Dom Wschodzącego Słońca”




Pobierz 15.07 Kb.
NazwaDom Wschodzącego Słońca”
Data konwersji22.10.2012
Rozmiar15.07 Kb.
TypDokumentacja
Dom Wschodzącego Słońca”


Mój ojciec był pijakiem. Przepił całe życie i wyrzygał na stół własne wnętrzności, zanim umarł.

Ale zanim to się stało, zdążył spotkać jeszcze moją matkę, nastoletnią dziewczynę, którą zafascynował znany, nowoorleański muzyk. Bo mój ojciec był muzykiem; i to dobrym. Grał muzykę czarnych, choć sam był biały, jak śnieg na szczycie Yellowstone i rozumiał tę muzykę lepiej, niż niejeden czarny, bo płynęła w jego żyłach. Wpompował ją w siebie wraz z niezliczonymi szklankami whisky w tysiącu knajp, pubów i klubów w Nowym Orleanie. I czuł ją. To było prawdą wtedy i będzie prawdą zawsze. On czuł muzykę.

Być może miał w swych korzeniach jakiegoś czarnoskórego przodka i krążyła w jego żyłach odrobina czarnej krwi – tego nie wiem. Wiem jedno – był w nim ten smutek, ten ból i ta nostalgia, która tkwiła, tkwi i tkwić będzie w bluesie.

Mój ojciec nie był złym człowiekiem. Nigdy nie bił matki, nie bił mnie, ani nic z tych rzeczy. Po prostu on zupełnie się nami nie interesował. Miał swój świat, swoją muzykę, kluby, w których grywał i pił. Miał swój nałóg, który był całym jego światem, i który trzymał go przy życiu. Nic więcej.

I czy mogę go za to winić, że był taki, a nie inny? Czy mogę mu mieć za złe, że to przez niego matka przepłakała tyle nocy, by w końcu popełnić samobójstwo w wieku 32 lat?

Zapewne powinienem.

Ale nie zrobię tego, ale nie z jakichś altruistycznych pobudek, tylko z czystego, nieskalanego egoizmu, jaki wpoiło we mnie życie, a który powoduje, że pragnę zachować obraz mego domu jako miejsca, do którego mimo wszystko pragnę wrócić. A gdybym przyznał, że temu, iż opuściłem dom jest ojciec, nie mógłbym przestąpić jego progu po raz kolejny, odpychany lękiem przed spotkaniem z duchami przeszłości, które są wszędzie, gdzie mój ojciec był i czego kiedykolwiek dotknął.


Dziś mam 23 lata i jestem włóczęgą, złodziejem, czasem też pijakiem.

Jestem tym wszystkim, bo tego wszystkiego nauczyło mnie życie, a zarazem tylko tym, bo nie nauczyło mnie niczego więcej.

Całe moje życie to włóczęga, podróże autostopem z miejsca na miejsce, czasem krótkie odsiadki za włóczęgostwo. Rzadziej ciepły posiłek i pościel w podrzędnym hotelu, częściej kradzione na stacjach benzynowych batony i chipsy, i urywane drzemki w czasie jazdy ciężarówką.

Ale tak widocznie musi być. Takie otrzymałem życie i wziąłem, co dostałem, nie narzekając, nie złorzecząc nikomu, bo i tak nic to przecież nie pomoże.

Żyje tak, jak żyję i pogodziłem się z tym, choć może kiedyś spróbuję coś w swoim życiu zmienić? Może spróbuję odnaleźć drogę do domu i znajdę w sobie dość siły, by nią podążyć?

Kto wie…

Dziś jestem pewny jednego. Żyję, tak, jak żyję, jestem uczciwy wobec siebie samego, a sumienie mam czyste.

I nigdy nikogo nie zabiłem.


***


Deszcz siecze pionowymi strugami z sinobrunatnego nieba, rozbijając się z szumem o chodniki, parapety i ściany kamienic. Powietrze pachnie wilgocią i strachem, a szum ulewy tłumi dźwięki.

On klęczy w strugach tego deszczu, w ciemnościach, rozjaśnianych raz po raz przez błyskawice, a jego płaszcz ocieka wodą.

Ma zmierzwione, polepione w strąki włosy, jeszcze chwilę temu elegancko przyczesane. Krawat wysunął mu się zza kamizelki i jego koniec brudzi się w kałuży błota, w którą rozpaczliwie wbija swe kolana. Z ust kapie mu ślina, mieszająca się z deszczem, łzami płynącymi z zaciśniętych powiek i krwią kapiącą z rozbitego nosa, a krótkie, serdelkowate palce macają na ślepo przed sobą w poszukiwaniu strąconych z tłustej twarzy okularów, kurcząc się przy tym i rozkurczając, jak macki jakiejś dziwnej, miniaturowej ośmiornicy.

Trzymam broń. Moje zbielałe od zimna i wysiłku palce oplatają chłodna i mokrą powierzchnię chwytu 9 mm rewolweru Colt Python o lśniącej nierdzewną stalą 6-calowej lufie.

Dłoń mi drętwieje, wystawiona na lodowate chłostanie deszczu, ale nie drżę z zimna. Drżę z podniecenia. Mam władzę.

Jestem jak Bóg, jak sam Zeus Gromowładny, a ten kawałek metalu w moich rękach daje mi moc panowania nad życiem, moc wzniecenia grzmotu.

Mogę zadać śmierć.

Czuję zawroty głowy, jakbym był pijany, choć od dwóch dni nie wypiłem ani kropli i odczuwam irytujące pieczenie w gardle i przełyku. Ale to teraz to nie jest ważne. Teraz patrzę, jak to śmieszne ciało, kulące się przede mną drży, targane spazmami strachu, całkowicie zdane na moją łaskę.

Unoszę broń przed oczy. Przyglądam się jej, kiedy nagły błysk pioruna rozjaśnia na moment świat wokół mnie i widzę w gładkiej, błyszczącej stali odbicie czyjejś twarzy.

Twarzy upiora; bladej, o wytrzeszczonych oczach i ustach wykrzywionych w spazmatycznym uśmiechu.

Czy to moja twarz?

Kieruję w to kulące się przede mną, drżące ciało i czuję, jak sam zaczynam drżeć, trząść się jak w napadzie padaczki, kiedy nie można zapanować nad własnym ciałem

Mierzę powoli, uważnie. Zbliżam lufę do głowy klęczącego; mimo drżenia ręki udaje mi się to zrobić. Sam jestem zaskoczony, z jaką łatwością mi to przychodzi.

Twarz… twarz upiora… blada.… moja twarz…?


***


Powietrze przeszywa nagły grzmot, którego echo toczy się jeszcze długo potem pośród martwych i zimnych brył kamienic. Niebo dalej rzewnie płacze deszczem, a grzmoty zdają się być żałosnym lamentem, niesionym wraz ze stukotem ciężkich kropel deszczu przez ulice miasta. Tak będzie aż do świtu.


***


Jestem w drodze do domu. Po raz pierwszy naprawdę to czuję, choć byłem na tej drodze już od wielu lat, mimo że nie podążałem nigdy we właściwym kierunku.

A dziś wiem, że jestem zdolny zakończyć tę podróż u celu.

Bez przerw, bez zbaczania na pośrednie ścieżki. Wprost do domu.

Aby to zrozumieć, to, że tego właśnie potrzebuję musiałem stanąć na krawędzi. Aby zobaczyć, gdzie jest moje miejsce i kim jestem musiałem stoczyć się na dno, poczuć smak porażki, palący wargi, jak piołun.

Musiałem stanąć na linii, której przekroczenie nie dawało szansy powrotu i wybrać.

Wybrałem to, czego zawsze pragnąłem najbardziej.

A gdy znalazłem się na dnie widziałem twarz śmierci.

Kryła się w zimnej 6 – calowej lufie, na której końcu kołatało życie.

I miałem prawo wybrać. Ale nie pomiędzy życiem, a śmiercią tego, który klęczał przede mną w kałuży deszczu i własnego moczu, lecz pomiędzy tym, kim jestem i tym, kim mogę się stać.

I wtedy zrozumiałem.

Teraz czeka na mnie dom. To samo miejsce, gdzie ojciec zapił się na śmierć, wyrzygawszy na stół własne wnętrzności, a matka popełniła samobójstwo. To samo miejsce, gdzie zostałem poczęty w jej bólu i krwi, i w oparach whisky, które unosiły się zawsze tam, gdzie pojawiał się ojciec.

To samo miejsce, gdzie po raz pierwszy zobaczyłem świat i skąd po śmierci matki pragnąłem uciec.

To samo miejsce, gdzie oglądałem najpiękniejsze wschody słońca.

Teraz jadę właśnie tam.

Stary, zdezelowany cadillac połyka żarłocznie kilometry, mierzone wąską, białą nitką na autostradzie, by zawieść mnie właśnie w to miejsce.

Miejsce, gdzie mogę wrócić, kimkolwiek jestem i co robię. I jadę tam z podniesioną głową, bo nigdy nie stałem się tym, kim mogłem się stać. Nigdy nikogo nie zabiłem.

Wracam tam, gdzie zawsze będzie dla mnie miejsce.

Do Domu Wschodzącego Słońca.


? – 08 2005 Malmo, Szwecja

korekta 01 – 13 01 2005 Orle Gniazdo

Dodaj dokument na swoim blogu lub stronie

Powiązany:

Dom Wschodzącego Słońca” iconPlan biwaku „w krainie wschodzącego słOŃCA”

Dom Wschodzącego Słońca” iconWidok dużego, białego autokaru stojącego pod szkołą, odbijającego złociste promienie wschodzącego słońca wywołał ekscytację w każdym z nas. Był poniedziałkowy

Dom Wschodzącego Słońca” iconMój dom otulony wiatrami pośród deszczu samotnie stoi a d c e ze słońca wschodami I zachodami, z gwiazdą na czubku topoli. F c d E

Dom Wschodzącego Słońca” iconZnając czas obiegu Ziemi dokoła Słońca t = 365,24 dni oraz średni promień orbity ziemskiej r = m, oblicz masę Słońca

Dom Wschodzącego Słońca” icon108 m. Oblicz średnią gęstość Słońca przyjmując, że przyspieszenie grawitacyjne Ziemi ma wartość 9,81m/ Zaprojektuj metodę obliczenia wartości przyspieszenia grawitacyjnego Słońca, jego masy I średnicy. Zadanie 2

Dom Wschodzącego Słońca” iconWykaz imprez zorganizowanych przez Miejski Dom Kultury Dom Środowisk Twórczych w 2005 r

Dom Wschodzącego Słońca” iconWykaz imprez zorganizowanych przez Miejski Dom Kultury Dom Środowisk Twórczych w 2011 r

Dom Wschodzącego Słońca” iconWykaz imprez zorganizowanych przez Miejski Dom Kultury Dom Środowisk Twórczych w 2008 r

Dom Wschodzącego Słońca” iconWykaz imprez zorganizowanych przez Miejski Dom Kultury Dom Środowisk Twórczych w 2005 r

Dom Wschodzącego Słońca” iconPrzy świetle wschodzącego poranka chwalimy Ciebie, Panie, bo Ty jesteś Odkupicielem całego stworzenia. Podaruj nam w swoim miłosierdziu dzień napełniony

Umieść przycisk na swojej stronie:
Rozprawki


Baza danych jest chroniona prawami autorskimi ©pldocs.org 2014
stosuje się do zarządzania
Rozprawki
Dom