John Eldredge Dzikie serce Tęsknoty męskiej duszy




Pobierz 0.63 Mb.
NazwaJohn Eldredge Dzikie serce Tęsknoty męskiej duszy
strona1/18
Data konwersji28.10.2012
Rozmiar0.63 Mb.
TypDokumentacja
  1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   18
John Eldredge

Dzikie serce

Tęsknoty męskiej duszy


Przełożyła: Justyna Grzegorczyk

Tytuł oryginału Wild at Heart

Published in Nashville, Tennessee, by Thomas Nelson, Inc.

© Copyright by John Eldredge, 2001 © Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo W drodze, 2003

Redaktor Lidia Kozłowska

Redaktor techniczny Justyna Nowaczyk

Projekt okładki i stron tytułowych Agnieszka Bartkowicz

Cum permissione auctoritatis ecciesiasticae

ISBN 83-7033^181-4

Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów W drodze, Poznań 2003 ul. Kościuszki 99, 60-920 Poznań teł. i faks (061) 852 39 62 e-mail: sprzedaz@wdrodze.pl www.wdrodze.pl

Dla Samuela, Blainea i Luke'a. Kocham wasze wojownicze serca. Z pewnością macie to, co potrzeba.

Wiośnie skończyłem czytać nową książkę Johna Eldredge 'a, Dzikie serce. Jestem głęboko poruszony jej treścią. Nie czytałem tak dobrej i inspirującej książki od co najmniej pięciu łat. Latem planuję sięgnąć po nią ponownie, tym razem jednak będę czytał o wiele wolniej. Eldredge dzieli się wspaniałymi pomysłami, które przedstawia w sposób twórczy i, co ważne, bez frazesów. Jeśli czytelnik zdecyduje się wyruszyć wraz z nim w tę cudowną wędrówkę, w jego umyśle otworzą się nowe perspektywy. Jego poglądy, jeśli chodzi o nazwanie zranień, odważne zmierzenie się z nimi i leczenie ich aż do skutku, okażą się z pewnością pomocne dla wielu mężczyzn. Książkę tę powinien przeczytać każdy mężczyzna, jego żona i każda matka mająca syna.

Charles R. Swindoll 28 czerwca 2001

Podziękowania

Proszę, aby moje podziękowania zechcieli przyjąć wszyscy ci, którzy pomogli mi wspiąć się na ten szczyt:

Sam, Blaine, Jenny, Aaron, Morgan. Cherie, Julie, Gary, Leigh, Travis, Seaty i Stasi. Brian i Kyle od Thomasa Nelsona. Czwartkowa grupa pokerowa. I wszyscy ci, którzy niezależnie od tego, czy byli blisko, czy daleko, modlili się za mnie.

Brent, od którego nauczyłem się, co to znaczy być mężczyzną, oraz Craig za podjęcie wyzwania.

Wstęp

Wiem. Prawie chcę przeprosić. „Boże — czy naprawdę potrzebu­jemy kolejnej książki dla mężczyzn?"

Nie. Potrzebujemy czegoś innego. Potrzebujemy pozwolenia.

Pozwolenia, abyśmy byli tym, kim jesteśmy — mężczyznami stwo­rzonymi na obraz Boga. Pozwolenia na życie z głębi serca, a nie według listy „powinienem" i „muszę", która tak wielu z nas męczy i nudzi.

Przeważnie przesłania skierowane specjalnie do mężczyzn nie spo­tykają się z odzewem. Powód jest prosty: nie ma w nich tego, co jest głębokie i prawdziwe w sercu mężczyzny —jego prawdziwych pasji. Usiłują jedynie kształtować go według różnych form nacisku. „Takim mężczyzną powinieneś być. Taki właśnie musi być dobry mąż/ojciec/ chrześcijanin/wierzący'1. Wybierz właściwe określenie. Mężczyzna po­winien być odpowiedzialny, wrażliwy, zdyscyplinowany, wierny, pra­cowity, obowiązkowy itp. Wiele z tych cech jest pozytywnych. Nie wątpię, że ci, którzy przekazują podobne przesłania, są pełni dobrych chęci. Jednak dobrymi chęciami, jak pamiętamy, jest wybrukowana droga do piekła. To, że z tych chęci nic nie wynika, wydaje się już oczywiste.

Nie, mężczyźni potrzebują czegoś innego. Potrzebują głębokiego zrozumienia, dlaczego tęsknią za przygodami i bitwami, i Piękną — i dlaczego Bóg ich takich stworzył. Potrzebują też głębszego zrozumienia, dlaczego kobiety tęsknią za tym, żeby o nie walczono, żeby porwała je przygoda i żeby być Piękną. Właśnie dlatego, że Bóg je takie stworzył.

Przekazuję zatem tę książkę nie w formie podręcznika „siedem kro­ków do bycia lepszym chrześcijaninem", ale jako safari w poszukiwa­niu serca będące powrotem do życia w wolności, pełne pasji i przy­gód. Uważam, że pomoże ona mężczyznom — podobnie zresztą ko­bietom — odzyskać serce. Co więcej, pomoże kobietom w zrozumieniu ich mężczyzn, a im razem w prowadzeniu wspólnego życia, jakiego oboje pragną. O co się dla was modlę.


Nie krytyk się liczy, nie człowiek, który wskazuje, jak potykają się silni albo co inni mogliby zrobić lepiej. Chwała należy się mężczyźnie na arenie, którego twarz jest umazana błotem, potem i krwią, który dzielnie walczy... który wie, co to wielki entuzjazm, wielkie poświęcenie, który ściera się w słusznych sprawach, który w swych najlepszych chwilach poznał tryumf wielkiego wyczynu, a w najgorszych, gdy przegrywa, to przynajmniej przegrywa z odwagą, nie chcąc, aby jego miejsce było wśród chłodnych i nieśmiałych dusz, które nigdy nie poznały ani smaku zwycięstwa, ani smaku porażki.

Teodor Roosevelt


Królestwo niebieskie doznaje gwałtu, a zdobywają je ludzie gwałtowni.

Mateusz 11,12*

* Cytaty biblijne, jeśli nie zaznaczono inaczej, pochodzą z: Pismo Święte Stare-i Nowego Testamentu, wyd. V, Pallottinura, Poznań 2000.


1

Dzikie serce

Głęboką wodą jest plan w sercu męża .

Księga Przysłów 20,5


Życia duchowego nie można prowadzić na przedmieściu. Zawsze znajduje się na niezbadanych terenach, a my, którzy nim żyjemy, musimy zaakceptować, a nawet cieszyć się, że pozostaje ono nieoswojone.

Howard Macey


Na zachód, w góry ruszyć jestem gotów,

Nie mogę patrzeć na pęta i nie znoszę granic.

Nie zamykaj mnie w nich...

Cole Porter Doritfence me in

Nareszcie otacza mnie dzika przestrzeń. Wiatr w wierzchołkach sosen za moimi plecami szumi jak ocean. Fale wielkiego błękitu rozbijają się nade mną, zwieszając się z grzbietu góry, na którą się wspiąłem, gdzieś w Sawatch Rangę, w środkowym Kolorado. Krajo­braz poniżej to ciągnące się całymi kilometrami morze szałwii. Zane Grey uwiecznił ją kwitnącą, szkarłatną, ale przez większość roku jest raczej srebrną szarością. W tej krainie możesz jechać konno i całymi dniami nie zobaczysz żywej duszy. Dzisiaj jestem pieszo. Choć po południu świeci słońce, tutaj, w Kordylierach, temperatura nie wzro­śnie powyżej zera, a pot, który wycisnąłem z siebie, wspinając się po tej ścianie, sprawia, że cały drżę. Jest koniec października i zbliża się zima. W oddali, prawie setki kilometrów na południe i południowy zachód, góry San Juan pokryte są już śniegiem.

Cierpki aromat szałwii przywarł do moich dżinsów. I uderza do głowy, gdy łapię powietrze — wyraźnie go brakuje na wysokości trzech tysięcy metrów. Muszę znowu odpocząć, mimo że wiem, iż każde zatrzymanie się zwiększa odległość między mną a zwierzyną. Jednak ona zawsze ma przewagę. Chociaż trop, który znalazłem dziś rano, był świeży — miał zaledwie kilka godzin — nie dawał wielkich na­dziei. Samiec łosia w ciągu godziny z łatwością może pokonać wiele kilometrów nawet po nierównym terenie, zwłaszcza gdy jest ranny albo ucieka.

Wapiti, jak nazywają je Indianie, to jedne z najbardziej nieuchwyt­nych stworzeń. Są królami gór, podobnymi do zjaw, bardziej ostroż­nymi i przezornymi od innych jeleni, i trudniejszymi do wytropienia. Żyją na większych wysokościach i pokonują w ciągu dnia większe odległości niż jakiekolwiek inne dzikie zwierzę. Szczególnie samce

14

Dzikie serce

mąjąjakby szósty zmysł wyczulony na obecność człowieka. Parę razy udało mi się podejść je bliżej; lecz już w następnej chwili ich nie było. Znikały cicho w osikach tak gęstych, że nie uwierzyłbyś, iż tamtędy mógłby przedostać się choćby królik.

Nie zawsze tak było. Przez wieki jelenie kanadyjskie żyły na pre­riach, pasąc się wielkimi stadami na żyznych trawach. Wiosną 1805 roku Meriwether Lewis, wędrując w poszukiwaniu drogi wodnej North­west Passage, opisał przechodzące stado obejmujące tysiące osobni­ków. Niektóre podchodziły tak blisko, że mógł rzucać w nie patyka­mi, zachowywały się niczym krowy blokujące wiejską drogę. Jednak pod koniec wieku ekspansja na zachód zepchnęła je wysoko w Góry Skaliste. Stały się nieuchwytne, niczym wyrzutki ukrywają się ponad granicą lasu, dopóki zimą obfite śniegi nie zmuszą ich do zejścia niżej. Gdybyś teraz chciał je znaleźć, to tylko na ich warunkach, w posęp­nych miejscach, poza zasięgiem cywilizacji.

Dlatego tu przyszedłem.

I dlatego nadal zwlekam, pozwalając, by stary samiec się oddalił. Moje polowanie, widzicie, właściwie nie dotyczy tego łosia. Już wcześ­niej o tym wiedziałem. Szukam czegoś innego, tutaj, w tej dzikiej okolicy. Szukam zdobyczy o wiele bardziej nieuchwytnej... czegoś, co można znaleźć tylko dzięki tej dzikiej przestrzeni. Szukam własne­go serca.


DZIKIE SERCE

Ewa została stworzona w granicach bujnego piękna rajskiego ogro­du. Adam jednak, jak pamiętacie, został stworzony poza Rajem, w dzikiej przestrzeni. Zapis naszych początków w drugim rozdziale Księgi Rodzaju przedstawia to wyraźnie. Mężczyzna został powołany do życia na zewnątrz, w nieoswojonej części stworzenia. Dopiero potem zostaje zaprowadzony do Edenu. I odtąd chłopcy nigdy nie czują się dobrze w domu, a mężczyźni cierpiana nieuleczalną tęsknotę od­krywania. Tęsknimy za tym, a kiedy to zrealizujemy, zaczynamy żyć naprawdę. John Muir powiedział, że kiedy mężczyzna wychodzi w góry, wraca do domu. Serce mężczyzny pozostaje w głębi nieoswojone, i tak jest dobrze. „W biurze nie żyję", głosiła kiedyś reklama North-face. „Nie żyję w taksówce. Nie żyję na chodniku" — i tyle. A wnio­sek? „Nigdy nie zaprzestań poszukiwań".

Nasza płeć potrzebuje odrobiny zachęty. Reszta przychodzi natu­ralnie, jest wrodzona jak zamiłowanie do map. W 1260 roku Marco Polo wyruszył, by szukać drogi do Chin, a ja w 1967 roku, gdy mia­łem siedem lat, próbowałem z przyjacielem Dannym Wilsonem prze­kopać na podwórzu ziemię na wylot. Poddaliśmy się po mniej więcej dwóch metrach. Ale wymagało to wielkiego wysiłku. Słynny Hanni­bal przekroczył Alpy, a w życiu każdego chłopca nadchodzi dzień, kiedy pierwszy raz przechodzi przez ulicę i wstępuje do towarzystwa wielkich odkrywców. Scott i Amundsen ścigali się do bieguna po­łudniowego, Peary i Cook współzawodniczyli o zdobycie biegu­na północnego, a kiedy zeszłego lata dałem swoim chłopcom trochę drobnych i pozwoliłem, by pojechali na rowerach do sklepu kupić wodę sodową, ktoś mógłby pomyśleć, że kazałem im znaleźć równik. Ma­gellan żeglował na zachód i opłynął przylądek Ameryki Południowej — mimo ostrzeżeń, że wraz z załogą spadnie z krańca ziemi — a Huck Finn, lekceważąc podobne groźby, wyruszył w dół Missisipi. Powell szedł wzdłuż Kolorado do Wielkiego Kanionu, mimo — nie, właśnie dlatego — że nikt nigdy wcześniej tego nie zrobił i wszyscy mówili, że tego się zrobić nie da.

I tak oto, wiosną 1989 roku, moi chłopcy i ja stanęliśmy na brzegu Snake River, czując tę samą odwieczną potrzebę, by wypłynąć. Tego roku roztopy były obfite, niezwykle obfite, rzeka wylała i połyskiwała między drzewami po obu stronach. Woda, która pod koniec lata była krystalicznie czysta, tego dnia wyglądała jak kakao. Środkiem rzeki płynęły kloce drewna, plątanina gałęzi większa od samochodu, i kto wie, co jeszcze. Głęboka, błotnista i rwąca, Snake River była napraw­dę groźna. Na horyzoncie nie było widać żadnych śmiałków. Wspo­mniałem, że padało? My jednak mieliśmy nowiutki kajak, w rękach wiosła, no i nigdy jeszcze nie płynąłem Snake River kajakiem, ani żadną inną rzeką, jeśli chodzi o ścisłość, ale w końcu to małe piwo. Skoczyliśmy prosto w nieznane, podobnie jak Livingstone ruszył w głąb Czarnej Afryki.

Przygoda, z nieodzownym ryzykiem i dziką przestrzenią, stanowi tęsknotę głęboko wpisaną w duszę mężczyzny. Męskie serce potrze­buje miejsca, w którym nic nie jest prefabrykowane, wzorcowe, od­tłuszczone, zapięte na zamek błyskawiczny, koncesjonowane, podłą­czone, podgrzane w mikrofali. Gdzie nie ma terminów, telefonów ko­mórkowych ani spotkań zarządu. Gdzie jest miejsce dla duszy. Gdzie, wreszcie, geografia wokół nas koresponduje z geografią naszego ser­ca. Popatrzcie na bohaterów biblijnego tekstu: Mojżesz nie spotyka Boga żywego w centrum handlowym. Znajduje Go (albo zostaje przez Niego odnaleziony) gdzieś na pustkowiach Synaju, z dala od wygód Egiptu. To samo odnosi się do Jakuba, który odbył swoje zapasy z Bogiem nie w salonie na sofie, ale gdzieś w oazie, na wschód od Jabboku, w Mezopotamii. A gdzie wielki prorok Eliasz wyszedł, by odzyskać swoją moc? Na pustynię. Podobnie jak Jan Chrzciciel i jego kuzyn Jezus, którego na pustynię wyprowadził Duch.

Bez względu na to, czego konkretnie szukali ci odkrywcy, szukali przede wszystkim siebie samych. Głęboko w sercu mężczyzny są wyryte pewne podstawowe pytania, na które nie sposób znaleźć odpo­wiedzi przy kuchennym stole. Kim jestem? Z czego jestem zrobiony? Do czego jestem przeznaczony? To lęk trzyma mężczyznę w domu, gdzie wszystko jest schludne, uporządkowane i pod kontrolą. Jednak odpowiedzi na jego najgłębsze pytania nie można znaleźć w telewizji albo w lodówce. Tam, na palących pustynnych piaskach, zagubiony w pozbawionych szlaku przestrzeniach, Mojżesz otrzymał swoją ży­ciową misję i cel. Został wezwany, powołany do czegoś wielkiego, o wiele większego, niż kiedykolwiek sobie wyobrażał. O wiele po­ważniejszego niż bycie dyrektorem technicznym albo „księciem Egip­tu". Ciemną nocą, pod obcymi gwiazdami Jakub otrzymał nowe imię, swoje prawdziwe imię. Przestał być utalentowanym negocjatorem han­dlowym, a stał się tym, który mocował się z Bogiem. Dla Chrystusa próba pustyni jest w swej istocie sprawdzianem Jego tożsamości. „Je­śli jesteś tym, za kogo cię uważamy..." Jeśli mężczyzna ma kiedykol­wiek poznać, kim jest i do czego jest przeznaczony, musi wyruszyć w podobną wędrówkę.

Musi na nowo odnaleźć swe serce.


EKSPANSJA NA ZACHÓD PRZECIWKO DUSZY

Tryb życia, jaki prowadzi współczesny mężczyzna, jest sprzeczny z tym, co podpowiada mu serce, i z tajnikami jego duszy. Niekończą­ce się godziny przed ekranem komputera, sprzedawanie butów w pa­sażu, spotkania, notatki, telefony. Świat biznesu — w którym więk­szość Amerykanów żyje i umiera — wymaga od mężczyzny, żeby był efektywny i punktualny. Polityka przedsiębiorstw nastawiona jest na jeden cel: aby zaprząc mężczyznę do pługa i sprawić, by produkował. Jednak dusza nie chce być zaprzężona! Ona nic nie wie o zegarach odmierzających dniówki, ostatecznych terminach czy wykazach zy­sków i strat. Tęskni za pasją, za wolnością, za życiem. Jak powiedział D.H. Lawrence: „Nie jestem mechanizmem". Mężczyzna musi czuć rytm ziemi, musi mieć pod ręką coś namacalnego — ster, lejce, szorstką linę albo po prostu łopatę. Czy mężczyzna potrafi spędzać całe dnie tak, by zawsze mieć czyste i przycięte paznokcie? Czy o tym właśnie marzy chłopiec?

Społeczeństwo nie potrafi zdecydować się, jaki właściwie powinien być mężczyzna. Ostatnie trzydzieści lat poświęciło na przedefiniowanie męskości w coś bardziej wrażliwego, bezpiecznego, dającego się kierować, no cóż, coś bardziej kobiecego, i teraz karci mężczyzn za to, że nie są mężczyznami. Chłopcy zawsze będą chłopcami, wzdycha. Tak jakby mężczyzna, gdy naprawdę dorośnie, mógł porzucić odludzie, przy­mus wędrowania i osiąść na stałe, siedzieć zawsze w domu, w saloniku cioci Polly. „Gdzie się podziali prawdziwi mężczyźni?" — to stałe menu wszystkich talk-show i książkowych nowości. To wy kazaliście im być kobietami, chciałoby się powiedzieć. Rezultatem jest wymieszanie płci

w stopniu, w jakim nigdy dotąd w historii tego nie doświadczano. Skąd mężczyzna ma wiedzieć, że jest mężczyzną, skoro jego najważniej­szym celem ma być zwracanie uwagi na maniery?

No i jeszcze, niestety, jest Kościół. Chrześcijaństwo takie, jakie jest obecnie, wyrządziło mężczyznom kilka niewybaczalnych krzywd. Bio­rąc wszystko pod uwagę, myślę, że większość mężczyzn w Kościele uważa, iż Bóg postawił ich na tej ziemi, by byli dobrymi chłopcami. Problem z mężczyznami, mówi się nam, polega na tym, że oni nie po­trafią dotrzymywać obietnic, być duchowymi przywódcami, rozmawiać z żonami ani wychowywać dzieci. Ale jeśli naprawdę się postarają, mogą zdobyć ten wzniosły szczyt... i zostać miłymi chłopcami. Właśnie taki mamy wzór dojrzałości mężczyzny-chrześcijanina: Naprawdę Miłego Faceta. Nie palimy, nie pijemy ani nie przeklinamy; to znaczy nie robi­my akurat tego, co czyni z nas mężczyzn. Teraz pozwólcie, że was za­pytam, moi męscy czytelnicy: Czy w dzieciństwie, gdy budziły się w was marzenia, kiedykolwiek chcieliście zostać Miłym Chłopcem? (Drogie panie, czy książę z waszych snów był dziarski... czy tylko miły?).

No i co — przesadzam? Wejdźcie do jakiegokolwiek kościoła w Stanach, rozejrzyjcie się i postawcie sobie pytanie: Jaki jest mężczyzna-chrześcijanin? Nie słuchajcie tego, co wam mówią, popatrz­cie na to, co tam zastaniecie. Nie ma wątpliwości. Będziecie musieli przyznać, że jest on... znudzony. Na ostatnich rekolekcjach w kościele rozmawiałem z gościem po pięćdziesiątce, a właściwie słuchałem, jak mówi o swojej drodze mężczyzny. „Jestem okropnie zmęczony tym, że przez ostatnie dwadzieścia lat starałem się być dobry, w sposób, w jaki każe Kościół", powiedział. Zaintrygowany poprosiłem, aby wyjaśnił, co przez to rozumie. Zastanowił się przez chwilę. „Być obowiązkowym — odparł — i oderwanym od serca". Co za cudowny opis, pomyślałem. Boleśnie trafiający w sedno.

Robert Bly narzeka w Żelaznym Janie*: „Niektóre kobiety pragną pasywnego mężczyzny, jeśli w ogóle pragną mężczyzny; Kościół potrzebuje pokornych mężczyzn — zwanych księżmi; uniwersytet po­trzebuje konformistów — zwanych pracownikami etatowymi; korpo­racja zgłasza zapotrzebowanie na pracowników umiejących pracować w zespole... jałowych, bezwłosych, nijakich ludzi". Wszystko to ra­zem wzięte stanowi coś w rodzaju ekspansji na zachód wymierzonej w męską duszę. I z tego to powodu serce mężczyzny ciągnie w góry, w miejsca odległe, niczym ranne zwierzę szukające kryjówki. Kobie­ty o tym wiedzą i narzekają, że nie mająprzystępu do serc swych męż­czyzn. Mężczyźni także o tym wiedzą, ale często nie potrafią wyrazić, dlaczego to serce utracili. Wiedzą, że ich serce uciekło, ale nie potra­fią złapać tropu. Kościół kręci głową i zastanawia się, dlaczego nie może zjednać dla swoich programów więcej mężczyzn. Odpowiedź jest prosta: Nie zapraszamy mężczyzn, aby poznawali swe serca i żyli z ich głębi.


ZAPROSZENIE

Jednak to Bóg stworzył serce mężczyzny, umieścił je w każdym z nas i w ten sposób dał nam zaproszenie: idźcie i żyjcie tak, jak wam przeznaczyłem. Pozwólcie, że ominę całą debatę „Natura kontra wy­chowanie" albo „Czy tożsamość płciowa jest czymś wrodzonym?" i zastąpię ją obserwacją: Mężczyźni i kobiety zostali stworzeni na obraz Boga jako mężczyźni albo jako kobiety. „Stworzył więc Bóg czło­wieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę" (Rdz 1,27). No, ale wiemy, że Bóg nie ma ciała, zatem odmienność kobiety i mężczyzny nie może być cielesna. Nasza tożsa­mość płciowa musi znajdować się na poziomie duszy, w wewnętrznych miejscach, głębokich i nieśmiertelnych. Bóg nie tworzy człowieka ogól­nego; tworzy coś bardzo zróżnicowanego — mężczyznę albo kobietę. Innymi słowy, jest męskie serce i jest serce kobiece, a każde z nich na swój sposób odbija albo obrazuje w świecie serce Boga.

Bóg miał cel, tworząc mężczyznę, i jeśli mamy w ogółe odnaleźć siebie, to musimy go odkryć. Co takiego włożył w serce mężczyzny?

Zamiast pytać: Jak myślisz, co powinieneś robić, aby stać się lepszym mężczyzną (albo kobietą, w przypadku moich kobiecych czytelniczek), zapytam: Co sprawia, że żyjesz? Co pobudza twoje serce? Wędrów­ka, przed którą obecnie stajemy, prowadzi do ziemi dla większości nieznanej. Musimy udać się do krainy, w której nie ma żadnych wy­raźnych szlaków. To eksploracyjne zadanie prowadzi nas do naszych własnych serc, do naszych najgłębszych pragnień. Jak powiedział dramatopisarz Christopher Fry:

Życie byłoby hipokrytą, gdybym nie mógł żyć W sposób, który mnie pobudza!

W swoim sercu znalazłem wyryte głęboko trzy pragnienia, któ­rych — teraz już to wiem — nie mogę lekceważyć, nie tracąc jedno­cześnie własnej duszy. Stanowią one rdzeń tego, kim jestem i kim pragnę być. Patrzę na swoje dzieciństwo, przeglądam stronice ksią­żek, wsłuchuję się uważnie w to, co mówią inni mężczyźni, i jestem przekonany, że te pragnienia są uniwersalne, są kluczem do istoty męskości. Być może w tej chwili nie są na swoim miejscu, zostały zapomniane albo są fałszywie nakierowane, ale w sercu każdego męż­czyzny znajduje się rozpaczliwe pragnienie stoczenia bitwy, prze­życia przygody i uratowania Pięknej. Rozważcie filmy, które lubią męż­czyźni, zastanówcie się nad tym, co robią w wolnym czasie, a zwłasz­cza zwróćcie uwagę na pasje małych chłopców, a przekonacie się, że mam rację.

STOCZYĆ BITWĘ

Na mojej ścianie wisi fotografia chłopca może pięcioletniego, o krótko obciętych włosach, pełnych policzkach i zuchowatym uśmie­chu. To stara fotografia, kolory już wyblakły, ale jej treść jest ponad­czasowa. Mamy świąteczny poranek 1964 roku i właśnie otworzyłem prezent, który okazał się najlepszy ze wszystkich, jakie kiedykolwiekdostałem na Boże Narodzenie — komplet dwóch sześciostrzałowców z perłowymi kolbami, uzupełniony o czarny skórzany pas z pochwa­mi, czerwoną kowbojską koszule, z dwoma mustangami wyszytymi na piersiach, błyszczące czarne buty, czerwoną chustę i słomkowy kape­lusz.

Założyłem ten kostium i nie chciałem zdjąć go całymi tygodniami, ponieważ, rozumiecie, to nie był wcale „kostium"; to była moja toż­samość. Pewnie, jedna nogawka od spodni jest wsadzona do buta, a druga wyciągnięta, ale to tylko dodatek do mojej „świeżo wytropio­nej" osobowości. Kciuki wsadziłem za pas, wypiąłem pierś, ponie­waż byłem uzbrojony i niebezpieczny. Źli faceci, uważajcie: to mia­sto nie jest dość duże dla nas wszystkich.

Peleryny i miecze, kamuflaż, chusty na szyję i sześciostrzałowce — to są uniformy chłopięctwa. Mali chłopcy pragną wiedzieć, że są silni, niebezpieczni, że są kimś, z kim trzeba się liczyć. Hu rodziców na próżno próbowało zabraniać małemu Timmy'emu bawić się pisto­letami? Dajcie spokój. Jeśli nie kupicie mu broni, zrobi ją sobie z czegokolwiek, co będzie miał pod ręką. Moi chłopcy przeżuwają grzanki i z nich lepią pistolety przy kuchennym stole. Każdy patyk albo ułamana gałąź jest dzidą albo, lepiej, bazooką. Bez względu na to, co mówią współcześni pedagodzy, nie jest to zaburzenie psychicz­ne wszczepione przez serwującą przemoc telewizję ani brak równo­wagi chemicznej. Agresja jest częścią męskiego przeznaczenia, jeste­śmy do niej „podłączeni stałym łączem". Twierdząc, że mężczyzna został stworzony na obraz Boga, postarajmy się także nie zapominać, że „Pan wojownikiem, Pan jest imię Jego" (Wj 15,3).

Małe dziewczynki nie wymyślają zabaw, w których trup kładzie się gęsto, a rozlew krwi jest konieczny dla uciechy. Wymysłem kobiet nie jest na przykład hokej. Ani boks. Chłopiec musi coś atakować — i tak samo mężczyzna, nawet jeśli jest to tylko mała biała piłka golfowa. Chce ją wbić do przyszłego królestwa. Z drugiej strony, moi chłopcy nie chodzą na herbatki. Nie dzwonią do przyjaciół, by porozmawiać o swoich związkach. Nudzą ich gry, w których nie ma elementu ryzy­ka, współzawodnictwa albo rozlewu krwi. Gry zespołowe oparte na „wzajemnej zależności" są dla nich zupełnym nonsensem. „Nikt nie zginął?", pytają niedowierzająco. „Nikt nie wygrał? To o co w tym chodzi?" Powszechny charakter takiej postawy powinien nas przeko­nać, że „chłopiec wojownikiem, chłopiec jest imię jego". A to, co robią, nie jest tylko groteską. Kiedy chłopcy bawią się w wojnę, ćwiczą role do o wiele poważniejszego dramatu. Pewnego dnia być może przyda ci się taki chłopiec do obrony.

Ci żołnierze Unii, którzy szarżowali na kamienne mury Bloody Angle, te oddziały aliantów, które nacierały na plaże Normandii albo piaski Iójima — co oni zrobiliby bez swej gwałtownej cząstki serca? Życie wymaga, żeby mężczyzna był dziki, dziko oddany. Jeśli został wychowany, żeby był tylko miękki, to rany, które odniesie w życiu, sprawią, że straci serce. Szczególnie prawdziwe okazuje się to na grzą­skich terenach związków; do poruszania się po nich mężczyzna czuje się najmniej przygotowany. Bly mówi: „W każdym związku raz na jakiś czas potrzeba czegoś dzikiego".

Tęsknota za tym może pojawić się nawet po wielu latach wyparcia. Być może mężczyzna poczuje, że nie dorósł do bitwy, która — jak wie — go czeka. Lub może wybierze mroczną ścieżkę, jak to jest w przypadku członków miejskich gangów. Jednak to pragnienie tkwi w nim. Każdy mężczyzna chce grać bohatera. Każdy mężczyzna musi wiedzieć, że jest silny. To nie kobiety sprawiły, że film Braveheart, Waleczne Serce stał się jednym z najpopularniejszych obrazów ostat­nich lat. Latające Tygrysy, Most na rzece Kwai, Siedmiu wspaniałych, Jeździec znikąd, W samo południe, Szeregowiec Ryan, Top Gun, seria Szklana pułapka, Gladiator — oto kino, które podoba się mężczyź­nie, ukazuje, za czym tęskni jego serce, co zostało mu zaszczepione w dniu narodzin.

Czy nam się to podoba, czy nie, w sercu każdego mężczyzny jest odrobina gwałtowności.

PRZEŻYĆ PRZYGODĘ

„Moja matka lubi spędzać wakacje w Europie". Rozmawiamy, mój przyjaciel i ja, o naszym umiłowaniu Zachodu Stanów Zjednoczonych i o tym, dlaczego on przeprowadził się tutaj ze Wschodniego Wy­brzeża. „To dla niej dobre, jak sądzę. Tam jest bogactwo kultury. Jed­nak ja potrzebuję dzikiej przestrzeni". Naszą rozmowę sprowokował film Wichry namiętności, opowieść o trzech młodych mężczyznach dorastających na początku dwudziestego wieku na rancho ojca w Mon-tanie. Alfred, najstarszy, jest praktyczny, pragmatyczny, ostrożny. Wy­rusza do wielkiego miasta, aby zostać biznesmenem i w końcu polity­kiem. Jednak coś w jego wnętrzu umiera. Staje się pusty. Samuel, najmłodszy, pod wieloma względami jest ciągle chłopcem, delikat­nym dzieckiem — lubiącym czytać, wrażliwym, nieśmiałym. Ginie na początku filmu i wiemy, że nie był jeszcze gotów do walki.

I jest Tristan, średni syn. On ma gwałtowne serce. To Tristan ucie­leśnia Dziki Zachód — łapie i ujeżdża mustanga, walczy nożem z niedźwiedziem grizzly i zdobywa piękną kobietę. Jeszcze nie spo­tkałem mężczyzny, który chciałby być Alfredem albo Samuelem. Nie spotkałem kobiety, która chciałaby poślubić któregoś z nich. Istnieje określony powód, dla którego amerykański kowboj urósł do mitycz­nych rozmiarów. Ucieleśnia on tęsknotę, którą każdy mężczyzna nosi w sobie od dziecka — zdobyć Dziki Zachód. Znaleźć miejsce, w któ­rym mógłby w pełni być taki, jaki ma być. Pozwólcie, że zapożyczę od Waltera Brueggemana opis Boga: „dziki, niebezpieczny, nieokieł­znany i wolny".

Chciałbym teraz na chwilę przerwać i coś wyjaśnić. Nie jestem wiel­kim białym myśliwym. Ścian mojego domu nie ozdabiają martwe zwie­rzęta. Nie grałem w futbol w college'u. Właściwie w college'u waży­łem zaledwie sześćdziesiąt pięć kilogramów i raczej nie byłem atletą. Mimo marzeń z dzieciństwa nie zostałem kierowcą wyścigowym ani pilotem myśliwca. Nie interesuje mnie sport w telewizji, nie lubię taniego piwa i chociaż jeżdżę starym dżipem, jego opony nie są gro­teskowo olbrzymie. Mówię to dla jasności, aby nie narazić się na kpiny czytelników, którzy mogliby potraktować moje wywody jako przed­stawione przez wzorcowego macho. To nie tak. Po prostu szukam, jak wielu mężczyzn, męskości autentycznej.

Kiedy nadchodzi zima, ale brakuje jeszcze śniegu, moi chłopcy wno­szą do domu sanki i zjeżdżają na nich po schodach. Pewnego dnia żona przyłapała ich z liną zwisającą z okna pokoju na pierwszym piętrze, gotowych spuścić się po ścianie domu. Przepis na dobrą za­bawę dla chłopców jest bardzo prosty: do każdej aktywności dodaj element ryzyka, dołóż niewielkie odkrycie, połącz z odrobiną znisz­czenia i możesz nazwać się zwycięzcą. Najlepszy przykład to przepis, jaki mają na jazdę na nartach. Jak najprędzej dostać się na szczyt najdłuższej trasy. Skierować deski prosto w dół zbocza i zjeżdżać, im szybciej, tym lepiej. To nie kończy się z wiekiem, tylko poprzeczka wędruje wyżej.

Pewien sędzia po sześćdziesiątce, prawdziwy dżentelmen z Połu­dnia, w prążkowanym garniturze, elegancko się wysławiający, pod­czas konferencji odciągnął mnie na bok. Cicho, prawie przepraszają­co wyznał mi swoją miłość do żeglarstwa i otwartego morza. Opowie­dział, jak wraz ze swoim kolegą wreszcie zbudowali własną łódź. Potem mrugnął okiem. „Parę lat temu wyruszyliśmy z wybrzeża Bermudów, gdy nagle złapał nas sztorm. Naprawdę pojawił się jakby znikąd. Sze­ściometrowe fale, a my w dziewięciometrowej łodzi wykonanej do­mowym sposobem. Myślałem, że wszyscy zginiemy". Krótkie mil­czenie dla podniesienia dramatyzmu, a potem dodał: „To były naj­wspanialsze chwile w moim życiu".

Porównajcie sobie, co przeżywacie, oglądając Jamesa Bonda albo Indianę Jonesa, z tym, co czujecie, uczestnicząc, powiedzmy, w kółku biblijnym. Gwarantowany sukces każdego nowego odcinka pokazuje jasno, że przygoda jest wpisana w serce mężczyzny. I nie chodzi tylko o dobrą zabawę. Przygoda wymaga od nas czegoś, wystawia nas na próbę. I choć być może boimy się tej próby, to jednocześnie chcemy się jej poddać, chcemy się przekonać, czy potrafimy jej sprostać. Dla­tego właśnie wbrew zdrowemu rozsądkowi wyruszyłem z synami na spływ po Snake River, dlatego razem z kolegą postanowiliśmy wyje­chać na ryby tam, gdzie żyją grizzly, dlatego jako młody mężczyzna wyjechałem do Waszyngtonu, żeby zobaczyć, czy poradzą sobie na tych pełnych rekinów wodach. Jeśli mężczyzna traci to pragnienie, mówi, że nie chce przeżyć przygody, to znaczy, że nie wierzy w siebie i uważa, że tej próby nie zda. Dlatego postanawia w ogóle nie próbo­wać. Z powodów, które jak mam nadzieję, wyjaśnię później, więk­szość mężczyzn nienawidzi tego, co nieznane. Podobnie jak Kain, chcą się osiedlić i zbudować własne miasto, sprawować kontrolę nad włas­nym życiem.

Jednak przed tym nie da się uciec — w sercu każdego mężczyzny jest coś dzikiego.

URATOWAĆ PIĘKNĄ

Romeo ma swoją Julię, król Artur walczy o Ginewrę, Robin Hood ratuje panienkę Marian, a ja nigdy nie zapomnę, jak po raz pierwszy pocałowałem swoją szkolną sympatię. Było to pod koniec siódmej kla­sy. Poznałem Debbie na kółku teatralnym i zupełnie straciłem głowę. Była to klasyczna szkolna miłość. Czekałem na niąpo lekcjach, nosi­łem jej książki do szafki. W klasie przesyłaliśmy sobie karteczki, roz­mawialiśmy w nocy przez telefon. Nigdy specjalnie nie zwracałem uwagi na dziewczyny, aż do tamtej pory. To pragnienie budzi się tro­chę później w wędrówce chłopca do wieku męskiego, a kiedy już się pojawi, świat staje do góry nogami. W każdym razie bardzo chciałem ją pocałować, ale nie mogłem zebrać się na odwagę — aż do ostatnie­go wieczoru, gdy w szkole odbywało się przedstawienie. Następnego dnia rozpoczynały się wakacje, ona wyjeżdżała i wiedziałem, że to musi być teraz albo nigdy. Za kulisami w ciemnościach dałem jej po­śpiesznego całusa, a ona odwzajemniła mi nieco dłuższym. Pamięta­cie tę scenę z filmu E.T., kiedy chłopiec unosi się na rowerze na tle księżyca? Jestem pewien, że tego wieczoru, gdy wracałem do domu na swoim schwinnie, nie dotykałem ziemi.

Nie ma nic bardziej inspirującego dla mężczyzny jak piękna kobieta. Ona sprawia, że chcesz zdobyć zamek czy zabić olbrzyma. Albo obiec wszystkie bazy. Pewnego dnia w czasie rozgrywek Małej Ligi mój syn Samuel został właśnie tak zainspirowany. Lubi baseball, ale jak więk­szość chłopców zaczynających grać, nie jest pewien, czy ma w sobie to coś, żeby być dobrym graczem. Samuel jest naszym pierworodnym i jak wielu pierworodnych jest ostrożny. Zawsze puszcza kilka rzutów, zanim w końcu się rozegra, a kiedy już złapie rytm, to też nie do końca; do tamtej pory wszystkie jego piłki lądowały w polu wewnętrznym. W każ­dym razie, kiedy tego popołudnia Sam wziął do ręki kij, właśnie przy­szła jego przyjaciółka z końca ulicy, ładna blondyneczka, i stanęła za li­nią pierwszej bazy. Unosząc się na palcach, wykrzykiwała jego imię i machała do niego. Udając, że jej nie widzi, Sam poszerzył rozkrok, chwy­cił mocniej kij, spojrzał na miotacza z jakąś gwałtownością w oku. I po raz pierwszy wybił piłkę daleko w środkowe zapole.

Mężczyzna chce być bohaterem dla swojej Pięknej. Młodzi męż­czyźni idący na wojnę mają w portfelu zdjęcie swojej dziewczyny. Mężczyźni, którzy latali na misje bojowe, malowali Piękną na boku swoich samolotów. Podczas drugiej wojny światowej załogi bombow­ców B—17 dawały swoim latającym fortecom imiona: „Ja i moja dziew­czyna" albo „Ślicznotka z Memfis". Czym byliby Robin Hood albo król Artur bez kobiet, które kochali? Samotnymi mężczyznami staczają­cymi samotne boje. Indiana Jones i James Bond nie byliby tym, kim są, bez pięknej kobiety u boku, o którą w sposób nieunikniony zawsze muszą w końcu stoczyć bój. Widzicie, to nie jest tak, że mężczyzna musi walczyć; on musi walczyć dla kogoś. Pamiętacie słowa Nehemiasza do tych kilku dzielnych dusz broniących pozbawionej murów obronnych Jerozolimy? „Nie bójcie się... walczcie za braci swoich, za synów swoich i córki, za żony swoje i domy". Walka sama w sobie to nie wszystko; mężczyzna pragnie romantyzmu. Nie wystarczy być bo­haterem; trzeba być bohaterem dla konkretnej osoby, dla kobiety, któ­rą się kocha. Adam dostał wiatr i morze, konia i jastrzębia, ale jak powiedział Bóg, nie było mu dobrze, dopóki nie było Ewy.

Tak, w sercu każdego mężczyzny jest jakaś namiętność.

KOBIECE SERCE

Przekonałem się, że także w sercu kobiety znajdują się trzy istotne pragnienia, które nie są całkiem odmienne od męskich, a jednak po­zostają wyraźnie kobiece. Nie każda kobieta pragnie stoczyć walkę, ale każda chce, by o nią walczono. Wsłuchajcie się w tęsknotę nie­wieściego serca: nie tylko chce być zauważona — chce być upragnio­na. Chce, by się o nią starano. „Chciałabym po prostu być dla kogoś najważniejsza", powiedziała mi pewna przyjaciółka po trzydziestce. Jej marzenie z dzieciństwa o rycerzu w lśniącej zbroi, przybywającym, by ją uratować, nie jest tylko dziewczęcą fantazją, ale rdzeniem jej nie­wieściego serca, życiem, do którego — jak wie — została stworzona. Tak więc Zach w Oficerze i dżentelmenie wraca do Pauli, Frederick w Małych kobietkach wraca do Jo, a Edward w Rozważnej i romantycz­nej wraca, by wyznać Eleonorze swoją wiecznie żywą miłość.

Każda kobieta chciałaby także dzielić z kimś przygodę. Jednym z ulubionych filmów mojej żony jest Człowiek znad Śnieżnej Rzeki. Uwielbia scenę, w której Jessica, piękna młoda kobieta, zostaje urato­wana przez Jima, swego bohatera, i razem jadą na koniu przez pust­kowia australijskich gór. „Chciałabym być Isabo z Zaklętej w soko­ła", wyznała inna przyjaciółka. „Chciałabym, żeby ktoś mnie cenił, chciałabym, żeby ktoś się o mnie starał, walczył o mnie — tak. Ale także chciałabym być silna i uczestniczyć w przygodzie". Tylu mężczyzn popełnia błąd, uznając, że to kobieta jest przygodą. Wtedy ich związek zaczyna się psuć. Kobieta nie chce być przygodą, chce, aby porwało ją coś wielkiego, nieznanego. Nasza przyjaciółka ciągle powtarza: „Znam siebie i wiem, że nie jestem przygodą. Zatem gdy mężczyzna daje mi to do zrozumienia, natychmiast zaczyna mnie nudzić. Już to zaliczyłam. Chciałabym czegoś, czego jeszcze nie znam".

W końcu, każda kobieta pragnie posiadać ukryte piękno, które moż­na by odsłonić. Nie wyczarować, ale odsłonić. Większość kobiet już od dziecka czuje silną presję, żeby być piękną, ale o tym nie mówi.

Istnieje takie głębokie pragnienie, by po prostu i naprawdę być piękną i cieszyć się tym. Większość dziewczynek pamięta, jak bawiły się w przebieranie, w wesele czy w „wirujące spódnice", i jak zakładały na siebie kwieciste sukienki, które świetnie się do tego nadają. Dziew­czynka ubrana w swoją najładniejszą sukienkę wchodzi do salonu i kręci się wkoło. Pragnie spodobać się tatusiowi. Moja żona wspomi­na, jak będąc pięcie— czy sześcioletnim dzieckiem, weszła na stolik do kawy i wyśpiewywała radosne piosenki na cały głos. „Widzicie mnie?", pyta serce każdej dziewczynki. „I czy podoba się wam to, co widzicie?"

Świat zabija serce kobiety, każąc jej być twardą, skuteczną i nie­zależną. Niestety, chrześcijaństwo także nie zna jej serca. Wejdźcie do większości kościołów w Ameryce, rozejrzyjcie się i zadajcie so­bie pytanie: Jaka jest chrześcijanka? I znowu, nie słuchajcie tego, co wam mówią, rozejrzyjcie się i sami przekonajcie. Nie ma wątpliwo­ści. Będziecie musieli przyznać, że chrześcijanka jest... zmęczona. Je­dyne, co mamy do zaoferowania kobiecej duszy, to nacisk, żeby „była dobrą sługą". Nikt nie walczy o jej serce, nie czeka na nią żadna wiel­ka przygoda, w którą mogłaby być wplątana, i każda wątpi, czy w ogóle ma jakieś piękno do odsłonięcia.

DROGĄ SERCA

Jak chciałbyś, żeby o tobie mówiono: „Harry? Oczywiście, znam go. To naprawdę miły facet". Albo: „Tak, słyszałem o Harrym. To niebezpieczny człowiek... w pewien pozytywny sposób". Panie, a wy? Kogo wolałybyście mieć za towarzysza? (Niektóre kobiety, zranione przez brutalną męskość, pragną „bezpiecznego" mężczyzny... a po­tem zastanawiają się, dlaczego po wielu latach z ich małżeństwa znik­nęła namiętność, dlaczego on jest zimny i odległy). Jeśli chodzi o waszą kobiecość, jak wolałybyście, żeby o was mówiono — że je­steście „niezmordowaną pracownicą" czy raczej „kobietą urzekają­cą"? Jestem pewny, że znam odpowiedź.

A może?... A jeśli te głębokie pragnienia naszych serc mówią praw­dę, objawiają życie, które było nam przeznaczone? Bóg dał nam oczy, żebyśmy mogli widzieć, dał uszy, żebyśmy mogli słyszeć; dał wolę, żebyśmy mogli wybierać, i dał nam serce, żebyśmy mogli żyć. Naj­ważniejsze jest to, w jaki sposób obchodzimy się z własnym sercem. Mężczyzna musi wiedzieć, że jest silny; musi wiedzieć, że ma wszyst­ko, co potrzeba. Kobieta musi wiedzieć, że jest piękna, musi wiedzieć, że jest warta, by o nią walczono. „Ty nic nie rozumiesz", powiedziała do mnie pewna pani. „Ja żyję z mężczyzną pustym w środku". Nie, to nie tak. On ma serce na swoim miejscu. Może mu się wymknęło jak zranione zwierzę, znajduje się poza jego zasięgiem albo dzieli go krok od tego, by je złapać. Ale ono tam jest. „Nie wiem, kiedy umarłem", wyznał pewien mężczyzna. „Czuję się tak, jakbym właśnie zużył cały tlen". Rozumiem to. Być może ty również czujesz, że twoje serce jest martwe albo odeszło, lecz jest tam, gdzie powinno. Dzikie, silne, śmiałe i tylko czeka, żeby je wypuścić na wolność.

Ta książka nie jest o siedmiu sprawach, które należy zrobić, żeby być miłym facetem. To książka o uzdrowieniu i wyzwoleniu serca mężczyzny, o jego namiętnościach i prawdziwej naturze, którą otrzy­mał od Boga. To zaproszenie, aby pognać na pola pod Bannockburn*, na Dziki Zachód, skoczyć z wodospadu i uratować Piękną. Jeśli bo­wiem naprawdę chcesz poznać, kim jesteś jako mężczyzna, jeśli chcesz odnaleźć życie, które warto przeżyć, jeśli chcesz głęboko pokochać kobietę i nie przekazać swoich błędów dzieciom, to musisz odzyskać swoje serce. Musisz udać się w góry duszy, w dzikie i niezbadane rejony — i wytropić tę nieuchwytną zdobycz.

  1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   18

Dodaj dokument na swoim blogu lub stronie

Powiązany:

John Eldredge Dzikie serce Tęsknoty męskiej duszy iconZ tęsknoty za wiosną …

John Eldredge Dzikie serce Tęsknoty męskiej duszy iconRef.: Przyjdź mój Jezu, Dobry Jezu. Obdarz łaską mnie I w serce miłość wlej. Przyjdź mój Jezu, Dobry Jezu I na zawsze już pozostań w duszy mej

John Eldredge Dzikie serce Tęsknoty męskiej duszy iconMiej serce I patrzaj w serce” – rzecz o Adamie Mickiewiczu

John Eldredge Dzikie serce Tęsknoty męskiej duszy iconSerce z rysą d a hej dziewczyno Serce moje Em G4-3

John Eldredge Dzikie serce Tęsknoty męskiej duszy iconYou’re In Good Hands With Jesus” John 20: 18-31 St. John’s – East Moline 04/15/12

John Eldredge Dzikie serce Tęsknoty męskiej duszy iconW polsce bije serce świata ” a czy Twoje serce bije dla Polski? – wyniki etapu wojewódzkiego

John Eldredge Dzikie serce Tęsknoty męskiej duszy iconKonkurs: w polsce bije serce świata” /N. Davies/ – a czy Twoje serce bije dla Polski ?

John Eldredge Dzikie serce Tęsknoty męskiej duszy iconXviii koncert „Serce za serce”

John Eldredge Dzikie serce Tęsknoty męskiej duszy iconKonkurs piękności męskiej”

John Eldredge Dzikie serce Tęsknoty męskiej duszy iconJohn Cage (sel trad notas: Alicia Romero, Marcelo Giménez) John Milton Cage Jr

Umieść przycisk na swojej stronie:
Rozprawki


Baza danych jest chroniona prawami autorskimi ©pldocs.org 2014
stosuje się do zarządzania
Rozprawki
Dom