBN 83-86735-10-4


Druk: EFEKT, ul. Lubelska 30/32, Warszawa


Siedzimy na tarasie willi Szamana na Mokotowie. Jest dokładnie

połowa czerwca. Pachnie jaśmin i kiełbaski z grilla. Szaman,

Kudłaty, Matka, Antoni, Dżaba, zaraz pojawi się Mister, później

przychodzą Hipolity. Nie ma z nami Kaczora, którego z domu nie

wypuszczają żona i teściowa, Grześka, który uczy się do egzaminu

na aplikację adwokacką, Lewego, który tyje, Milczącego, który

czeka na swoje pierwsze dziecko (przez chwilę pojawia się Ryba,

który lada moment będzie ojcem bliźniaków, żona już w szpitalu,

on od dwóch dni pijany). No, nie ma jeszcze oczywiście Ojca,

który właśnie porzucił swoją kolejną pracę, tym razem w modnym i

przede wszystkim dobrze płacącym piśmie dla kobiet. Nie ma

Małego, który mimo że przyjechał z Anglii ponad pół roku temu,

to czas wolny po pracy Asystenta Dyrektora Do Spraw Finansowych

w Jakiejś Dużej Firmie Konsultingowej bierze kwasy i chodzi

tylko na techno party. Na stole sześć butelek białego wytrawnego

wina, musztarda francuska (z Dijon oczywiście, najlepsza na

świecie) musztarda angielska, majonez, ser biały, ser rokpol,

pomidory z bazylią (dzieło Antoniego). Pomiędzy talerzami

bezprzewodowy telefon. W każdej chwili może być potrzebny. Gdy

zadzwoni Ania i Szaman będzie musiał ukryć się w pokoju i

zeznawać, a ona opowie mu o swoich fobiach (boi się widliszków i

wiertarek elektrycznych) albo gdy już Kudłaty najedzony

kiełbaskami, po kilku drinkach wyjmie kalendarzyk z magicznymi

numerami i zacznie dzwonić do wszystkich swoich zaprzeszłych

miłości, pięciominutowych narzeczonych, nieskonsumowanych

kochanek, przyjaciółek od serca, sąsiadek, sekretarek z pracy,

tancerek z Go-Go. Matka z zabandażowaną nogą. Patrz bracie,

popękały mi chrząstki w stopie, kurwa, jak ja teraz będę

chodził, nie mówiąc już o tańczeniu. I rzeczywiście, kilka

godzin później Matka wykonując skomplikowaną figurę

retoryczno-taneczną w salonie, między kominkiem a szafą gdańską,

pada z jękiem, doczołguje się do krzesła (arcydzieło tapicerki)

i jęcząc obmacuje swoją lewą stopę. Matka łysiejący, a przecież

swoje blond włosy ukochał najbardziej, rzadka kozia bródka,

jasny dżinsowy komplecik. Antoni dystyngowany, na czarno, z

elegancją i szwajcarską precyzją palący papierosy, z tym uroczym

francuskim akcentem, Dżaba z nerwowym oczopląsem, z nogą na

nogę, wbity w ogrodowy fotel, co chwilę proponujący Matce, żeby

pojechać do Runia na imprezę. Szaman elokwentny, coraz bardziej

pijany, za kilka godzin przestanie kontrolować sytuację, na

razie trzyma się dobrze, prowadzi z Antonim francuską

konwersację. Kudłaty już zaczyna gmerać sobie we włosach.


Niech Antoni przyniesie chleba, mówi Dżaba, chrupiąc kiełbaskę

umaczaną w musztardzie z Dijon, wsuwając sobie w usta plasterek

pomidora z bazylią, sięgając po kieliszek z winem. Zaraz dam

jeszcze coś do jedzenia, mówi Szaman widząc że grill pustoszeje.

Lepiej byś dał telefon do jakiegoś dobrego burdelu, mówi

Kudłaty. Podobno najlepszy jest na Mickiewicza. Matka prosi o

pled. Jeszcze nie chce woreczków z gorącym piaskiem na kolana.

Wreszcie Szaman z Kudłatym sprowadzają jakąś kobietę,

przyjaciółkę byłej kochanki Kudłatego, która, jak zeznaje sam

Kudłaty, okazała się kurwą. Panna zajeżdza w przeciągu

dwudziestu minut, ale nie może wyjść z taksówki, bo chłopcy się

kłócą, kto ma zapłacić. O, masz rude włosy, mówię do niej, lubię

rude włosy. Nie rude, tylko burgundowe - panna na to. A do

Kudłatego: masz straszne zmarszczki. Gdzie, gdzie, Kudłuś maca

się nerwowo po twarzy. Na dupie, odpowiada inteligentnie panna o

burgundowych włosach. Ta panna jedzie glebą, mówi Hipolit. To

prawda, ale cóż. Za dwie godziny i tak będzie obiektem adoracji

na przemian Szamana i Dżaby.


Zaczynasz lubić mieszczańskie życie, mówi z przekąsem Grażyna,

gdy następnego dnia podaję jej przez balkon dziesięć grubych

powieści (paru Amerykanów i Marquez) na wakacje. Grażyna z

Jasiem pożyczonym samochodem jadą do słodkiej Francji. Grażyna

chce zwiedzać zabytki i obcować z kulturą europejską, tudzież

pokazać się tu i tam, Jasio chce przywieźć calvados. Grill to

symbol starzenia się i popadania w mieszczaństwo, w dodatku w

złym niemieckim stylu, kontynuuje Grażyna, która zna się na tym

co wypada a co nie. Jaśmin, róże, białe wino. Starzejesz się

Dziubas, mówi a ja stoję boso na zimnej terakocie, w

przybrudzonym szlafroku (ha, ha Dziubas w szlafroku, nie mogę),

i tępo wpatruję się w dzielącą nas barierkę. Trzy tygodnie we

Francji. To byłoby miłe. U Szamana na tarasie zadecydowaliśmy,

że jak zwykle, by dopełnić obrządku pojedziemy w lipcu do

Chłapowa. Hipolit ma jeszcze zeszłoroczny karnet do wesołego

miasteczka. Dnie i wieczory będziemy spędzać na plaży, noce w

knajpie w ośrodku sportowym w Cetniewie, rano wracać wzdłuż

morza, idąc ciężko, po kostki w wodzie. Wszystko jest

przewidywalne.


Siedzę przed komputerem, wbijam wzrok w monitor, czasami

wystukam na klawiaturze źle skonstruowane zdanie, na dodatek

pozbawione sensu. Słucham The Smiths, płyt sprzed dziesięciu

lat, jest sentymentalne, mieszczańskie niedzielne południe.

Telewizor obiecuje familijne seriale i programy krajoznawcze.

Powinienem załatwić parę spraw. Zmieniam kasety. "Hatful of

Hollow" zamieniam na "Meat Is Murder", choć wczoraj zjadłem

około dziesięciu kiełbasek. No cóż, jestem hipokrytą. Mam

jeszcze "Queen Is Dead", "Louder Than Bombs", "Strangeways Here

We Come". "Rank", właściwie mam wszystko, nie wspominając o

solowych płytach Mozera. Morrissey jest taki angielski,

powiedziała w radiu Siouxsie Sioux, zamknięty w sobie, nie

otwiera się na innych ludzi, jest niesamowitym indywidualistą.

Wielka Siouxsie. Ich wczesne płyty: "Scream", "JuJu", "Hyaena".

Później zaczęli się gubić. Lubiłem ten okres kiedy w Banshees

grał na gitarze Robert Smith. Oczywiście, że szalałem na punkcie

The Cure. Łapało się przy nich cudowne doły egzystencjalne.

Słuchałem też Joy Divison, za to nie ciąłem się ani razu, ani

nie próbowałem powiesić.


Muniek uważa, że jestem największym fanem pedalskiej

angielskiej muzyki. Dając mi swój tomik wierszy "Gandża" w

dedykacji napisał "Klossowi, fanowi pedalskiej angielskiej

muzyki". "Gandża" to wiersze, które napisał po trawie na

zajęciach studium wojskowego. Jest tam dużo brzydkich wyrazów.

Są tam wiersze o Runiu i Leninie, a także o dupach, pipach i

chujach. Muniek jest polonistą, to się zna. Oprócz pedalskich

kapel (raptem dwie: Smiths i Suede, Muńkowi się zdaje, że

wszystko co jest nagrywane w bliższych czy dalszych okolicach

Manchesteru to pedalstwo. A ja akurat lubię Madchester.

Wszystkie Stone Roses, Charlatans, Happy Mondays, choć

rzeczywiście najbardziej The Smiths). Uwielbiam też te wszystkie

gitarowe kapelki, w których śpiewają ładne panienki o anielskich

głosikach - The Sundays, Lush, lubię Sleeper, Elastikę, lubię

Belly, choć Tanya Donelly jest bardziej drapieżna, tak jak

Dolores O'Riordan z Cranberries. Jezu, lubię nawet St. Etienne.

Te piosenki w stylu "Only Love Can Break Your Heart" czy "Pale

Movie". Lubię panienki. Choć czasami puszczam sobie, szczególnie

w pijackim towarzystwie Pogues (ten stary, dobry, bezzębny Shane

MacGowan) punkowe, neopunkowe i postpunkowe kapele, chociaż

coraz rzadziej do nich sięgam. To kolejny dowód, że się

starzeję. Choć Lewy, który od kiedy przekroczył sto kilo wagi

uważa, że jest zupełnie dojrzałym, ukształtowanym mężczyzną,

stwierdza co jakiś czas, że nie wydoroślałem. Lewy już nie

słucha punkowej muzyki, choć dziesięć lat temu przegrywaliśmy od

siebie Vibratorsów, Pistolsów, Ramonesów, nie mówiąc już o

gównach typu GBH albo Exploited, wieszaliśmy na sobie łańcuchy,

nabijaliśmy pasy ćwiekami, pisaliśmy "No Future" jednocześnie

chodząc do katolickiego liceum. Lewy pisze słownik wulgaryzmów i

ogląda telewizyjne kiły w stylu "Kabaret OTTO". Chyba wiecie o

co mi chodzi. No tak, czasami słucham też ska. Przegrywam sobie

od Runia, który postanowił, że będzie miał największą w tym

kraju płytotekę ska. Sprowadza sobie z Anglii i Niemiec

wszystkie, nawet najgorsze płyty, jeżeli jest na nich choć jeden

kawałek w którym pobrzmiewa jakieś ska. No jasne, głównie

Madness, ale słucham też The Busters, Bad Manners i tym podobne.

Lubię też francuskie kapelki w stylu Les Negresses Vertes,

Raymond et Blanc Becs, lewaków z Beurre Noir. Oczywiście, że

lubię Mano Negrę, choć ostatnio za bardzo lecą w latynoskie

klimaty. Oni też są lewakami. Tak jak Cortazar, z którego na

Wschodzie chcieli zrobić pisarza socjalistycznego, a on był po

prostu lewakiem. Ostatnia płyta Mano Negry, "Casa Babylon" to

już czysta Ameryka Południowa, choć odlatuję tam na punkcie

jednego masochistycznego numeru "Love and Hate" z refrenem "For

all the women I never had". Runio jest tajemniczy, nigdy nie

wiadomo, czy właśnie jest trockistą czy faszystą.


Sięgam bo butelkę "Sophii", nalewam zimne wino do kieliszka,

biorę w palce papierosa. Szaman coraz bardziej pijany Zapominam

słów, mówi, może mam Alzheimera. Kudłaty coraz bardziej

zniecierpliwiony, Matce nawarstwiają się choroby. Zapalam.

Właśnie zacząłem o was pisać książkę, chłopaki, mówię,

zaciągając się papierosem dla zyskania czasu. Bardzo dobrze,

mówi Szaman, przecież jesteśmy młodą inteligencją czasu

przełomu. Musimy zostawić po sobie ślad. Opisz jak Kudłaty

śpiewał "Jest noc, duszna, pełna ciem", jak Szaman wykopał w

Chłapowie znak drogowy, jak Dżaba stał nago u Małego w domu i

krzyczał, gdzie są kurwa moje majtki, gdy robiliśmy Helikoptera

w pokoju a Szaman trzymał listę społeczną, choć Helikopter

powiedziała po czwartym, że ma dosyć i jak zwykle nie załapał

się Matka, a wszyscy ci co chcieli to zaruchali. Napisz, jak

Rybie wydawało się, że ma dwa serca, jak Szaman zjeżdżał na

nartach po schodach.


Siedzę w pokoju, słucham "Back to the Old House", popołudnie

się wyciąga.


Wstawaj Dżaba, pijemy, mówi Kudłaty, szósta piętnaście,

kwadrans żołnierski. Boże, gdzie ja jestem, nie wie Dżaba,

Kudłaty szarpie, ściąga go z łóżka. Gdzie są te panienki, które

tu były wczoraj wieczorem? Barmanka uciekła, mówi Kudłaty, a

tamte dwie przed chwilą poszły, wstawaj, słyszysz? Kwadrans

żołnierski, Boże, rzeczywiście, z radia dobiegają wojskowe

piosenki. Szósta piętnaście, dwie godziny snu, jeszcze jestem

pijany, mówi Dżaba. A gdzie Matka? Od pół godziny myje zęby.

Mało co, a byście się nawzajem przelecieli. Kudłaty podsuwa

butelkę. Wszystko wam się popieprzyło przez włosy. O Jezu,

rzeczywiście. Przecież i Matka i Dżaba mają długie włosy, a te

panienki miały krótkie. Matka myślał że to Dżaba jest kobietą, a

Dżaba był przekonany, że kobietą jest Matka. Kudłaty zadowolony,

pije wódkę z butelki, chwali się że przeleciał obie, kiedy Matka

i Dżaba prawie się nawzajem nie zrobili. Nie, nie chcę wódki.

Pij, pij, namawia Kudłaty, zaraz jedziemy do tych panienek. Boże

wpół do siódmej, umieram, jęczy Dżaba. To mają być wakacje?

Mazury, jeziora, łódki, świeże powietrze. A tutaj od południa do

północy w barze, pani Grażynko, jeszcze raz to samo. Zamiast

wdychać zdrowe powietrze pali się jednego papierosa za drugim.

Bezpośrednia, gorąca linia telefoniczna z naszego apartamentu do

baru, pani Grażynko, trzy żubrówki z sokiem grejpfrutowym,

będziemy za pięć minut. A teraz przydałoby się coś zjeść.

Wziuuuu... i parujące jajecznice z pieczarkami zjeżdżają

specjalną windą, specjalnie dla nas.


Ubieraj się szybciej, mówi Kudłaty i zagryza wódkę papierosem.

Matka już się ubrał, teraz wymachuje swoim wielkim nożem, kurwa,

co tu się dzieje. Wstawać, wstawać, kwadrans żołnierski,

szybciej, kurwa, jedziemy. Wyskakujemy z pokoju, zbiegamy po

schodach , jak komandosi wyskakujący na akcję specjalną,

szybciej, szybciej. Dopadamy samochodu, odpalaj Matka. Matka

pijany, rusza z kopyta, jak nic zaraz się rozbijemy. Już to

widzę, pogrzeb, rodziny, przyjaciele, tacy młodzi, mój Boże, ale

sami sobie winni, byli kompletnie pijani, ponoć nie było co

zbierać. Już raz Matka mało co nas nie zabił, gdy wracaliśmy z

urodzin jednej z byłych ukochanych Kudłatego (piękna willa: w

podziemiach kominek, barek i miejsce do tańczenia, na parterze

wielki salon z szerokim wyjściem na taras, a stamtąd do

tajemniczego ogrodu. Duża kasa, odeszła od Kudłatego z jakimś

Włochem po usłyszeniu piosenki Erosa Ramazzottiego. Można się

porzygać). Matka był nawalony, zresztą chyba nikt nie był

trzeźwy, tylko resztki rozsądku miał Milczący, który przekonywał

brata, żeby ten zjechał na prawy pas i nie grzał ponad setką pod

prąd. Skończyło się i tak spokojnie, bo tylko na małej stłuczce.

Później samochód Matki zarósł trawą na Saskiej Kępie, a sam

Matka niedługo potem stracił prawo jazdy. Na razie jeszcze je

ma, jesteśmy na drodze z ośrodka "Kormoran" do ośrodka MSW,

gdzie zamieszkują panny ze spółdzielni "Prymat". Szybciej Matka,

co jest. W lewo, kurwa, w lewo. Dobrze, teraz prosto i później w

prawo, tam za zakrętem. Spółdzielnia "Prymat" czeka. To droga na

Gdańsk, może byśmy pojechali nad morze? Wszystko w swoim czasie,

na razie dziewczęta ze spółdzielni "Prymat" są priorytetem.

Będziemy je zabierali na imprezy późną jesienią, gdy o

dziewiątej wieczorem będzie już bardzo zimno, deszcz będzie

zacinał o szyby mieszkania Szamana, któremu na poprzedniej

imprezie ukradziono komplet sztućców, spokojnie Szaman, my nie

kradniemy, wyluzuj się, i rzeczywiście, Szaman już po dwóch

drinkach jest wyluzowany. Z jego obwieszonej kolorowymi

samoprzylepnymi karteczkami z dobrymi radami i poleceniami
  1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   14

Dodaj dokument na swoim blogu lub stronie

Powiązany:

Krzysztof Varga Chłopaki nie płaczą iconCzęść 3 Ryby płaczą w polskich rzekach. Deklaracje a praktyka. III. Perspektywy

Krzysztof Varga Chłopaki nie płaczą iconNo! Chłopaki! Łapy!! Piąteczka! Trzymamy się razem!

Krzysztof Varga Chłopaki nie płaczą iconDygresja o Simmlowskiej koncepcji listu / Krzysztof Łukasiewicz // W: Nie tylko o pocztówkach : szkice dedykowane Profesorowi Pawłowi Banasiowi / red. Stefan

Krzysztof Varga Chłopaki nie płaczą iconWykłady, panele dyskusyjne, pokazy filmów, warsztaty, koncert. A wśród gości m in. Jerzy Stuhr, Krzysztof Zanussi, Radosław Pazura, Bogdan Rymanowski, Katarzyna Kolenda-Zaleska, Tomasz Zubilewicz I Krzysztof Ziemiec

Krzysztof Varga Chłopaki nie płaczą iconA: Nie, nie, nie, nie, nie R: Pan sobie tam to wszystko przerobi. A: No dobrze. To dwa słowa pani powiem co to jest I czy koleżanka mówiła czy nie?

Krzysztof Varga Chłopaki nie płaczą iconOGŁoszenia duszpasterskie
«Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca I matkę»”

Krzysztof Varga Chłopaki nie płaczą iconJak się nazywasz? Main Name ist Krzysztof Witkowski Nazywam się Krzysztof Witkowski

Krzysztof Varga Chłopaki nie płaczą iconDobry wychowawca, który nie wtłacza a wyzwala, nie ciągnie a wznosi, nie ugniata a kształtuje, nie dyktuje a uczy, nie żąda a zapytuje przeżyje wraz z dziećmi

Krzysztof Varga Chłopaki nie płaczą iconCześć dziewczyny! Cześć chłopaki!

Krzysztof Varga Chłopaki nie płaczą iconCześć dziewczyny! Cześć chłopaki!

Umieść przycisk na swojej stronie:
Rozprawki


Baza danych jest chroniona prawami autorskimi ©pldocs.org 2014
stosuje się do zarządzania
Rozprawki
Dom