Traktat o Jezusie Chrystusie




Pobierz 237.14 Kb.
NazwaTraktat o Jezusie Chrystusie
strona5/5
Data konwersji26.10.2012
Rozmiar237.14 Kb.
TypCharakterystyka
1   2   3   4   5

Trwale znaczenie Soboru Konstantynopolitańskiego III

Aktualne znaczenie soborowego wyznania wiary z 681 r. zawie­ra się prawdopodobnie głównie w naświetleniu „płaszczyzny bytu", czyli chalcedońskiej doktryny o dwóch naturach, w jej skutkach dla „płaszczyzny działania". Definicji chalcedońskiej wciąż zarzu­cano zbyt statyczne ujmowanie dwóch natur Chrystusa w samej ich istocie. Wrażenie takie mogło jednak się pojawiać tylko tam, gdzie rozważano definicję Chalcedonu samą w sobie, w odizolowaniu od innych orzeczeń. Zbyt rzadko jednak szósty sobór ekumeniczny od­nosi się wprost do właściwego rozumienia Chalcedonu, chociaż poj­muje swoje orzeczenie wyraźnie jako doprecyzowujący wykład defi­nicji chalcedońskiej. O ile więc Chalcedon powiedział o Chrystusie, że jest On „doskonały w bóstwie, doskonały w człowieczeństwie", to sobór z 681 r. wyciąga stąd wniosek, iż Chrystus musiał mieć także doskonałą wolę ludzką.

Taka relektura Soboru Chalcedońskiego w świetle soboru z 681 r. mogłaby dopomóc w znalezieniu drogi wyjścia z dylematu typowe­go dla chrystologii bardziej „funkcjonalnej" lub też bardziej „onto-logicznej". Mogłaby mianowicie pokazać, że tak mocno podkreśla­ny obecnie („funkcjonalny") aspekt „bycia dla innych", czyli tzw. „pro-egzystencji" Chrystusa, osiąga całą swoją siłę dopiero wówczas, gdy Jego ludzka pro-egzystencja jest rzeczywiście ludzką egzystencją odwiecznego Słowa. To „dła nas" życia, śmierci i zmartwychwsta­nia Jezusa jest przeto czymś znacznie więcej niż jakimś wspania­łym tylko wzorcem etycznym, albowiem On, odwieczny Syn, który stał się człowiekiem, „ludzkimi rękoma pracował, ludzkim myślał umysłem, ludzką działał wolą, ludzkim sercem kochał" (KDK 22). Wtedy także wzorczość Jezusa otrzymuje całą swoją siłę znaczenia: Jego ludzkie działanie jest ludzkim działaniem samego Boga.

To zaś prowadzi do stwierdzenia, że w Chrystusie akty ludzkiej wolności nie zostają „połknięte" lub zniweczone przez wolę boską, co z kolei ma wielkie następstwa dla właściwego rozumienia ludz­kiej wolności. Skoro „boska Osoba zapragnęła naszego zbawienia na sposób ludzki", zbawienie to oznacza przywrócenie nam ludzkiej wolności. Sobór Watykański II ujął to w odniesieniu do Bożego ob­razu w człowieku: Chrystus, „doskonały człowiek", „przywrócił sy­nom Adama podobieństwo Boże, zniekształcone od czasu pierwszego grzechu" (KDK 22). Tenże sam sobór mówi o tym krótko: „Wolność prawdziwa zaś to szczególny znak obrazu Bożego w człowieku. Bóg bowiem zechciał człowieka «pozostawić w ręku rady jego» (Syr 15, 14), żeby Stworzyciela swego szukał z własnej ochoty i Jego się trzy­mając, dobrowolnie dochodził do pełnej i błogosławionej doskonało­ści. Tak więc godność człowieka wymaga, aby działał ze świadome­go i wolnego wyboru, to znaczy osobowo, od wewnątrz poruszony i naprowadzony, a nie pod wpływem ślepego popędu wewnętrzne­go lub też zgoła przymusu zewnętrznego" (KDK 17). Sobór z roku 681 ukazał ubocznie (nie o to mu bowiem wprost chodziło) tę we­wnętrzną więź pełnej ludzkiej woli Chrystusa z wolnością człowieka jako Bożego obrazu. Nie może więc odtąd istnieć żadna wątpliwość co do tego, iż wraz z wyznaniem wolnej ludzkiej woli Chrystusa na­stąpiło także wyznanie wolności człowieka, podobnie jak wyznanie pełnego, nienaruszonego człowieczeństwa Chrystusa w Chalcedonie zawiera już w sobie „tak" dla niepodważalnego, pozytywnego, wła­snego znaczenia bytu ludzkiego.

Władimir Sołowiow (zm. 1900) ukazał w sposób bardzo po­ruszający tę więź godności człowieka z wyznaniem wiary w Chry­stusa na szóstym soborze ekumenicznym. Określił on monoteletyzm następująco:

„Człowiek-Bóg (Chrystus) nie ma ludzkiej woli i nie działa jak człowiek, a Jego człowieczeństwo jest czysto bierne i określo­ne wyłącznie przez absolutny fakt Jego boskości. Mamy więc tutaj całkowitą negację ludzkiej wolności i energii - przed nami pozostaje już tylko fatalizm i kwietyzm. Człowieczeń­stwo nie ma bowiem udziału w swoim ocaleniu: to sam Bóg działa. Jedynym zadaniem chrześcijan jest bierne poddawa­nie się boskiemu działaniu, które reprezentuje, w swym du­chowym odniesieniu, niewzruszony Kościół, a w odniesieniu świeckim - święta władza boskiego Augusta. Ponad pięćdzie­siąt lat popierana przez cesarstwo i całą hierarchię wschod­nią, z wyjątkiem kilku mnichów, którzy byli zmuszeni szukać schronienia w Rzymie, herezja monoteletyczna została wresz­cie pokonana w Konstantynopolu (w r. 680) "74.

Sołowjow wciąż podkreśla ten ścisły związek pomiędzy chrystologiczną ortodoksją a chrześcijańskim obrazem człowieka. Wiel­kie znaczenie soboru z r. 681 widzi on w tym, że ten właśnie zwią. zek „mógł wejść w ogólną świadomość Kościoła". Bez ludzkiej woli i bez ludzkiego sposobu działania ludzka natura Chrystusa „nie mia­łaby wcale realnego znaczenia: byłaby tylko dodatkiem do bosko-ści"75. Wynikałoby zaś z tego: „Wolność człowieka, całkowite dopa­sowanie się do woli Bożej, dobrowolne z nią współdziałanie — zo­stałoby całkowicie unicestwione przez tę wyższą wolę; w ten spo­sób boska wola jawi się jako coś całkowicie zgubnego dla człowie­ka, a zarazem naturalnie koniecznego"76. Takiemu „bezludzkiemu" Bogu, jak go SOŁOWJOW nazywa, odpowiada taki obraz człowie­ka, który rezygnuje z „przekształcenia życia całego społeczeństwa w duchu Chrystusowym". Natomiast podstawę takiego właśnie prze­kształcenia oraz wiary w możliwość jego dokonania SOŁOWJOW wi­dzi w wyznaniu soboru z 681 roku: „Do wypełnienia tego zada­nia niezbędne jest działanie wolnej woli ludzkiej, która pozostawia Bogu szersze pole działania"77.

Soteriologiczne znaczenie nauki o dwóch wolach

Nauka o dwóch wolach Jezusa ma także wybitnie soteriologiczne znaczenie. Chrystus doprowadza nas, ludzi, w sposób wybra­ny przez samego siebie, po ludzku, do tego, abyśmy mogli pragnąć tak jak On. Umiłował On nas jednak bardziej - wyrażenie to po­chodzi od MAKSYMA - od siebie samego, kiedy rezygnując ze swo­jej wspaniałości zajął nasze miejsce, wziął na siebie śmierć, mękę i wrogość. W ten sposób otworzył ludziom drogę do większego miłowania Boga i bliźnich niż siebie samego. Ten nowy eschato­logiczny sposób istnienia Bożego panowania stał się możliwy jedy­nie dlatego, że to właśnie w Chrystusie stał się on ludzkim spo­sobem istnienia, dokładnie takim, w jaki sam Chrystus przeżył po ludzku swoje boskie samoogołocenie. Chrześcijański sposób istnie­nia, którego najwyższą wzorcową formą jest miłość nieprzyjaciół, stał się dla nas możliwy, albowiem w Chrystusie stał się on ludz­kim sposobem istnienia. Ludzka wola nie została w Nim przekre­ślona, lecz odnowiona.

Od momentu popadnięcia w grzech pierworodny wykrzywio­na została w człowieku relacja pomiędzy wolą naturalną i osobową. Człowiek pragnie dobra, albowiem jest ono współnaturalne dla niego i właśnie dlatego sprawia mu radość. Jednak jego wola jest tak wy­paczona, że nie czyni on dobra, jakiego pragnie, lecz zło, którego nie chce (por. Rz 7, 19). Nie leży to oczywiście w samej naturze rozum­nej woli, lecz właśnie w tym, że nasza wola ma odwrócony na sku­tek grzechu tropos, tak że sposób, w jaki posługujemy się wolą, jest odwrócony przez grzech. Człowiek z samej swej natury pragnie jed­ności z innymi ludźmi. Egoizm jednak sprawia, że ci inni jawią się jako zagrożenie. Tylko miłość może zatem doprowadzić do wypeł­nienia tego dążenia ludzi do jedności. Nie wykluczająca nikogo mi­łość do wszystkich ludzi, także do wrogów, zdaje się jednak być prze­ciwna naturze (contra naturam). Albowiem cóż jest bardziej natural­nego od wrogiej reakcji na tego, kto źle mi czyni. Z drugiej strony jest faktem, że ludzie nawzajem „się pożerają" w następstwie tego rzekomo „naturalnego" reagowania. A przecież to wzajemne kąsanie się i pożeranie jest całkowicie sprzeczne z naturą. Sprzeciwia się ono dążeniu do jedności i wspólnoty. Jest to paradoks, że najgłębsze pra­gnienie, jakie kryje się w człowieku, mianowicie dążenie do jedności, może się urzeczywistnić tylko przez brak ciągłości, kiedy to człowiek zdaje się sam zatracać i wybiera nie siebie, lecz drugiego. Ale wła­śnie wtedy wypełnia się to jego naturalne dążenie78.

Chrystus pokonał dialektykę wrogości, kiedy na Krzyżu wybaczył swoim oprawcom. Tym samym wprowadził też miłość Ojca, któ­ry Go posłał, w sam środek największej wrogości. Maksym Wyznawca widzi przeto typowo zbawczy czyn Jezusa także w tym, że przemógł On moc wrogości79. Chrystus wypełnia w ten sposób suge­rowaną już w Starym Testamencie dynamikę odkupienia, która wy­łania się poniekąd z opowiadań o relacji pomiędzy Dawidem i Saulem. Dawid miał dwa razy możliwość zamordowania swego prześla­dowcy Saula. Nie podniósł jednak ręki na niego. Dwukrotnie do­chodzi też do końcowego spotkania (l Sm 24 i 26). Za każdym ra­zem Saul jest poruszony: „«Czy to twój głos, synu mój, Dawidzie?». I zaczął Saul głośno płakać. Mówił do Dawida: «Tyś sprawiedliw­szy ode mnie, gdyż odpłaciłeś mi dobrem, podczas gdy ja odpła­ciłem ci złem»" (l Sm 24, 17-18). Dawid, człowiek „według Ser­ca Bożego" (por. Dz 13, 22), przełamuje krąg dialektyki wrogości. Obaj stają oko w oko ze sobą, w swojej autentycznej prawdzie, już nie wplątani w tryby wrogości, Dawid jako zalękniony, Saul jako zagrożony, który właśnie dlatego musi grozić i prześladować. Dawid jest „człowiekiem według Serca Bożego", albowiem w nim postawa Boga samego staje się wyraźnie widoczna: „odpłaciłeś mi dobrem, podczas gdy ja odpłaciłem ci złem" (w. 18). Taka jest Boża posta­wa. Bóg nawraca, przemienia serce Izraela nie siłą, gwałtem, albo­wiem nie ma nawrócenia tego rodzaju. Pan chce „mówić Izraelowi do serca" (Oz 2, 16). Chce, aby nawrócenie Izraela dokonało się na skutek Jego wierności, a nie Jego siły, dzięki Jego miłosierdziu, a nie mocą Jego sądu. Nawrócenia człowieka dokonuje bowiem nie „fizyczna" pra-przyczynowość działania Bożego, na którą człowiek miałby być nieodwołalnie wystawiony, lecz ta inna pra-przyczyno­wość, która może się uskuteczniać wyłącznie w ludzkiej wolności, do niczego jej nie zmuszając, pra-przyczynowość miłości.

Tak oto wyniszczenie Syna, Jego miłość posuwająca się aż do miłowania nieprzyjaciół, staje się drogą, która wywołuje ogołoce­nie człowieka. Tylko miłość może wydobyć miłość. Miłość wro­gów jako wola, aby ten inny był (w sensie augustynowej defini­cji miłości: volo ut sis, chcę, abyś był), jest jedyną drogą pozwalają­cą przezwyciężyć dialektykę wrogości i miejscem ponownego ewen­tualnie otwarcia się na komunię oraz podtrzymania tego otwarcia w przypadku, gdy ten inny, wróg, ociąga się lub odmawia takiego otwarcia. Miłość nieprzyjaciół jawi się wówczas jako w pełni ludz­ka i naturalna, zgodna całkowicie z naturą ludzką, która jest ukie­runkowana na wspólnotę. Daje się jednak urzeczywistnić tylko po­przez ustawiczne przezwyciężanie własnej tendencji do zamykania się w sobie. Oczywiście, skoro stanowi eschatologiczne ukształtowa­nie ludzkiej egzystencji, możliwa jest tylko w Chrystusie, który jest nowo ukształtowanym eschatologicznie człowiekiem. Taka „postać egzystencji Bożego panowania", której jak najbardziej pewnym kry­terium jest miłość nieprzyjaciół, możliwa jest tylko dzięki Chrystu­sowi, a dokładniej: w Chrystusie, który sam jest w pewnym stop­niu formą takiej egzystencji.

„Jest rzeczą niemożliwą, aby ktoś pokochał krzywdziciela na­wet w wypadku opuszczenia wszystkich rzeczy, jeśli przed­tem nie poznał nauki Bożej. Jeśli zaś za łaską Bożą poznał i stara się żyć według niej, potrafi z serca pokochać krzyw­dziciela, podobnie jak apostołowie, ale dopiero po poznaniu nauki Zbawiciela i Jego misji zbawczej"80.

Jedność ludzi i pojednanie się z Bogiem i ludźmi stają się możliwe tylko w tej miłości, która wszystko tajemne, ukryte dążenia czło­wieka, kształtuje na nowo według tej jedności. Z drugiej strony mi­łość jest tą jedyną drogą, na której można urzeczywistnić tę jed­ność bez przymusu w stosunku do kogoś innego. To ona kieru­je tego innego ku sobie samemu, utwierdza go w jego wolności, ale nie przez jakiekolwiek sposoby przymusu. Miłość nieprzyjaciół, w której człowiek tak się zachowujący wobec swego wroga kieruje się zupełnie bezbronnie do jego serca, a więc nie wkracza w dia­lektykę wrogości, lecz rozrywa jej krąg diabelski i dosięga serca tego drugiego, sprawia, że relacja pomiędzy nimi dwoma staje się na nowo możliwa. Kto w ten sposób spotyka się ze swoim wrogiem, widzi w nim już nie wroga, lecz patrząc - by tak powiedzieć — oczyma sa­mego Boga, dostrzega w nim człowieka, osobę, i daje w ten sposób odpowiednią przestrzeń wrogowi, w której on sam nie będzie już wi­dział w swoim przeciwniku wroga, lecz jedynie tego, kto staje przed nim bezbronny i otwarty Wraz z kwestią woli pochalcedoński rozwój dogmatu kieruje się znów bardzo wyraźnie i jednoznacznie w sam środek Ewangelii, czyli do sposobu bycia, określonego w Kazaniu na Górze, ubogiego, nace­chowanego miłością nieprzyjaciół, zaufaniem do niebieskiego Ojca, który żywi ptaki i pola. „Stracić swoje życie, aby je zachować" (Mt 16, 25) - wszystko to ma tutaj swój początek i swój wzór pierwot­ny: w nowym sposobie istnienia Syna, który sposób swego odwiecz­nego bycia Synem czyni sposobem egzystencji swojego człowieczeń­stwa, kiedy sam żyje jako prapostać Kazania na Górze.



8. DEFINICJE CHRYSTOLOGICZNE SOBORÓW A WIARA WSPÓŁCZESNEGO KOŚCIOŁA


Podczas poprzednich analiz, przedstawiając chrystologicz­ne nauczanie Soborów ekumenicznych i Ojców, mogliśmy zdać sobie sprawę z wielkiego wysiłku ludzkiego umysłu, jaki został podjęty dla przeniknięcia tajemnicy Człowieka-Boga i odczy­tania w niej prawdy o Jego naturze ludzkiej i Boskiej, o dwoistoś­ci i jedności natur w osobie Słowa, o przymiotach i zdolnościach natury ludzkiej doskonale współbrzmiących i podporządkowanych Boskiemu Ja. Sobory przełożyły owoce swej pogłębionej lektury na język pojęć i terminów zaczerpniętych z języka potocznego, który spontanicznie wyraża zwykły sposób poznania i rozumowa­nia, wcześniejszy aniżeli pojęciowy język jakiejkolwiek szkoły filozoficznej czy teologicznej. Nie brak w dziełach Ojców docie­kań, rozważań i starań o udoskonalenie formy wyrazu, tak jak nie brak ich w późniejszych wiekach historii Kościoła, kiedy to stoso­wane w chrystologii pojęcia i terminy — zwłaszcza termin „oso­ba" — zostały pogłębione i uściślone także z wielką korzyścią dla ogólnego rozwoju myśli ludzkiej. Jednak znaczenie tych pojęć w zastosowaniu do prawdy objawionej nie było związane z po­szczególnymi autorami lub szkołami, ani przez nich uwarunkowane. Jest to znaczenie stosowane w normalnym języku ludzi wszel­kich czasów, wykształconych i niewykształconych, o czym można się przekonać na podstawie analizy formułowanych w tym języku definicji.

Łatwo zrozumieć, że w czasach nam bliższych, wobec dą­żeń do wyrażenia prawdy objawionej w języku, który odpowiadałby nowym pojęciom filozoficznym czy naukowym, niektórym ludziom sprawia trudność przyjęcie i stosowanie dawnej termi­nologii, a zwłaszcza rozróżnienia pomiędzy naturą i osobą, odgrywającego podstawową rolę w tradycji chrystologicznej i w teologii trynitarnej. Szczególnie jeżeli szuka się inspiracji w poglądach różnych nowoczesnych szkół, które kładą nacisk na filozofię języka i hermeneutykę, oparte na założeniach relatywizmu, subiek­tywizmu, egzystencjalizmu, strukturalizmu itp., dochodzi się do lekceważenia czy wręcz odrzucenia dawnych pojęć i terminów, jako przesiąkniętych duchem scholastycznym, formalizmem, sta­tycznych, ahistorycznych itp., a więc dziś niezdatnych do wyra­żania i przekazywania tajemnicy żywego Chrystusa.


Co jednak nastąpiło potem? Przede wszystkim niektórzy popadli w nowe formy scholastycyzmu, wprowadzając pojęcia i terminologie związane z nowymi prądami myśli filozoficznej i naukowej, nie dbając o to, jakie jest ich prawdziwe odniesienie do języka potocznego i — można powiedzieć — do powszechnego
rozumienia, które także dzisiaj jest niezbędne do wzajemnego
porozumiewania się w sferze myśli i w życiu. Po drugie, nastąpiło łatwe zresztą do przewidzenia przejście od otwartego kryzysu w zakresie języka do relatywizacji dogmatu nicejskiego i chalcedońskiego, który został uznany za zwykłą próbę lektury historycznej, przedawnioną, przestarzałą i nie spełniającą wymogów
współczesnej umysłowości. To przejście było i jest bardzo ryzy­kowne i może prowadzić do rozwiązań z trudem dających się pogodzić z danymi Objawienia.


Tak więc w tym nowym języku mówi się o istnieniu w Je­zusie Chrystusie „osoby ludzkiej", opierając się na fenomenologicznej koncepcji osobowości, na którą składa się ogół przejawów świadomości i wolności, bez dostatecznego uwzględnienia ontologicznego podmiotu, który znajduje się u jej podstaw. Albo też sprowadza -się Boską osobowość Jezusa do samoświadomości boskości", przy czym przez Wcielenie niekoniecznie rozumie przyjęcie ludzkiej natury przez Boskie, transcendentne i istniejące od wieków Ja. Te poglądy, które mają swój oddźwięk w sposobie rozumienia dogmatu maryjnego, a w szczególności boskiego macierzyństwa Maryi, ściśle związanego w nauce Sobow z dogmatem chrystologicznym, prawie zawsze zawierają w sobie zaprzeczenie rozróżnienia między naturą i osobą, które to rozróżnienie Sobory przejęły z języka potocznego i przepracowały teologicznie, czyniąc zeń klucz do interpretacji tajemnicy Chrystusa.

To wszystko, o czym oczywiście zaledwie tu wspomnieliśmy pozwala nam zrozumieć, jak delikatną sprawą jest wprowadzanie nowego języka do teologii zwłaszcza wtedy, gdy wychodząc od odrzucenia dawnych pojęć (na przykład tych, które określa się jako „hellenistyczne"), ulej się nowym kategoriom czy terminom do tego stopnia, że w ich imię manipuluje się samą istotą prawdy objawionej.

Nie znaczy to, że nie można i nie należy kontynuować dociekań nad tajemnicą Słowa Wcielonego i „szukać coraz to bardziej odpowiedniego sposobu podawania doktryny chrześcijańskiej^ zgodnie z zasadami i z duchem Soboru Watykańskiego II, który w ślad za Janem XXIII mówi, że „czym innym jest sam depozyt wiary, czyli jej prawdy, a czym innym sposób ich wyrażania prą zachowaniu jednak tego samego sensu i znaczenia" (Gaudium spes, 62; por. Jan XXIII, Przemówienie na rozpoczęcie Soboru 11 października 1962: AAS 54 [1962], s. 792).

Do umysłowości współczesnego człowieka, uformowanej według kryteriów i metod poznania naukowego, należy dotrze^ J uwzględniając jej skłonność do zgłębiania różnych dziedzin wie?j! dzy, ale także jej najgłębsze dążenie do tego, co jest „poza", jakościowo przewyższa wszystkie granice doświadczenia i J chunku, jak również jej często dającą o sobie znać potrzebę taki«|| mądrości, która bardziej zaspokaja i dostarcza motywów działania niż nauka. Wówczas się okazuje, że współczesna umysłowość wcielenie jest głucha na naukę o „najwyższych racjach" życia i o i< ostatecznym odniesieniu do Boga. Stąd możliwość mówienia w sposób uzasadniony i lojalny o Chrystusie w Ewangelii i o Chrystusie historycznym, ze świadomością tajemnicy, a więc językiem pełnym zająknięć, ale jednocześnie posługującym się jasnymi pojęciami wypracowanymi z pomocą Ducha Świętego przez So­bory i Ojców, i przekazywanymi nam przez Kościół.

I tak wyłania się prawda o tym, że w Jezusie z Nazaretu, w Je­go doświadczeniu i wiedzy wewnętrznej dokonuje się najwyż­sza realizacja „osobowości", także w jej wartości sensus sui, czyli samoświadomości jako fundamentu i witalnego ośrodka całej dzia­łalności wewnętrznej i zewnętrznej, dokonującej się jednak w sfe­rze nieskończenie wyższej — w Boskiej Osobie Syna. Wyłania się również prawda o Chrystusie, konkretnej postaci i wydarzeniu historycznym (factum ex muliere, natum sub legę: Ga 4, 4), które zawiera w sobie uniwersalną wartość człowie­czeństwa pomyślanego i stworzonego w „przedwiecznym planie" Boga. Prawda o Chrystusie jako pełnej realizacji przedwiecznego Planu, wyrażonego w „przymierzu" i w „królestwie" — Bog i człowieka — które znamy z proroctwa i z dziejów biblijnych. Prawda o Chrystusie, przedwiecznym Logosie, świetle i racji wszystkich rzeczy (por. J l, 4. 9 n.), który przyjmuje ciało i staje się obecny pośród ludzi, pośród rzeczy, w samym sercu dziejów, aby się stać — wedle planu Boga Ojca — ontologiczną Głową wszechświata, Odkupicielem i Zbawcą wszystkich ludzi, Odnowicielem, który jednoczy wszystko to, co w niebiosach i to, co na ziemi (por. Ef l, 10).

7. Pozostając z dala od wszelkich pokus materialistycznego czy panlogicznego monizmu, nowa refleksja nad tajemnicą Boga, który przyjmuje człowieczeństwo, aby nadać mu jego pełny sens, zbawić je i przyjąć do ostatecznej komunii swojej chwały, nie traci nic ze swego uroku i pozwala dotrzeć do głębi swej prawdy i piękna także wtedy, gdy — rozwijana i prowadzona w obrębie chrystologii Soborów i Kościoła — używa nowych sformułowań teologicznych, filozoficznych i artystycznych (por. Gaudium et spes, 62), dzięki którym dusza ludzka może przybliżać się coraz bardziej do niewyczerpanych treści Bożego Objawienia.

1   2   3   4   5

Powiązany:

Traktat o Jezusie Chrystusie iconUmiłowani w Jezusie Chrystusie

Traktat o Jezusie Chrystusie iconKlasa III 22. Pozachrześcijańskie świadectwa o jezusie chrystusie

Traktat o Jezusie Chrystusie iconBiblijne świadectwa o bogu ojcu I jezusie chrystusie

Traktat o Jezusie Chrystusie iconChrystologia – nauka o Jezusie Chrystusie Opr. Marcin Balawander sdb Plan skryptu

Traktat o Jezusie Chrystusie iconSoteriologia – nauka o Jezusie Chrystusie Odkupicielu Opr. Marcin Balawander sdb Plan skryptu

Traktat o Jezusie Chrystusie iconJan jest postacią graniczną między zapowiedzią o urzeczywistnieniem się zbawienia w Jezusie Chrystusie

Traktat o Jezusie Chrystusie icon1. 1 Jakkolwiek czwarta Ewangelia przedstawia podobnie jak trzy synoptyczne model świadectwa apostolskiego o Jezusie Chrystusie, jest to świadectwo dość

Traktat o Jezusie Chrystusie iconKryteria oceniania na poszczególne stopnie z katechezy w zakresie V klasy Szkoły Podstawowej w Rogach w roku szkolnym 2010/2011, do programu nr az-2-01/1 I podręcznika nr az-22-01/1-5 „Umiłowani w Jezusie Chrystusie” pod red ks. Stanisława Łabendowicza

Traktat o Jezusie Chrystusie icon5 z cyklu „prawda, która jest w chrystusie” wolnośĆ w chrystusie

Traktat o Jezusie Chrystusie iconTraktat zmieniający Traktat o Unii Europejskiej, traktaty ustanawiające Wspólnoty Europejskie oraz niektóre związane z nimi akty

Umieść przycisk na swojej stronie:
Rozprawki


Baza danych jest chroniona prawami autorskimi ©pldocs.org 2014
stosuje się do zarządzania
Rozprawki
Dom